sobota, 27 grudnia 2014

od Triss

Rano nie miałam na nic ochoty.Zniesmaczyła mnie wczorajsza rozmowa z przywódcą klanu.Zastanawiało mnie czy ta wrogość pomiędzy nami wynika tylko i wyłącznie z moich,,wpadek",które oczywiście moje nie są,czy też mają na to wpływ inne czynniki.Może stwierdził,że za dużo wiem?W sumie nie byłoby to błędnym podejrzeniem ,bo wiem o nim nie mało. Więc jeśli ktoś jest w posiadaniu informacji zdolnych zszargać jego delikatną reputację to właśnie ja.Zaklęłam na tyle głośno by wylegujący się jeszcze Hayato przerwał swe przemyślenia i usiadł.
-Co znowu?-spytał.
-Nic...
-No przecież widzę,że coś-chłopak spuścił nogi na podłogę-Widziałem cię wczoraj w Ino.
Poderwałam głowę.Hayato uśmiechnął się ze zrozumieniem.
-Spokojnie,nikomu nie powiem.I mnie się zdarza.
Rzuciłam mu pytające spojrzenie.
-Wiem jak oni smakują...-zesztywniałam dostrzegając,że mój rozmówca się myli-Ludzie są pyszni...
-Nie,nie,nie,nie.-zaoponowałam machając rękami,a jednocześnie się nimi zasłaniając-Ja nie miewam..ataków.
Tym razem to on zesztywniał,ale jako,że spał na dole piętrowego łóżka,przydzwonił.
-O.-pomasował się po głowie-W takim razie wybacz...zapomniałem.
-Nie szkodzi-odparłam zwykłym sobie beznamiętnym głosem-Ale przez przypadek przyznałeś się do polowania na ludzi.
Hayato spuścił głowę niczym zbity pies.
-Ale nie powiesz mu,prawda?
Splotłam ręce,oparłam się  o ścianę.
-Nie-odparłam po chwili.
Chłopak głośno wypuścił powietrze,wstał.
-Ale-dodałam,Hay spojrzał na mnie przerażony-Nie myśl ,że to pochwalam.Jeśli znowu coś takiego zrobisz to nie z szefunciem będziesz miał kłopoty.
Szybko pokiwał głową i pośpiesznie wyszedł z pokoju.
 No i zostałam sama.Giheiego powiodło za siedem gór i rzek,a Rika i Keiko poszły się włóczyć.Usłyszałam pukanie,ale nie takie jakby ktoś pukał do drzwi.Drewno ma inne brzmienie.To było bardziej głuche,przytłumione.Spojrzałam w stronę okna.Za oknem siedział przykucnięty chłopak.Rozpoznałam w nim posłańca od przywódcy.Podeszłam do okna i mu je otworzyłam.Bez słowa wślizgnął się do środka.
-Zmienił zdanie?-spytałam.
-Nie-odparł sztywno ,patrząc mi prosto w oczy.
-Więc jakie wieści?-powiedziałam ukrywając lewą rękę za ciałem.
Przez chwilę milczał.
-Jesteś aresztowana.
-Naprawdę?-udałam zdziwienie-Cóż to ja nieszczęsna znowu zrobiłam?
-Nie wiem,ale szef twierdzi ,że ma dowody twojej winy.
Skrzywiłam się.Cofnęłam pare kroków,ten postąpił na przód.Kilka razy okrążyliśmy pokój,aż to ja stanęłam pod oknem.Chyba się domyślił co zamierzam bo postąpił krok do przodu.Uśmiechnęłam się porozumiewawczo po czym wyskoczyłam przez okno.

Po godzinie stałam już przed domkiem starszej pani położonym na terytorium wilkołaków.


sobota, 20 grudnia 2014

Od Jenny CD Dihren'a

- Pfffft, jasne, że tak. - powiedziałam, odsuwając szklankę od ust. Ren się uśmiechnął a ja pociągnęłam jeszcze łyk wody. Ren tymczasem przytargał z innego pokoju taboret, przysunął go do drugiej strony stołu i usiadł na nim. Wyciągnął rękę i poruszył niespokojnie palcami. Odstawiłam szklankę na bok i również usadowiłam się wygodniej. Złapałam go mocno za rękę i uśmiechnęłam się półgębkiem.
- Na trzy. - powiedział Ren. Kiwnęłam głową więc zaczął odliczać. Na "trzy" zacisnął szczękę i uścisk. Uśmiechnęłam się tylko szeroko i w zasadzie nie zbyt mocno trzymałam go za rękę. Nie wiedziałam, czemu się tak spina, bo nie czułam zbytniego oporu. Chłopak jednak widocznie się męczył. Już zaczęłam przechylać jego rękę na dół, kiedy usłyszałam trzask drzwi. A więc pewnie jego siostra. Wykorzystałam chwilę nieuwagi Rena i mocniej przycisnęłam mu rękę. Nadal jednak nie leżała całkiem, bo chłopak się zorientował.
- Jestem! - usłyszeliśmy głos z korytarza. Zaryzykowałam spojrzenie w oczy Rena i ze zdumieniem zobaczyłam iskierki ognia, jakby go strasznie irytowała moja przewaga. Siostra Rena weszła do salonu i stanęła wryta. Ren niespokojnie i lekko zagniewany spojrzał na nią i wtedy poległ. Zaśmiałam się i chłopak wstał. Był spięty.
- Cześć Vickie. - burknął. Spojrzałam na dziewczynę, nazwaną Vickie i starałam się powstrzymać wybuch śmiechu. Ona spojrzała na mnie niepewnie i pytająco.
- Cześć Ren. Kim jest twój nowy znajomy? - zapytała, wracając do żywych i podążając za bratem do kuchni. Spojrzałam na nią jeszcze bardziej rozbawiona i zdumiona. Znajomy?! Nie wiedziałam, że wyglądam aż tak chłopięco. Może wzięła mnie za geja?! Ren ryknął śmiechem.
- Znajomy? Vickie, przedstawiam ci Jennę, moją nową znajomą i również wilkołaczkę. Jest w porządku, nie musisz się jej obawiać. - przedstawił mnie Ren ale zaraz się poprawił. - Znaczy, nie musisz póki jej nie wkurzysz. - Tym razem Victoria sie zaśmiała.
- A więc mój waleczny brat przegrał na rękę z dziewczyną? O rany, ale przypał. - Wrócili z kuchni i usiedli koło mnie.
- Jest kolacja? - zapytała Victoria.
- Nie , nie zdążyłem zrobić. Ale może zrobimy razem? - zaproponował Ren. Wiedziałam, że próbuje uciec od tego, co się przed chwilą stało, ale myślę, że przewidział iż nie daruję  mu tego tak łatwo.
- Mhm, ale ostrzegam. Ja nie mam pojęcia co, mogę kroić i inne takie ale wy się zajmujecie aranżacją bo kompletnie nie mam pojęcia o gotowaniu. Rzadko jadam jako człowiek. - wyjaśniłam na wstępie, kiedy kierowaliśmy się do kuchni.
<Wy? Co gotujemy? :D >

piątek, 19 grudnia 2014

Od Dhiren'a cd. Jenny

- Jesteś niesamowita! - zaśmiałem się. - Nie dość, że właśnie zostałaś napadnięta przez wampiry, wygrałaś bez żadnego uszczerbku i jeszcze chcesz się siłować, żeby coś sprawdzić?
- A co nie wolno mi? - spytała rzucając mi wyzywające spojrzenie i wkładając ręce do kieszeni.
- Jesteś niemożliwa... - widząc, że moja towarzyszka zamierza coś jeszcze powiedzieć dodałem prędko - Spoko mogę się z tobą siłować, ale może gdzie indziej, żeby uniknąć... tego widoku - chodziło mi oczywiście o nieżywego już wampira.
Dżej podeszła do niego nucąc jakąś melodię, przyjrzała się temu, który jeszcze wczoraj jak mówiła dziewczyna był zwyczajnym chłopakiem. Stanąłem obok dziewczyny i również spojrzałem na trupa. Był blady, jak chyba wszystkie wampiry i wpatrywał się w niebo pustymi oczami.
- Żal Ci go? - spytałem mnie odrywając wzroku od ciała chłopaka. Ona odpowiedziała szybko, ale głos jej jakby trochę drżał:
- Trochę... Głupio, że wpadł na wampiry, ale z drugiej strony był strasznie namolny i wkurzający.
- To może lepiej sobie pójdę? - zażartowałem udając, że odchodzę.
- Oj nie, tak łatwo się nie wymigasz blondasku - mówiąc to złapała mnie za ramię i przytrzymała. Szturchnąłem ją.
- Przecież żartuję, a tak wogólę to chyba były trzy minuty bez sarkazmu. Gratuluję! Oddała mi kuksańca w bok, śmiejąc się przy tym.
- Ty lepiej blondasku powiedz, gdzie chcesz się sprawdzić?
- Proponuję u mnie w domu.
- Mieszkasz w How? - spytała szczerze zdziwiona.
- No masz, trafi się jakiś normalny człowiek/wilkołak co mieszka w domu i od razu wielkie zdziwienie... - odpowiedziałem. - Tak mieszkam w How, ale w pewnej odległości od innych domów, a i mam współlokatorkę.
Uniosła oczy w geście niedowierzenia i spytała:
- Jak ma na imię ta nieszczęśliwa istota co musi spędzać z tobą tyle czasu?
- Victoria, a i może zaciekawi Cię to, że to jest moja młodsza siostra.
- Aha. - odpowiedziała z takim dziwnym wyrazem twarzy. - Ok, możemy tam iść.
Ruszyliśmy w kierunku How, zostawiając za sobą ciało nieżywego wampira. Nie rozmawialiśmy przez kilka minut i Dżej chyba czuła się nieswojo, bo spytała się po chwili, czy nie możemy tam po prostu pobiec w wilczych postaciach.
- Nie, nie możemy?
- A czemu?
- Bo ja jestem pół krwisty, nie mogę się przemienić. - powiedziałem, jakby to było oczywiste, ale z drugiej strony nie lubię o tym mówić.
- Jak to? Przecież wtedy byłeś wilkiem, a pełnia dawno się skończyła - chodziło jej o tą walkę z wampirami. No cóż, sam nie wiem.
- Nie mam pojęcia, mam chyba trochę wydłużony czas bycia wilkiem.
- Spoko, dobra możemy iść, ale stawiam warunek.
- Jaki? - spytałem ciekaw.
- Nie masz prawa się nie odzywać - powiedziała z przebiegłym uśmiechem, a ja pokręciłem z niedowierzenia głową.
*****
- Ten twój dom wygląda, jakby został wybudowany w XVII wieku... - Dżej dalej mówiła coś o starych stylach architektonicznych, ja wyciągnąłem kluczyki z kieszeni i otworzyłem drzwi do domu. Gestem zapraszając ją do środka, spytałem:
- Chcesz coś do picia?
- Poproszę wodę z cytryną, oczywiście jeśli masz...
- Jasne, zaraz wracam. Salon jest na wprost, rozgość się. - powiedziałem udając się do niedużej kuchni.
W całym domu dominował styl staroświecki, nie licząc kilku sprzętów elektronicznych i pracowni. Nalewając wody do dwóch szklanek, zauważyłem kartkę przyczepioną do tablicy. Napisane było na niej: " Wrócę około dwudziestej, liczę na ciepła kolację. Vickie ". Kręcąc z niedowierzeniem głową, zabrałem szklanki i udałem się do salonu. Dżej siedziała przy stole i przeglądała ostatnie szkice Victorii. Stawiając szklankę przed dziewczyną, spytałem:
- To dalej chcesz się sprawdzać, czy może jednak nie?

<Dżej?>

niedziela, 14 grudnia 2014

od Triss :Życie to nie bajka

Wsadziłam ręce do kieszeni pogwizdując.Sheeren chyba i bez tego czuła się niepewnie,ale miałam dobre chęci.Choć jak to mówią,,dobrymi chęciami piekło wybrukowane".Melodia była wesoła co chyba dodatkowo zmieszało moją towarzyszkę.Zaprzestałam więc tego szkodliwego procederu.
-A w ogóle-zaczęłam-to dokąd się wybierasz?
-Do biblioteki...w poszukiwaniu wiedzy.
-U ludzi?!-parsknęłam-Żartujesz,tak-odparła po chwili.
-W takim razie naczytam się bzdur-wzruszyła obojętnie ramionami.
Zdawała się być już nieco bardziej odprężona co mnie ucieszyło bo choć nie znoszę śmiałych,pyskujących małolatów to jednak wolę gdy mój rozmówca myśli o rozmowie,a nie o tym czy  wypruję mu te flaki czy nie.
-A ty?-spytała.
Zamyśliłam się.Ino było mi nawet po drodze bo dziś rano Rika zapraszała mnie na zakupy żebym jej doradziła.Oponowałam zasłaniając się argumentem,że nie znam się na kompozycji i w ogóle na odzieży i modzie.Ostatecznie zgodziłam się dołączyć do niej nieco później,ale niczego nie obiecywałam.
-Posiedzę z tobą,komedii się naczytam,a potem będę zmuszona cię opuścić bo kompanii zebrało się na zakupy.
Zamilkła na chwilę.Chyba coś usłyszała,ja zresztą też.Wyjrzałyśmy spośród drzew i dostrzegłyśmy dwójkę ludzi,chyba wilkołaków i leżącego na ziemi wampira.
Wilkołaczka zmierzyła mnie uważnie wzrokiem,wskazała na wampira.Na moje usta powróciła owa często nucona wesoła melodia.Spojrzenie dziewczyny wyzbyło się całkowicie strachu i niepewności.
-To przecież jeden z twoich!-omal nie krzyknęła.
Urwałam,moja brew powędrowała ku górze.
-Masz rację-powiedziałam niewzruszonym głosem-ale dla niego już za późno. Nie starczy czasu by go przenieść wiec najlepsze co mogę zrobić to poderżnąć mu gardło,ale jako,że nie mam noży mogę dobić go w inny sposób.Cz takie rozwiązanie ci pasuje?
Dziewczyna lekko się zmieszała,nic nie odpowiedziałam

-Dziękuję.
Sheeren odebrała książkę od bibliotekarki i ruszyła w stronę czytelni.Ja miałam już w ręce książkę pod tytułem ,,Kołek drewniany".Z opisu wywniąskowałam,że jest to pism dawnych mieszkańców tej okolicy.Był to taki zlepek dawnych historii.
 Usiadłyśmy na przeciwko siebie,nikogo nie było.
 Znalazłam tam równie dużo prawdy co bredni.Co do kilku rzeczy tutejsi mieli rację,ale też w wielu zupełnie się mylili.
 Podniosłam wzrok znad ,,Kołka drewnianego" i spojrzałam na książkę Sheeren.Okładka była do tego stopnia zniszczona,że nie byłam w stanie odczytać tytułu.Gdy byłyśmy jeszcze przy półkach napomknęła coś o teorii,że wampiry i wilkołaki są sobie wrogie.

 Szłyśmy chodnikiem przy ruchliwej ulicy.Sheeren trzymała w ręce te starą książkę, którą w bibliotece.Nie pojmowałam po kiego jej to,ale nie zadawałam pytań.Miałam całkiem niezły nastrój ,który dość szybko zepsuł mi widok zbliżającego się z naprzeciwka wampira.Zwolniłam tak by wilkołaczka mnie wyprzedziła.Obejrzała się na chwilę,rzuciła pytające spojrzenie,lekko majchnęłam ręką dając jej sygnał by się nie oglądała.Zliżyłam się do ściany budynku po mojej prawej,wysunęłam nieznacznie dłoń.Chłopak przemknął pomiędzy mną a ścianą wciskając mi w rękę kopertę.Gdy zniknął za zakrętem przyśpieszyłam doganiając Sheeren.
-Kto to był?-spytała oglądając się za siebie.
-Wampir-odburknęłam zerkając na kopertę.
-Tyle to sama zdołałam wywniąskować,ale o co chodziło?Co to za koperta?
Zmroziłam ją nieprzychylnym wzrokiem.Zrozumiała najwyraźniej,że to drażliwy temat i zamilkła.Zmarszczyłąm brwi.List od przywódcy nigdy nie oznaczał nic dobrego.Czy choć raz mógłby powiedzieć lub napisać o mnie cos miłego?Nie mówię,że ma mnie zaraz chwalić,ale niech chociaż raz zaprosi mnie bo się stęsknił.
 Tak właściwie to może to nie jest kolejne wezwanie?Może zwykły komunikat?Podsumowanie?Zlecenie?,,Nie"pomyślałam.Pocztą robi tylko jedno-wzywa mnie na przesłuchanie.
 Westchnęłam mimowolnie.
-Sheeren?
-Tak?
-Mogłabyś coś dla mnie zrobić?
Wytrzeszczyła na oczy.Wcale nie dziwne jakiś wampir prosi cię o pomoc.
-To...z-zależy-zająknęła się.
-To nic złego-mruknęłam-po prostu ktoś musi powiedzieć Rice,że dziś nie przyjdę-zerknęłam ukradkiem na dziwczyne-Jest w jakimś dużym sklepie odzieżowym na drugim piętrze galerii.
Sheeren przez chwilę nic nie mówiła.
-T-to jest wampir tak?-zawahała się.
-Półkrwi-mruknęłam-Ruda,trudno nie zauważyć.

W pokoju było ciemno.Jedynym źródłem światła była lampa naftowa stojąca na drewnianym stole.Jej blask odbijał się w ciemnoczerwonych oczach przywódcy klanu Odish.Nie dało się niezauważyć kilku cienkich blizn na szczęce i jednej grubszej szramy,której większa część znajdowała się na czole,a reszta opadała na noc i zsuwała się na bok w okoliceprawego oka.Nie można tego było teraz zauważyć,ale wiem,że cała blizna ma kształt zbliżony do księżyca w pierwszej kwadzre lub innymi słowy sierpa.
 Jak zwykle zmierzył mnie nieprzychylnym wzrokiem gdy usiadłam na ławce przy stole.
-Chyba nie musze mówić,że się na tobie zawiodłem-powiedział patrząc mi prosto w oczy.
-A ja chyba nie musze mówić,że nic nie zrobiłam.
Pokręcił z rezygnacją głową.Połżył na stole gazety.Ewidentnie wilkołacze.
-Coraz gorsze są te twoje wybryki.
Głośno wypuściłam powietrze,ręce powędrowały ku niebu w geście bezsilności.
-Dobrze,więc co tym razem zrobiłam?
Wskazał mi czarno-białe zdjęcie zmasakrowanego ciała.Człowiek ten nie miało lewej połowy twarzy,prawej ręki,obu nóg od kolana w dół.Brzuch był rozcięty.Rana zaczytała się od krtani,a kończyła pod pępkiem.Obok leżało kilka narządów.Zdaje się wątroba i jelito cienkie...możliwe,że też żołądek z roz...waloną po trawie zawartością.
Wstrzymałam się od głośnego przekleństwa jednocześnie tłumiąc odruch wymiotny.
-Teraz...za całym szacunkiem...Pan przesadził.
-Udowodnij-odparł nienaturalnie spokojnym głosem-Nie powiesz mi chyba,że nie był twój ostatni cel.
Wzruszyłam ramionami.
-Kłamać ci nie zamierzam.Ale przyjrzyjmy się sprawie z bliska-zrobiłam pauzę i wstałam,zaczęłam krążyć po pokoju-Nie miałam motywów.Rozgłos byłby na moją niekorzyść.Co więcej po co mi ludzkie kończyny?Mam swoje.
 Wampir krzywił się.
-Może ktoś zapłacił więcej.
Ręce znów powędrowały ku niebu.
-Czy już na prawdę nikt nie wierzy w moją moralność?!Jest nawet taka piosenka...chwila...,,Knajpa morderców"?A nie,nie to zły przykład-zawahałam się-Ja tylko podrzynam-odparłam już spokojniej-Jeśli tylko się da ograniczam się do przecięcia tętnicy.Masakruje podczas ewentualnej walki,a nawet wtedy nie wyciągam wnętrzności...-urwałam,wpadła mi do głowy pewna myśl-...ale chyba wiem kto by się do tego zniżył...Pamiętasz jeszcze te dziewczynę znad rzeki?
 Pokręcił znacząco głową.
-Od dwóch lat wącha kwiatki od spodu-odparł.
Zapadła głęboka cisza.Miałam  ochotę spytać co zamierza ze mną zrobić.Nigdy mi nie wierzył.NIe dziwię mu się,tylko moje ofiary tak kończą.Zostawiam je z poderżniętym gardłem,a niedługo potem jest afera.Co mam robić?Odprowadzać ciała do domu?
-Odejdź już-powiedział wzdychając-Zawieszam cię.Twoje występki grożą zakłuceniem chwilowego spokoju na granicy.

Do mieszkania weszłam oknem.Zrezygnowana i niedowierzające swemu pechowi i nieszczęściu.Czemu właśnie mnie uczepiło się to draństwo?!Aj było zostać w Maru i uczyć się jogi.







sobota, 13 grudnia 2014

Od Sheeren : Herbatka z wampirem

Siedziałam na parapecie w swoim pokoju ,w milczeniu spoglądając na przepływające przez niebo chmury. Moją głowę zaprzątała tylko jedna myśl - spotkanie tajemniczego półkrwi wilkołaka podczas zeszłej nocy. Zastanawiając się tak nie usłyszałam pukania w drzwi.Po chwili w pokoju stanęła moja matka.
- Kochanie wybieram się do miasta -zaczęła - chcesz jechać ze mną ?
- Nie dziękuję -odparłam. -Przejdę się po okolicy czy coś.
- Może jednak. Spędziłybyśmy razem trochę czasu...
- Na razie jestem zajęta...kiedy indziej dobrze ?
- No dobrze. -powiedziała z rezygnacją i ruszyła schodami w dół.
Niedługo potem sama wyszłam z domu. Spacerowałam leśną drogą z cichą nadzieją ,że może spotkam Dhiren 'a. Niestety nie natknęłam się na ani jedną żywą duszę w postaci człowieka czy wilkołaka. Moim oczom ukazały się jedynie dwie sarny ,królik i kilka wron.
Idąc tak w pewnym momencie podniosłam wzrok znad ziemi.Przed moimi oczami stała mała chatka ,z komina unosił się dym. Przypomniała mi się wtedy bajka o złej czarownicy ,której domek wykonany był z piernika.Na szczęście ten wyglądał w miarę normalnie. Ściany były pokryte kamieniem ,drzwi zrobione z drewna ,z którego schodziła brązowa farba ,kilka małych okienek ,w których widoczne były białe firanki.
Nie wiem co mnie tchnęło.Po prostu bez zastanowienia weszłam do środka.
- Halo ? -spytałam otwierając drzwi.
Przywitał mnie zapach świeżego ciasta i dźwięk wesoło trzaskającego ognia w kominku. Ujrzałam mały salonik ,w którym stały dwa fotele i mały stolik ,obok znajdowało się wejście do kuchni. Po prawej stronie znajdowały się strome ,drewniane schody. Lewa ściana była usłana różnymi czarno-białymi fotografiami.
Nagle przed moimi oczami pojawiła się kobieta w podeszłym wieku ,z serdecznym uśmiechem na twarzy. Stłumiłam krzyk ,poczułam jak bicie mojego serca przyśpiesza.
- Nie bój się ,moje dziecko -powiedziała.
- Oh..eh...dzień dobry -wydukałam rumieniąc się z zakłopotania.
- Dzień dobry.Może usiądziesz ? Zaparzyłam świeżą herbatę.Nawet ciasto jest już gotowe.
Usiadłam na jednym z foteli.Kilka chwil później dołączyła do mniekobieta ,podając mi kubek herbaty.
- Co cię do mnie sprowadza ? -spytała.
- Ja..tak po prostu przechodziłam tędy i...weszłam...ale nie chciałam pani zakłócać spokoju.
- Jestem rada ,że mnie odwiedziłaś.Nie często miewam gości. -kobieta uśmiechnęła się. - Jak masz na imię ,drogie dziecko ?
- Sheeren -odparłam.
- A więc Sheeren ,zakładam ,że należysz do klanu Bris. Zgadłam ?
Tym zdaniem zostałam zbita z tropu.Skąd ona wiedziała ,że jestem wilkołakiem ?
- No...tak ,ale skąd...
- Ja również. -usłyszałam.
- Pani też jest...wilkołakiem ?
- Oczywiście. Swój swojego pozna. -powiedziała pijąc łyk herbaty.
Uśmiechnęłam się. Nareszcie znalazła się osoba ,która mogłaby mi mniej więcej wyjaśnić wszystko na temat wilkołaków i wampirów ,bo tak się składa ,że w tym zakresie moja wiedza jest dość ograniczona.
- Walczyła pani kiedyś z wampirem ?-wyrwało mi się.Od razu tego pożałowałam. Mina kobiety zrzedła.
- Oh, i to nie raz ,Sheeren...Kiedyś dawno temu te dwie rasy ,wampiry i wilkołaki ,mogły razem żyć w zgodzie wśród ludzi i innych takich tam ras,których w dzisiejszych czasach już nie spotkasz...W pewnym momencie jednak zaczęły się spory ,kłótnie ,aż doszło do wielkiej wojny...Straty poniosły obie rasy ,a nawet i rasa ludzka...,a potem to już tylko wrogie nastawienie wampirów do wilkołaków i na odwrót. No i wszystko toczy się aż do dziś...Oh ,czy aby cię nie nudzę ?
- Oczywiście ,że nie -odparłam.-Niech pani mówi dalej.
- A więc na czym to ja skończyłam ? Ah no więc ,do dziś istnieją nawet różne legendy i w ogóle...
A teraz to ludzie poubzdurali sobie ,że wilkołaki to krwiożercze mutanty chowające się po lasach  ,a wampiry to zmutowani ludzie ,którzy zaraz po wyjściu na światło słoneczne zamieniają sie w popiół. Co za brednie -obruszyła się.
- A więc...-nie dokończyłam ,gdyż moją uwagę przykuł dziwny dźwięk ,jakby ktoś mieszał cukier w kubku z herbatą. Powodłam za wzrokiem kobiety ,odwracając się. Moim oczom ukazała się wampirzyca opierająca się o ścianę popijając prawdopodobnie herbatę. Znałam ją.
- Nie przeszkadzajcie sobie -powiedziała.
Wzdrygnęłam się. Po plecach przeszły mi ciarki.
Kobieta wstała wyszła i ruszyła w stronę kuchni.Chwilę później wróciła z krzesłem.
- Nie godzi się ,aby gość pił herbatę stojąc. Siadaj moja droga. -powiedziała.
Wampirzyca z pewnym ociąganiem usiadła spoglądając to na mnie to na kobietę.
Zanim kobieta zdążyła zadać pytanie ,usłyszała już odpowiedź.
- Jestem Triss.
- Witaj Triss. Miło mi cię gościć.Może zjesz kawałek ciasta ?
- Z chęcią.
- A ty Sheeren ?
- Ja ...Również poproszę.
Podczas gdy gospodyni poszła po ciasto ja próbowałam się otrząsnąć.Czy ta kobieta nie wiedziała ,że gościła u siebie wampira ?
- A więc Sheeren ,tak ? -dobiegło mnie pytanie Triss.
- Od kiedy wampiry mogą przekraczać granicę i wchodzić na terytorium wilkołaków ? -spytałam.
- Tak dokładnie to...od teraz.
W tym samym momencie kobieta przyniosła ciasto.Wampirzyca szybko uporała się ze swoim kawałkiem.
Spojrzałam na zegarek. Aż tyle spędziłam tu czasu ?!
- Przepraszam -powiedziałam - Niestety muszę już iść.
- No cóż ,przyjdź jeszcze kiedyś.
- W sumie ta już też zacznę się zbierać -powiedziała Triss.
Kobieta uśmiechnęła się na pożegnanie.
- Do zobaczenia ! -powiedziała.
Wyszłam z domku w towarzystwie wampira ,który jak na razie nie miał zamiarów mnie rozszarpać! Czy to normalne ?
- No cóż ...idę do miasta Ino. Zapewne to dla ciebie nie po drodze więc...do zobaczenia. -powiedziałam.
- Chcesz się mnie pozbyć ?
- Myśl ,że w każdej chwili możesz mnie zabić nie napawa mnie entuzjazmem -odparłam.
- Noże zostały w stroju służbowym. -usłyszałam wyjaśnienie.
Westchnęłam i ruszyłam przed siebie do miasta ludzi ,w towarzystwie wampira.

Triss ?



Od Jenny CD Dhiren'a: Mieszanka wybuchowa

Zmierzyłam go wzrokiem. Swoim?, pomyślałam. Czyli wilkołak. Ale... nowy musi być, nie rozpoznałam ani zapachu ani wyglądu.
- Zwykle radzę sobie sama. - odpowiedziałam, patrząc zacięcie w bok. Nie to, że chciałam mu pokazać, że niby go nie widzę. Nie o to chodziło. Ja... nigdy nie patrzę ludziom w oczy. Tak, dla zasady. Nawyk.
- Ja bym sobie z nimi sam nie poradził, a co dopiero ty. - prychnął. Zacisnęłam pięści.
- Aha, pan idealny co? Uważasz, że powinnam cię teraz wielbić? - syknęłam.
- Hm, nie. Ale uważam, że potrzebna ci była pomoc, mała. - zauważył chłopak. Natychmiast na niego spojrzałam.
- Nie używaj przy mnie tego słowa. - warknęłam, że tak powiem.
- Ołołołołoł, dobra. Wyluzuj trochę... - Podniósł ręce do góry w geście niewinności. Prychnęłam. Odsunęłam się trochę.
- Nie... Sorry, jestem wkurzona. Ten chłopak... - Niedbale wskazałam na ciało obok drzewa. Mój towarzysz spojrzał w tamtą stronę.
- Yyyyyy... to był twój facet? - zapytał trochę zdziwiony i zniesmaczony. Parsknęłam śmiechem.
- Co? Nie! Wczoraj był zwykłym dzieciakiem, człowiekiem. I poznaliśmy się w parku a wieczorem... Zmienił się. - wytłumaczyłam. Przetarłam oczy i spojrzałam na chłopaka. - W ogóle... jak masz na imię? Wypadałoby ci podziękować ale nie lubię dziękować ludziom, których nawet imion nie znam.
- Dhiren. - powiedział z uśmiechem. - Ale mów mi Ren. - dodał szybko, widząc mój leciutko podły uśmiech.
- Jenna. Chociaż wole Dżej. - Uścisnęłam mu rękę. - No, to dzięki za pomoc, Ren. - Wydawał się ok. No i naprawdę dobrze walczył. Fajnie, że jest nas więcej i sobie pomagamy. No dobra. Nie chciałam pomocy ale w zasadzie... Nigdy nie powinno się walczyć jak się jest wkurzonym. Źle wtedy celujesz i popełniasz wiele błędów. Jesteś spięty i nie masz zwinności. Nieważne.
- Do którego klanu należysz? - zapytał. Ocknęłam się.
- Co? A, do Urb. Za to ty, blondasku? Niech zgadnę... Bris. - zażartowałam. Spojrzał na mnie przebiegle.
- Bris, zgadza się. Ale... blondasku? Sprawia ci przyjemność używania w niewybredny sposób sarkazmu? - zapytał, mrużąc oczy jednak nadal się uśmiechał.
- Ha, może... Oj, czyżby ci uwłaczało mówienie o tobie blondasek? - Zrobiłam minę zbitego psa. Ren się zaśmiał.
- Jasne że nie... Tylko wiesz, zawsze możemy wrócić do wersji "Mała". - No dobra. Miał asa w rękawie. Ale trudno. Jakoś sobie z tym poradzę.
- Wiesz co? Skoro jesteś taki świetny to siłuj się ze mną na rękę. Chcę coś sprawdzić... - Skrzyżowałam ręce na piersiach i zaproponowałam siłowanie. Ren trochę się zdziwił ale w końcu odpowiedział:
<Ren? Siłujemy się czy wymiękasz? :P >

Od Dhiren'a cd. Jenny

Łaziłem sobie po lesie bez celu, no tak, troszkę mi się nudziło. Wickie poszła do Ino, poszukać sklepu muzycznego. Ja byłem w How, ale nie działo się tam nic ciekawego. Korzystając, że była to ostatnia noc pełni, pobiegałem sobie w postaci wilka, a następnie upolowałem sobie sporego królika. Dowiedziałem się ostatnio, że jestem pół krwisty. Szybciej również zauważyłem, że mogę się zmieniać tylko w czasie pełni, ale nie zdawałem sobie sprawy, że tak to się nazywa. Dziwne było to, że po każdej pełni nie czułem przymusu stania się człowiekiem, tak jak Victoria, ale mogłem jeszcze przez jakiś czas być wilkiem. Teraz, na przykład, wschodziło już słońce, a ja ciągle byłem wilkiem. Udało mi się zapanować nad tą "wilczą" naturą, chociaż zajęło mi to dłużej niż mojej siostrze.
Przerywając moje rozmyślania, usłyszałem jakieś głosy:
- Mam na imię Percy.
- Ha! Nie mówiłam? Właśnie persa chciałam kupić siostrze!
Podkradłem się w stronę osób, które najprawdopodobniej się obrażały, ale gdy ich zobaczyłem, zmieniłem zdanie. Jedna wilczyca(wilkołak) stała naprzeciwko trójki chłopaków o czerwonych oczach. A więc tak wyglądają wampiry... Wilczyca przyjęła pozycję obronną, odważna jest, sama przeciwko trójce, która chciała ją pewnie zabić. Takie dziwne deja vu, tylko wtedy to była Victoria, a jej oprawcami nie byli wampirami. W wilczej postaci wpadłem na polanę i skoczyłem na tego po prawej. Wrzasnął zaskoczony. Udało mi się chwycić jego gardło, ale tylko na chwilę, zrzuciła mnie na bok, przeturlałem się i stanąłem na łapach. Drugi z nich chwyciła się mojej szyi. Był silny, zwarliśmy się w czymś uścisko-podobnym, tylko, że on starał się połamać mi kark, a ja drapałem go pazurami po twarzy.
Ktoś zrzucił go ze mnie. Wilczyca popchnęła najwyższego z nich na tego co trzymał mnie i przewrócili się obaj. Podeszła do nich wolno chcąc pewnie zakończyć tą walkę, ale jednego z wampirów brakowało. Liście na drzewie pod którym stała, poruszyły się. Zerwałem się szybko, zmieniłem w człowieka, wyszarpnąłem jeden z dwóch sztyletów i rzuciłem na ślepo. Głuchy dźwięk i trzeci wampir spadł na ziemię ze sztyletem w brzuchu. Popatrzyła się na mnie tak jakoś dziwnie, a ja tylko wzruszyłem ramionami.
Pozostała dwójka uciekła. Podszedłem do tego ze sztyletem w brzuchu, wyciągnąłem broń i wytarłem o jego ubrania. Pewnie zaraz umrze, z powodu utraty krwi. Odwróciłem się. Za mną stała dziewczyna o niebieskich oczach i czarnych, krótkich włosach.
- Co ty w ogóle odstawiasz?!
To nie fair. Przed chwila pomogłem jej ich pokonać, a ona gada, że nie miałem się wtrącać.
- To już swoim nie wolno nawet pomagać?! - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.

<Jenny?>

piątek, 12 grudnia 2014

Od Jenny: Fatalne w skutkach spotkanie

- Mam cię dość! - usłyszałam głos chłopaka. Siedziałam w Ino, na murku. Słuchałam muzyki ale jako wilkołak miałam wyczulony słuch. Rozejrzałam się i zobaczyłam blondynkę trochę młodszą ode mnie. Stała na trawie i płakała, a chłopak który wrzeszczał, powtarzał, że nie wytrzymuję jej ciągłych narzekań. Że mogłaby się czasem ogarnąć i nie myśleć tylko o tym, jak nie zniszczyć paznokci i nie przytyć o 10 gramów. Był zły, aż się zaczerwienił z tej wściekłości. A ona nadal płakała i trzęsła się z nerwów. W końcu chłopak powiedział, że ma sobie znaleźć kogoś, kto będzie miał ochotę słuchać tych bredni i że on odchodzi. Blondi zawołała za nim ale on pokazał jej środkowy palec i ruszył...w moją stronę. Zwiesiłam głowę, żeby nie było bo jednak cały czas się gapiłam więc... Nieważne. Szedł nerwowym krokiem, z rękami w kieszeniach i zaciętą miną. Włosy opadały mu na twarz ale widocznie go to nie obchodziło. Uchuchuuchuuuuuuuu! Nieźle...
 - Mogę? - mruknął. Chodziło mu o to, że chce usiąść obok mnie, na murku.
 - A nie zginę przez to? - zapytałam złośliwie. Chłopak usiadł i spojrzał na mnie zaskoczony.
 - O czym mówisz? - zapytał. Parsknęłam.
 - No wiesz... Tak się wściekasz, że aż ci z głowy taki dym leci... - zaśmiałam się. Chłopak westchnął ale również się zaśmiał.
 - Ech... Nawet sobie nie wyobrażasz, jaka ona była wkurzająca... Znaczy, moja była. Właśnie z nią zerwałem. - wyjaśnił i pokręcił głową.
 - Mhm, widziałam. Nieźle się wydarłeś. Nie szkoda ci jej? - Spojrzałam na niego.
 - Nieeeeeee... Była pusta. I byłą taka... Jezzzzzz ona miała 15 lat! Miałem jej dość. - odpowiedział. Nastąpiła chwila ciszy.
 - No, to ja się będę zbierać. - powiedziałam. Zeszłam z murku.
 - Czekaj. Jak masz na imię? - odezwał się i również zlazł z murku.
 - Jenna. A ty? - Nie odwróciłam się do niego, mówiąc to. Wiedziałam o co mu chodzi. Albo tylko mi się zdawało ale nie chciałam ryzykować.
- Chris. Gdzie idziesz? Mogę cię odprowadzić. - Uśmiechnął się. Poczułam to.
- Ja? Nie... poradzę sobie. - odpowiedziałam. - Wracam tylko do siebie.
- Mhm, ale chociaż kawałek. Ej, no weź. Kawałek. - Podszedł do mnie. Westchnęłam. Jak mnie podprowadzi kawałek w stronę lasu to nic się nie stanie. Powiem, że chodzę przez las bo mi krócej i tyle. Nigdy więcej chłopaka na oczy nie zobaczę.
- Dobrze, ale tylko do lasu. - odpowiedziałam i poszliśmy. Musiałam oczywiście wysłuchać jak to było mu ciężko wytrzymywać z Blair. Co jakiś czas porównywał ją do mnie. W sumie to było śmieszne ale po jakimś czasie zaczęło mnie wkurzać.
- Wiesz, ona była tak...beksa i strasznie dużo gadała o uczuciach, jak to jej źle i w ogóle. Ty na przykład dużo się śmiejesz i używasz sarkazmu. Przy niej nie dało się nic takiego powiedzieć, bo zaraz ryczała. Nie rozumiała tego. - powiedział ze śmiechem. Wywróciłam oczami i zatrzymałam się.
- Słuchaj, kochasiu. Przestań w końcu o niej nawijać. Nie lubię takich biednych dziewczynek, które nie potrafią w nic uderzyć bo im się paznokcie połamią. Ale nie lubię w ogóle o nich słuchać, więc się zamknij albo ja ci tą mordę zamknę. - warknęłam. Stał trochę osłupiały ale jakby zachwycony moim wybuchem. Potem uśmiechnął się szeroko i gapił na mnie.
- Dobra. Tutaj już sobie poradzę. Na razie. - powiedziałam. Oczywiście, żadne "na razie" nie było prawdą, bo przecież nigdy więcej go na oczy nie zobaczę.
- Mhm, na razie. - powiedział. A potem odszedł. Ale cały czas się odwracał. I śmiał się. Tak bez powodu. Pokręciłam głową i weszłam do lasu. Po paru metrach zmieniłam się w wilka i pobiegłam do siebie.
Następnego dnia znów chciałam iść do Ino. Nie miałam nic do roboty w How. Tyle, że moja wycieczka skończyła się tuż przed lasem. Zeskoczyłam spokojnie z drzewa i zgadnijcie kogo zobaczyłam? No cóż, Chrisa. Stał tam oparty o drzewo i miał zwieszoną głowę.. Rozejrzałam się i zapytałam wściekle.
- Co ty tu robisz?!
- Ja? Czekam na ciebie. A ty? Idziesz gdzieś? Pójdę z tobą. - zaproponował z uśmiechem.Tylko ten uśmiech widziałam bo czapka zasłaniała mu twarz.
- Co?! Nie! Dlaczego tu czekasz... na mnie? - Nie wiedziałam o co mu chodzi. Który normalny chłopak by się tak zachowywał?! Raz mnie zobaczył, gadał ze mną przez pół godziny i co? Wielbi mnie?! No bez jaj!
- Otóż...Czekam na ciebie bo... - podniósł głowę. I wtedy do mnie dotarło. - Mam ochotę na krew wilka. - wyszeptał. Miał czerwone oczy. Był wampirem! Ale to było...niemożliwe! Wczoraj jego oczy były brązowe, nie mógłby...
- Brawo, młody. Spisałeś się. -  usłyszałam głos. A potem śmiech. I nagle obok mnie pojawiło się trzech rosłych chłopaków. Wszyscy byli wampirami.
- Och, młoda wilkołaczka. Cudnie, dawno nie piłem ich krwi. Ścierwa skażone. - powiedział jeden z nich. Najwidoczniej jakiś ich przywódca. Nie rozpoznawałam ich. Chociaż...jak miałabym ich rozpoznać?! I jak to się stało, że Chris... On...
- Martwisz się o kolegę? No cóż...Wczoraj wieczorem przeszedł przemianę, tuż po spotkaniu z tobą. - wyjaśnił ten przywódca.
- Cudnie. - mruknęłam. Spojrzeli na mnie zaskoczeni. - Co jest? Dziwicie się, że umiem mówić? Myślicie, że jesteście tacy straszni, że mi głos odebrało? Ha! Idioci. - zaśmiałam się. Może nie było to zbyt mądre ale miałam to gdzieś.
- Uważaj co mówisz, mała. Póki co mam dobry humor. Niepsuj go bo to się dla ciebie źle skończy. - mruknął wampir. Odzywał się tylko ten jeden.
- Hm, może. A... powiedz, jak masz na imię, wampirku.
- Po co? I tak zaraz zginiesz.
- Po to, żebym wiedziała jak się nazywa rasa tych milutkich, puchatych kociaków w sklepie zoologicznym. - mruknęłam.
- Nie jestem puchatym koteczkiem. - wkurzył się. - Mam na imię Percy.
- Ha! Nie mówiłam? Właśnie persa chciałam kupić siostrze! - zaśmiałam się. Percy nieźle się wkurzył.
- Dobra panowie. Smacznego. - powiedział Percy. Rzucili się na mnie ale nic nie zrobiłam. Jedynie przyjęłam pozycję do ataku i czekałam na ciosy. Umiałam się obronić. Nie potrzebowałam pomocy. Nigdy nie walczyłam z wampirami ale zawsze musi być ten pierwszy raz, tak?
Jeden z nich chciał podciąć mi nogi jednak zdążyłam podskoczyć. A potem któryś z nich wrzasnął. Rozejrzałam się i oberwałam. Wróciłam do walki. Wiedziałam, że ktoś walczy po mojej stronie. Tylko kto? Mignął mi kształt białego wilka. Nowy?, pomyślałam.
<Kim jesteś i po kiego mi pomagasz?! :D >

czwartek, 11 grudnia 2014

Od Dhiren'a "Trochę z historii"

Biegłem nocą, w świetle księżyca, na północ. Obok mnie prędko przemykała moja siostra, w postaci wilczycy.Razem, tak jakby "uciekaliśmy" przed wydarzeniami ostatnich miesięcy.
***
Braliśmy udział w szkolnym projekcie, którego celem było poznanie przez uczniów otaczającego ich świata roślin i zwierząt, oprócz tego zwiedzaliśmy parki krajobrazowe i inne obszary będące pod ochroną. W kwestii tego, czy chciałem jechać, czy nie, nie miałem wiele do powiedzenia. Miałem czasem wrażenie, że rodzice robili wszystko, by pozbyć się nas z domu, ale mniejsza o to. Dni były bardzo podobne do siebie, urozmaicał je tylko wyjazd do parku, czy czegoś innego. Lubiłem zaszywać się w jakimś ustronnym miejscu, i rozmawiałem wtedy z siostrą, bądź rysowałem. Vickie i ja staraliśmy się unikać reszty, nie byliśmy osobami powszechnie lubianymi, ale też nie staraliśmy się nimi być. Obóz minąłby nam pewnie szybko, jak wszystkie inne, gdyby nie pewne wydarzenie.
Dzień przed końcem obozu, nasza grupa i dwie inne udały się na nocny spacer po górskim parku. Szedłem na końcu grupy, a Victoria dotrzymywała mi towarzystwa.Rozejrzałem się, w mroku coś się poruszyło. Zamyśliłem się.
- Zaraz wracam - powiedziałem do siostry, która pokiwała głową. Zauważyłem, że znów ma słuchawki w uszach. " Cała Vickie..." Podbiegłem do jednego z dwóch przewodników i spytałem:
- Czy w tych lasach są spotykane jakieś drapieżniki?
Spojrzał się na mnie z zawodem, pewnie już o tym mówił. Westchnął i odpowiedział po chwili:
- Tak są tu spotykane lisy, wilki i kilka mniejszych drapieżników. - i gdy już odchodziłem dodał: - Już o tym mówiłem.
- Dzięki. - ruszyłem z powrotem na koniec grupy. Vickie tam nie było. Znam ją, nie odeszłaby nic mi o tym nie mówiąc. Na pewno nie ma jej z przodu, bo bym ją zauważył, czyli została gdzieś z tyłu. Poszedłem w kierunku przeciwnym niż grupa. Po kilku minutach usłyszałem w mroku, po prawej stronie jakieś głosy, ruszyłem w tamtym kierunku, zbaczając z drogi. Dotarłem do w miarę pustej polany, na której środku znajdowało się kilka głazów. Pod jednym z nich stała Victoria, a otaczała ją trójka chłopaków. Oni nie byli z naszej grupy, byli starsi ode mnie co najmniej o rok. Jeden z nich, pewnie przywódca grupy, podszedł do dziewczyny i dotykając jej twarzy coś do niej szepnął. Wściekłem się, chciałem od razu tam pobiec, ale zaczekałem, bo w tym momencie Victoria uderzyła tamtego kolesia w twarz. Z jego nosa popłynęła krew, otarł ją i zmierzył Victorie nienawistnym wzrokiem. Złapał ją za rękę i wykręcił, a jej wyrwał się krzyk bólu. Wybiegłem zza drzew i szybko pobiegłem w stronę grupy. Jeden zorientował się, że nie mam dobrych zamiarów i zamachnął się na mnie ręką. Przykucnąłem i walnąłem go łokciem w brzuch. Dopadłem drugiego z pomocników, temu podciąłem nogi i walnąłem w twarz. Przywódca bandy zauważył mnie, pchnął dziewczynę na skałę i przyjął pozycję obronną. Byłem od niego niższy, ale zdecydowanie szybszy. Pierwszych ciosów unikał, następny zablokował i oddał. Blokując przeszedłem pod jego prawą ręką i i chwytając ją wykręciłem, a nogą kopnąłem go kilka razy w podstawę pleców. On zgiął się do przodu i przerzucił mnie przez plecy. Wylądowałem na nogach, usłyszałem ruch za plecami. Pozostał dwójka podniosła się i odcięła mi ewentualną drogę odwrotu. Zaczął się kolejny etap.
Traciłem przewagę z minuty na minutę, a Victoria wpatrywała się przerażona. Otrzymywałem kolejne uderzenia, aż któryś z nich wziął kamień i walnął mnie nim w tył głowy. Upadłem na kolana, oczy mi łzawiły, zdawałem sobie sprawę, że chcą to zakończyć. Wszystko było niewyraźne, ale jakoś udało mi się skoncentrować wzrok na Victorii. Zawiodłem ją, nie potrafiłem jej obronić, chciałem ją przeprosić. Przestałem odczuwać kolejne uderzenia.
Patrząc dalej na siostrę, zauważyłem, jak jej oczy rozszerzają się ze zdumienia. Poczułem, jak coś dodaje mi sił i zarazem wykrada kontrolę, nad tym co robię. Przestali mnie układać, rzuciłem się do przodu i chwyciłem kogoś za gardło, kłami...(?) Byłem wielkim, białym wilkiem. Próbowałem puścić gardło chłopaka, ale wtedy zauważyłem krew i poczułem się jakbym tonął, ogarnął mnie szał...
Puściłem gardło ofiary, kiedy przestała się w końcu ruszać, obejrzałem się. Pozostała dwójka uciekła, a pod skałą stała jakaś dziewczyna. Podszedłem do niej wolno z obnażonymi kłami. Czułem, że się boi, ale nie zaczęła uciekać z nieznanego mi powodu. Głupia... Kiedy byłem dwa metry od niej, wyciągnęła do mnie rękę i coś powiedziała, coś czego nie zrozumiałem. Przystanąłem, żeby posłuchać, co jeszcze powie. Po chwili zacząłem rozróżniać poszczególne słowa:
- Ren... To ja, Victoria,... musisz nad tym zapanować... proszę.... Ren...
Te imiona coś mi mówiły... I wtedy wszystko sobie przypomniałem. Szok wywołany tym co zrobiłem i czym jestem przytłoczyły mnie. Skuliłem się próbując schować się przed tym wszystkim...
Ktoś pogłaskał mnie po głowie, Victoria podeszła i mówiła coś uspokajająco. Nie wiem, jak z powrotem stałem się człowiekiem. Victoria chciała, żebym się ukrył, ale wiedziałem, że muszę uciekać. Pożegnałem się z siostrą i uciekłem stamtąd. Bardzo bolało mnie to, że musiałem ją zostawić.
Jednak dwie noce później natknąłem się na wilka, a raczej wilczycę, którą była Vickie.
***
Kilka miesięcy później, czuję się szczęśliwy, móc spędzać czas z moją siostrzyczką. Wędrowaliśmy, szukając miejsca dla takich odmieńców, jakimi my jesteśmy.

<Victoria?>

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Profil Victorii!

Imię: Victoria
Nazwisko: Rajaram
Wiek: 15
Płeć: Kobieta
Partner: Szuka...
Rasa: Wilkołaki
Klan: Bris
Charakter: Zazwyczaj zamknięta w sobie, cicha i nieśmiała. Trudno nawiązać z nią kontakt, bo nie lubi towarzystwa. Jest bardzo opanowana. Nie lubi walczyć, nie wtrąca się w życie innych. Jedyna osoba z jaką się dogaduje to brat Dhiren. Lubi rysować-zwłaszcza zwierzęta i pióra- i słuchać muzyki godzinami. Potrafi też grać na skrzypcach.
Rodzina; Dhiren - brat
Pochodzenie: Półkrew
Wygląd po przemianie:


Wygląd:




Howrse: mismis001

niedziela, 7 grudnia 2014

Od Dhiren'a

- Nie przepraszaj - odpowiedziałem. - To ja Ciebie nie zauważyłem. Miło mi Cię poznać, mam na imię Dhiren.
Wyciągnąłem rękę do dziewczyny.
- Sheeren - powiedziała i uścisnęła moją dłoń. - Jeżeli mogę spytać to co robisz o tej porze na dworze?
- Może wybrałem się na spacer, a może dlatego, bo uważam, że noc jest piękniejszą porą niż dzień? - odparłem uśmiechając się.
- Aha...
Zapanowała niezręczna cisza, no cóż, nie można stwierdzić, że należę do osób towarzyskich, ale nieczęsto spotyka się tak piękną i normalną dziewczynę w środku nocy. Chyba nie do końca taką normalną...
- Jesteś wilkołakiem? - zapytałem. Może to trochę nie na miejscu, ale chciałem się dowiedzieć.
Pokiwała głową i spojrzała na mnie zdziwiona.
- Skąd wiesz?
- Pachniesz jak wilkołak - stwierdziłem po prostu.
- Skoro to wyczuwasz to jesteś wilkołakiem lub wampirem, ale raczej tym pierwszym, bo nie pachniesz jak wampir i nie masz czerwonych oczu...
- Tak Cię interesują moje oczy? - spytałem, na co ona zarumieniła się i spuściła wzrok.
- Dobra, tak, jestem wilkołakiem - odpowiedziałem szybko, żeby znów nie przerywać rozmowy.
Przyjrzała mi się, a potem zamyśliła.
- Nie pachniesz jak wilkołaki, które spotkałam. Proste stwierdzenie faktu, ale przecież nie będę jej okłamywać.
- Dlatego, bo jestem półkrwi... urwałem. Co jeszcze mam niby mówić?
- Do jakiego klanu należysz? - spytała po chwili.
- Bris, niedawno dołączyłem.
- To tak jak ja, tym bardziej miło mi Cię poznać - tym razem to ona wyciągnęła do mnie rękę. - Muszę już iść. Do zobaczenia, Dhiren.
- Żegnaj
Ruszyła w swoją stronę, pewnie gdzieś niedaleko stoi jej dom. Już odwróciłem się, żeby odejść, ale coś mnie naszło i pobiegłem za Sheeren.
- Mogę Cię odprowadzić? - spytałem się, trochę zaskoczonej dziewczyny.
- Jasne, czemu nie?
***
Odprowadziłem ją pod furtkę jej domu, po czym przyglądałem się, jak idzie w stronę drzwi. Zanim weszła do środka, odwróciła się i pomachała mi ręką. Odmachałem, po czym ruszyłem dalej. Sheeren wydała mi się miłą dziewczyną. Rzadko spotykam osoby tak podobne do mnie charakterem. Patrząc na księżyc, który niestety nie był w pełni, zastanawiałem się, gdzie się podziała Victoria?

sobota, 6 grudnia 2014

Od Sheeren ( CD. Kory ) : Nocne niespodzianki

Spojrzałam na zegarek.Wskazywał on pięć minut po dwudziestej trzeciej.
- Już tak późno ? -spytałam samą siebie.
Potrząsając ze zdziwienia głową wstałam przyglądając się swojej pracy.Jeszcze tyle mi zostało ,aby uzyskac końcowy efekt...myślałam ,że się wyrobię.No cóż...dokończę ją jutro.
Przesunęłam kredki i ołówki na bok ,a pracę schowałam do czarnej teczki.Znużona ruszyłam w stronę łazienki.Ledwo uszłam kilka kroków ,gdy dobiegły mnie podniesione głosy. Rodzice znowu sie kłócili. Ruszyłam schodami w dół.Naciągnęłam na siebie czarną bluzę ,włożyłam glany i wybiegłam z domu trzaskając głośno drzwiami.
Byłam wściekła na rodziców ,cały czas się kłócili, nie mogli dojść do porozumienia i nawet nie wiedziałam o co tyle chałasu.Poza tym miałam wrażenie ,że już dawno o mnie zapomnieli i nawet nie pomyśleli ,że ja również mam coś w tej sprawie do powiedzenia -choćby tyle iż ten cały chaos mnie przytłacza.
Zamieniłam się w swoją wilczą postać i ruszyłam w stronę strumyka.Po pewnym czasie poczułam czyiś zapach ,nieznaną mi woń. Ciągnięta zmysłem węchu doszłam do miejsca ,z którego była widoczna czerwona wadera.Moją uwagę przykuł fajczący jej się ogon. W pewnym momencie wilczyca spojrzała na mnie odzywając się ludzkim głosem i mamrocząc coś pod nosem:
- Co mówiłaś...? -spytałam zdezoreintowana.
- Nie ważne...-odparła -Nie potrzebuję towarzystwa -dodała po chwili.
Wbrew słowom nieznajomej podeszłam do niej i stanęłam obok.Ta przyglądała mi się z lekkim zdziwieniem jakbym zrobiła coś nienormalnego.
- Czasem przychodzę tu kiedy mam mętlik w głowie ,żeby sobie wszystko poukładać...- powiedziałam bardziej do siebie niż do stojącej obok mnie wadery.
- Taa...super -odpowiedziała bez przekonania.
-...ale ostatnio -ciągnęłam dalej -kręci się tu bardzo dużo wampirów. Nie są one moim ulubionym towarzystwem.
- Aha ..-odparła wchodząc głębiej w wodę ,aby ugasić resztę płomieni pokrywających jej futro.
- Z jakiego jesteś klanu ?
- Bris -odparła niechętnie.
- Tak jak ja -pomyślałam nie wypowiadając myśli na głos.
- A...jak masz na imię ?-zapytałam dodając po chwili na widok jej nieufnego spojrzenia -Jeśli nie chcesz nie mów.
Wilczyca wahała się.Już otworzyła pysk aby coś powiedzieć jednak szybko go zamknęła i spojrzała na swoje odbicie w wodzie.
Cisza pomiędzy nami zrobiła się dla mnie niezręczna.
- No cóż...no to do zobaczenia -powiedziałam żegnając się z waderą.
Ta odprowadziła mnie wzrokiem.
Ponieważ moje emocje ,co do kłótni rodziców, nieco ochłonęły ruszyłam w stronę domu. Zmieniłam się w ludzką postać i szłam tak wdychając rześkie powietrze.W pewnej chwili zerwał się okropnie silny wiatr.Moje włosy zaczęły ''latać'' na wszystkie strony.Przez chwilę zasłoniły mi oczy tak ,że po chwili wpadłam na kogoś.Odgarnęłam włosy do tyłu.Przede mną stał jakiś chłopak.
- Przepraszam -powiedziałam.

Dhiren ?


piątek, 5 grudnia 2014

Profil Dhirena!

Imię: Dhiren(w skrócie Ren)

Nazwisko: Rajaram

Wiek: 16 lat

Płeć: Mężczyzna

Partner:---

Rasa:Wilkołak

Klan: Klan Bris

Charakter: Dhiren jest osobą lubiącą przebywać samemu, chociaż da się z nim dogadać. Nie lubi towarzystwa osób, których nie zna. Najlepiej rozumie go jego siostra, Victoria. Potrafi grać na gitarze i rysować. Panuje nad swoimi emocjami i jest trochę opiekuńczy wobec swojej siostry. Lubi walczyć, zna się również na walce sztyletami i wręcz.

Rodzina: Victoria- siostra

Pochodzenie: Półkrew

Wygląd po przemianie:


Wygląd:






Od Kory

-To się stało w nocy. Spałam sobie słodko kiedy tu nagle bum… Zeskoczyłam z łóżka jak walnięta piorunem, rozejrzałam się przede mną tańczyły rozżarzone płomienie połykając meble firany wszystko... Znalazłam się w pułapce pierwsze co zrobiłam to obrzuciłam rodziców przekleństwami.Skąd mikrofalówka to pierwsze co przyszło mi do głowy. Potem jak to w pożarze zaczęłam się krztusić dymem. Oczywiście jako, że nie boje się śmierci zastanawiałam się czy lepiej udusić się w dymie czy usmażyć w ogniu. Podsumowanie brzmiało, że jednak lepiej się usmażyć, wzięłam rozbieg i popędziłam prosto na ścianę ognia ale ku mojemu niezmiernemu zdziwieniu nie usmażyłam się tylko wyrósł mi ogon i patrze tak jakby z niska. Co?! O Boże ogon! Tak głupio się teraz do tego przyznać ale biegałam pośród płomieni jak chora psychicznie… W końcu udało mi się wyskoczyć przez lekko uchylone okno i spieprzyć prosto do lasu. Łaziłam po nim całkowicie bez celu niby cień przemykałam się od drzewa do drzewa . Lekko speszona swoim brakiem umiejętności jeżeli chodzi o powrót do ludzkiej postaci podeszłam do tafli jeziora. Dosłownie zerknęłam tylko na swoje odbicie. –Ja płonę futro mi się pali!- I natychmiast zażyłam kąpieli która no nie powiem była szczególnie nieprzyjemna. Wyszłam, dalej się pali… Nagle zza krzaka wyłoniła się wilczyca o białej i długiej sierści. –Nie no jakby mi w tej chwili brakowało towarzystwa. –Mrócze do siebie. –Co mówiłaś..? -Pyta

Sheeren dokończysz?

czwartek, 4 grudnia 2014

Od Triss

Skrzywiłam się.Nie,nie dlatego,że nie chcę jej odpowiedzieć.Po prostu myśl o tym co mnie zaraz przyjdzie powiedzieć drażniła dumę.
-Raczej nie ma zbyt wielu różnic-stwierdziłam obojętnie,wykonując niedbały ruch ręką-Tyle,że z demokracja u nas trochę krucho-mruknęłam podnosząc się z ziemi i robiąc prę kroków w prawo-Owszem bywają głosowania,ale bardzo żadko.Ja ,nie daleko szukając,w życiu głosowania nie widziałąm i raczej nie słyszałam by jakiekolwiek odbyło się w ciąguostatnich pięćdziesięciu lat,a już na pewno w Odish.W kwestii Omar...głosowania można policzyć na palcach jednej ręki-mrknęłam otwierając dłoń i oglądając uważnie wszystkie palce,szepcząc przeleciałam po wszystkich palcach.
 Zawahałam się.
-No może dwóch rąk...choć...-zaczęłam nerwowo chodzić w kółko-Nie,o Omar nie za wiele mi wiadomo.Tak czy inaczej przywódcy starają się raczej ustalić następcę nim...na wypadek gdyby...-przez chwilę nic nie mówiłam-Na wypadek gdyby coś miało ich spotkać.Władza pozostała by w rękach familii.
 Zerknęłam na dziewczynę.Jej oczy nie zdradzały niczego.
-Tak właściwie-dodałam-to ja akurat specem od historii i ogólnie swojej rasy nie jestem.
 Zaczęłam gmerać w kieszeni.Wyjęłam bilet do kina,który Hayato własnoręcznie wcisnął mi w rękę.Podeszłam do brzegu rzeki,przeskoczyłam ją.Jenna odsunęłam się i wstała,gotowa w razie czego walczyć.Wyciągnęłam do niej rękę z biletem.
-W Ino,mnie to jakoś nie pociąga-mruknęłam.
Dziewczyna wzięła bilet i obejrzała go uważnie.
-Serio?-uniosła brew-To chyba nie jest domuentalny-powiedziała kpiąco.
-Jak ludzki to nie-wzruszyłam ramionami-Ale można to potraktować jako komedie i okazję by obejrzeć wampiry,nie tylko na ekranie.

Leżałam na plecach,z rękoma włożonymi pod kark.Dźwignęłam się słysząc odgłos otwieranych drzwi.Łóżko skrzypnęło gdy się poruszyłam.
Do pokoju wleciała Rika,a zaraz po niej Hayato.
-Triss!-wykrzyknął chłopak.
-Ciszej-przewróciłam oczami-Nie musisz krzyczeć.Tylko ja byłam w pokoju i tak się składa,że znam własne imię.
-Nazwiska nie-dziewczyna zwróciła się do towarzysza-ale imię dała radę.
Skrzywiłam się.
-Wolę nie znać swojego.A co jeśli jest uciążliwe hm?Co jeśli wiąże się z nim  jakaś nieprzyjemna historia?
Rika zarumieniła się.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją.
-Jeśli wolno-rzekł z naciskiem zniecierpliwiony Hayato- to wróciłbym do tematu.
-Zezwolenia udzielam.
-Tak,więc-był już nieźle zirytowany-Ja i Rika poszliśmy do kina i wiesz co?Wilkołakiem zajeżdżało!
Uśmiechnęłam się złośliwie.
-I jak?
Chłopaka chyba nieco zdenerwował mój brak przejęcia tym jakże doniosłym wydarzeniem.Ale co mnie to?Ja już widziałam i czułam wilkołaka.Jakieś pięć minut później wrócił Gihei.I jego uraczono bajeczką,którą ku mojemu zadowoleniu zbytnio się nie przejął.Jeden entuzjasta w mieszkaniu wystarczy.



środa, 3 grudnia 2014

Od Shine:

Biegłam przez las w wampirzym tempie. Wiatr targał moje czarne włosy, a na twarz pojawił się leniwy uśmiech. Jak ja kocham te momenty ... Niesamowita szybkość to jedna z moich ulubionych cech, którą otrzymuje się jako wampir. Przemianę odbyłam niedawno. Z domu zostałam wygnana jeszcze wcześniej także towarzyszące przy tym cierpienie przeżywałam w samotności. Zamiana w wampira jest bardzo bolesna, ale jakimś cudem dałam radę.
Nagle z impetem na kogoś wpadłam. Upadłam gwałtownie na ziemię i usłyszałam cichy trzask w okolicach kostki. No pięknie. Spojrzałam zdenerwowana w górę. Byłam lekko zdziwiona widząc białowłosego chłopaka. W dodatku na kilometr śmierdziało od niego klanem Omar. Nie cierpię tego zapachu.
- Tak, tak nic nie szkodzi. - burknęłam i podniosłam się z trawy. - Można zapytać co robi tu wampir z klanu Omar? Nie często spotyka się tego typu osoby w tych rejonach. - dodałam otrzepując się z ziemi. Zamierzałam trochę wykorzystać sytuację i wypytać się tego chłopaka trochę o mojego braciszka. Chciałabym wiedzieć co u niego nawet jeśli go nie znam. Mam nadzieję, że obalił już tego starego dziadygę.

Przepraszam, że tak późno ;-;

wtorek, 2 grudnia 2014

Od Subaru:

Wysłuchiwałem z uwagą historii Marry. Była naprawdę interesująca...I tak właściwie wszystko wyjaśniała. Starałem się wychwytywać z histori każde pojedyncze zdanie i szybko analizować je. Mimo, że bywało iż chciałem wstać i najzwyczajniej uderzyć pięścią w stół, który prawdopodobnie złamałby się, zdołałem się powstrzymać i słuchać wszystkiego z jak największym spokojem malującym się na twarzy. Czemu nic o tym wszystkim nie wiedziałem? Oczywiście wykonuj wszystkie obowiązki, ale nie wiedz o niczym! Rozumiem, że skoro póki co dziadek postanowił o niczym mi nie mówić, tak też powinno być, ale to najzwyczajniej irytujące. Choć można się do tego przyzwyczaić.Mimo tego że historia ciekawiła mnie zacząłem tracić cierpliwość. Uporczywie powtarzałem w myślach "przejdź wreszcie do końca". Nie żebym przykuwał specjalną uwagę to bycia punktualnym, ale powinienem za niedługo wracać. Po jakimś czasie dziewczyna w końcu skończyła opowieść i zadała mi pytanie.
-Nie muszę zadawać pytań sądzę, że wszystko rozumiem-stwierdziłem wstając. Spojrzałem na nią przez chwilę nic nie mówiąc. Kto by pomyślał, że za tak na pozór zwyczajną osobą (jeśli można powiedzieć tak o kimś kto mieszka w wieży którą widzą nieliczni), a skrywa za sobą taką historię rodziny-Teraz muszę iść-dodałem pomijając te wszystkie maniery. Nie widzę powodu aby dalej ich używać. Odwróciłem się i skierowałem do wyjścia jednak po raz kolejny zostałem zatrzymany.
-Subaru...-powiedziała dziewczyna. Spojrzałem na nią ponownie. Wyglądała na nieco speszoną. Podczas opowiadania historii wydawała się odważniejsza-Chodzi o to, że...Przyjdziesz tu jeszcze kiedyś?-spytała dość cicho. Po co miałbym tu przychodzić. Choć gdy tak się nad tym zastanowię...Nie każdy w odróżnieniu ode mnie lubi samotność, racja?  Cóż, z chęcią bym się z nią wymienił. Nie musiałbym wtedy prowadzić codziennie tylu irytujących rozmów, a najzwyczajniej obserwować wszystko z ukrycia. Uśmiechnąłem się praktycznie niezauważalnie.
-Kiedyś na pewno-stwierdziłem. Następnie skierowałem się do wyjścia, a po przejściu przez wrota od razu do swojego domu. Wracając jak zawsze obserwowałem okolicę. Dokładnie cały teren poza...Kierunkiem w stronę którego zmierzałem. Nagle potrąciłem jakąś dziewczynę. Oczywiście szybko wbiłem w nią wzrok. Blada dziewczyna z okiem przysłoniętym opaską. Jej drugie oko było czerwone...Już po chwili znów z przekonaniem stwierdziłem, że to wampirzyca. Czemu dziś wciąż kogoś spotykam? O wiele bardziej wolę przebywanie samemu.
-Wybacz-powiedziałem pośpiesznie podając dziewczynie rękę. W końcu gdy ją potrąciłem upadła na ziemię. Może i się spieszę, ale choćbym chciał nie wyminę jej tak po prostu.

Shine?

niedziela, 30 listopada 2014

Od Jenny CD Triss

- Cóż... Myślę, że na parę z tych pytań mogę odpowiedzieć ale na pewno dowiedziałabyś się więcej od... Wilkołaka, który dłużej wie, że jest wilkołakiem. - powiedziałam. Po chwili jednak skrzywiłam się i pokręciłam głową. - Nie, jednak nie.
- Czemu? - zapytała, uśmiechając się.
- Bo pewnie każdy inny wilkołak na moim miejscu próbowałby cię zabić? - prychnęłam.
- No w sumie... Ale dobrze, że mówisz "próbowałby by", raczej by mu nie wyszło. - oświadczyła dumnie wampirka.
- A wracając do pytań... Wiesz, może to naiwne z mojej strony ale mniejsza. Zwyczaje... Na pewno wiesz, a może nie, że tylko niektórzy z nas potrafią zmieniać się w wilka cały czas. Jak ktoś jest półkrwi to zmienia się tylko w czasie pełni. Jeśli chodzi o władzę, to raczej głosujemy i tyle co wiem na ten temat. Nie mieszkałam nigdy w... hm, klanie. Tylko przez jakiś czas z siostrą. Potem sama, więc nie wiem. Tutaj należę od niedawna. Ale nieważne. A co do morderców... - Uśmiechnęłam się lekko i trzasnęłam pięścią w ziemię. Triss spojrzała na mnie dziwnie. - Na pewno są ale żadnego nie znam. Jakoś mi się nie pali do słuchania o tym jakie to przyjemne wyciągać flaki z brzucha wampira czy coś... Nie żebym się bała albo brzydziła. Nie fascynuje mnie to. - Wzruszyłam ramionami na koniec "przemówienia" - A jak to jest u wampirów? - zapytałam jeszcze, bo pomyślałam, że skoro ja jej powiedziałam coś o Wilkołakach to czemu ona ma się nie wymienić informacjami ze mną? Poza tym, jestem ciekawa Wampirów. Zawsze chciałam jakiegoś zobaczyć. Udało mi się ale żeby tak jeszcze poznać co robią, móc ocenić czy na prawdę są tacy okropni jak mówią inne Wilkołaki. Ja jakoś nie czuję zagrożenia przy Triss, czy w ogóle nie czuje do niej nienawiści. Traktuję ją jak... Zwykłą osobę. Może się a może nie. Dlatego chcę wiedzieć.
<Triss? Twoja kolej>

Od Shine: Spać ...

 Obudziłam się późnym popołudniem na gałęzi drzewa. Chętnie bym jeszcze pospała, ale ból pleców mi w tym przeszkodził. Podniosłam się i poprawiłam opaskę na oku. Denerwowało mnie to sypianie na niewygodnych przedmiotach. Od kiedy zostałam wyrzucona z domu nie miałam porządnego miejsca do spoczynku. W zasadzie to nie przeszkadzało mi, że mnie nie chcą. Rodzice już od dawna wąchają kwiatki od spodu, a z  kolei co się tyczy mojego kochanego dziadka ... nienawidzę go. Przywódca klanu i takie tam bzdety. Nigdy nie lubił mamy i wiecznie denerwował się na ojca, że urodził dziecko z kobietą z innego, "ohydnego rodu Odish". Ja również z niego pochodziłam także to na mnie wylewał całą swoją złość. A ja niczego nie żałuję, jestem dumna z mojego klanu. Jesteśmy najstarszym, prawdziwym rodem wampirów. Tak samo dzicy i niezwyciężeni jak kiedyś. Żałuję, że płynie we mnie też ta krew, która znajduje się w żyłach dziadka. Wredny, głupi staruch. Aż nie mogę pojąć, że jakaś go chciała i w dodatku miała z nim dziecko. Chyba, że została zmuszona lub ... poleciała na kasę. Zapewne to drugie.
W zasadzie jedyną rzeczą, której żałuję po odejściu z domu to to, że nie poznałam brata. Przez tego dziadygę nie wiedział nawet o moim istnieniu. Myślał, że jest jedynakiem. Ciekawe jaką jest osobą ... w końcu jedyne co o nim wiem to to, że ma na imię Subaru i jest następcą klanu Omar .
Przerwałam rozmyślania i pognałam ... w zasadzie to nie wiem gdzie. Czy, by mnie poniosło, do miasta wampirów, ludzi, wilkołaków czy nawet w jakiś las po za obrębem to niewiele mnie to obchodziło. Gdziekolwiek bym nie była nic to nie zmieni.

od Triss

Zamyśliłam się.
-No dobra...-zaczęłam-Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad ogólnym pojęciem wilkołaka.Ich zwyczajach,jak zorganizowana jest ich władza.Tłuczecie się o władzę jak zwierzęta czy macie coś na kształt demokracji.Czy są wśród wilkołaków mordercy mojego pokroju-mówiąc to wskazałam na swój ,,strój roboczy".
 Jenna zamyśliła się.Myślę,że to trochę za dużo pytań dla ,,rocznego" wilkołaka.
-Jeśli którejś z tych rzeczy nie wiesz,nie szkodzi-dodałam spokojnie.
 Część z tych pytań,a zwłaszcza jedno po prostu musiałam zadać.Z rozkazu,który kiedyś otrzymałam.

Jenna?Sory,że takie krótkie,ale to ty powinnaś odpowiedzieć xD

sobota, 29 listopada 2014

Od Jenny CD Triss: Wampir

- Hm, powiedzmy, że na odwrót. Jestem ciekawa wampirów. - Uśmiechnęłam się równie złośliwie. Nie zwróciłam zbytniej uwagi na nóż wampirzycy. Nie sadziłam, że mi coś zrobi. Ale w razie czego to ja znowu taka bezbronna nie jestem.
- Mówisz? O, cudnie. To powiedz mi coś o sobie. - zachęciła i bez skrępowania usiadła na trawie. Wywróciłam oczami i zrobiłam to samo.
- Interesuje cie moje imię? - zapytałam, wyrywając trawę i miażdżąc ją w palcach.
- Nie. - odpowiedziała spokojnie wampirzyca wpatrzona w dal.
- Trudno. I tak ci powiem. Jenna jestem. Ale w zasadzie za dużo ci o wilkołakach nie powiem. - zaśmiałam się. Spojrzała na mnie.
- A to czemu? Jesteś nim. - Wskazała na mnie palcem. Prychnęłam.
- Tak ale od jakiegoś roku. Znaczy, od wtedy o tym wiem. Wiesz, głupio gadać z kimś jak się nawet jego imienia nie zna. No, chyba że wolisz żebym ci wymyśliła jakiś ciekawy pseudonim. - Zaczęłam mruczeć pod nosem jakieś bezsensowne przezwiska.
- Nie, nie, nie. - zaprotestowała, machając rękami. - Triss jestem.
- No i dobra. A interesuje cię coś konkretnego? - zapytałam. Jakoś nie czułam skrępowania, o ile przy kimkolwiek czułam, gadając z w zasadzie nieznajomą wampirzycą. Wampirzycą. No właśnie. Przecież jakby nas ktoś widział to by był taki dym, jakiego świat nie widział. Ale śmieszyła mnie ta cała walka. Jakoś nie widzę powodów.
- O, czy ja wiem... - zastanowiła się Triss.
- Wal.
<Triss?>

od Triss:Kolejny wilkołak

Od paru minut przypatrywałam się czarnowłosej dziewczynie siedzącej nad rzeką.Trzeba przyznać,że ostatnio mam niewyobrażalny fart.Dwa dni z rzędu spotykam wilkołaka i na żadnego nie mam zlecenia.Zastanawiałam się nad sprawą walizki.Rozparłam się na gałęzi.Chwyciłam niedużą gałązkę i potrząsnęłam nią.Dziewczyna po raz pierwszy od dłuższego czasu się poruszyła.Podniosła się z ziemi i rozejrzała.W końcu jej wzrok spoczął na mnie.Nic nie mówiła, tylko patrzyła.Dość łatwo domyśliłam się (aczkolwiek nie byłam pewna)przyczyny jej zainteresowania.
-Pierwszy raz,co?-spytałam z uśmiechem.
Gdyby mnie teraz przywódca klanu widział.Najpewniej oskarżyłby mnie o zdradę i szpiegostwo.Tak szczerze to trochę bawiła mnie ta ironia.Wilkołak ,który widzi wampira pewnie po raz pierwszy i wampir ,który widział w huk wilkołaków,a sporą grupę wybebeszył.
-No-mruknęła.
 -Zawsze zachodziłam sobie w głowę-powiedziałam patrząc do góry,beztrosko się uśmiechając i zarzucając nogę na nogę-jak należy się zachować w takiej sytuacji.Hm?Masz jakiś pomysł?
 Mój sposób zaczynania rozmów z wilkołakami pozostawiał wiele do rzeczenia.Może nie uważam ich za gorszych od siebie,ale jakoś nie mogę się powstrzymać od aroganckiego,sarkastycznego tonu.Obecność wilkołaka jakoś mnie odprężała,urozmaicała dzień.
-Kilka-powiedziała-To zależy od nastawienia.
Uśmiechnęłam się.
-Słusznie-zeskoczyłam z drzewa i podeszłam do brzegu,mimowolnie wysunęłam z rękawa ostrze(co nie znaczy,że zamierzam go używać)-Moje jest wyjątkowo pozytywne.Jestem ciekawa żywych wilkołaków-mówiąc to uśmiechnęłam się lekko złośliwie,co było chyba ,,trochę"nie na miejscu-A ty?

Jenna?

Od Jenny: Początek czegoś nowego

 Siedziałam nad rzeką i wpatrywałam się w horyzont. Od kilku dni przychodziłam tu, bo coś nie dawało mi spokoju. Nigdy nie widziałam wampira. W ogóle, całe moje życie było jednym wielkim kłamstwem.
 Urodziłam się w . Dorastałam tam w domu dziecka, bo rodzice podrzucili mnie jak umiałam wyłącznie ryczeć i spać. Nic nie wiedziałam o swoich zdolnościach i że w ogóle jest coś takiego jak wilkołaki i wampiry.
 Około rok temu wymknęłam się wieczorem z domu dziecka z zamiarem ucieczki do jakiegoś innego miasta. Szłam sobie chodnikiem słuchając muzyki, kiedy jakieś 3 m od siebie zobaczyłam wilka. Był taki... Na pewno nie zwykły. Zbliżyłam się a jego oczy zajaśniały. Potem nie widziałam nic. Obudziłam się po paru dniach. Byłam w jakimś domu w lesie. Na stołku obok mnie siedziała jakaś dziewczyna i gapiła się na mnie.
- Eeeeee... Gdzie jestem? Kim TY jesteś? I dlaczego się tak na mnie gapisz? - zadałam jej 3 podstawowe pytania, po czym usiadłam. Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Jestem Natalie. Spokojnie. Jesteś w Kansas, zabrałam cię tylko do pobliskiego lasu. Muszę ci coś powiedzieć... - I w ten sposób dowiedziałam się kim jestem. Natalie była moją przyszywaną siostrą. Ojciec, ze tak powiem, znalazł sobie inną, bo moja mama zginęła.
- Cudnie. Czyli że jestem wilkołakiem? - zapytałam padając z powrotem na łóżko. Natalie pokiwała głową. Powiedziała, że muszę spróbować się przemienić. Wyjaśniła mi jak no i udało się. Ona się cieszyła ale... Wyobraźcie sobie jakie było moje szczęście! Zawsze gdy czytałam jakieś książki fantasy chciałam się okazać wyjątkowa, mieć jakąś moc, najlepiej taką porażającą! I udało się. Siostra mieszkała ze mną jeszcze około pół roku a potem wyszła na zakupy i nie wróciła. Opuściłam dom i wędrowałam aż znalazłam pewną dziewczynę.
- Em, sorry. Nie wiesz gdzie jest najbliższe miasto? - zapytałam. Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem.
- Tam, miasto Ino. Ale ty chyba powinnaś zostać tu. - odpowiedziała. Skrzywiłam się.
- Czemu?
- Bo wnioskuję, ze jesteś wilkołakiem. - Uśmiechnęła się trochę a potem opowiedziała mi co i jak, no i w ten sposób dołączyłam. A ta dziewczyna, to była Diana.
Tak więc, po paru dniach, jak już mówiłam siedziałam nad rzeką i wpatrywałam się w horyzont, kiedy usłyszałam szelest. To, ze akurat byłam w postaci człowieka, nie umniejszało moich zdolności.
<Ktoś?>

Profil Kory!

Imię: Kora

Nazwisko: Fire

Wiek:16

Płeć: Kobieta

Partner: jeszcze czego…

Rasa: Wilkołaki

Klan: Klan Bris

Charakter: Jest arogancka zamknięta na otoczenie i nic ją nie obchodzi innymi słowy,, możesz robić co chcesz a ja i tak mam cie głęboko” jej życiem kieruje zaledwie kilka słów memento Mori –pamiętaj że umrzesz oczywiście nie kieruje ich do siebie…

Rodzina: -------

Pochodzenie: Czysta krew

Wygląd po przemianie:

Wygląd:

Profil Jenny!

Imię: Jenna, nazywają ją też Dżej, Iluzjonistka, Złośnica

Nazwisko: Zaraneo

Wiek: 17 lat

Płeć: Kobieta

Partner: Preferuję bycie singielką ale jak ktoś chce spróbować szczęścia...

Rasa: Wilkołaki

Klan: Urb

Charakter: Hm, Dżej jest zdecydowanie chłopczyca. Pomimo swojego pochodzenia nie zachowuje się jak księżniczka. Wręcz przeciwnie: jak dzieciak z ulicy. Biega po nienormalnych miejscach, jest dość chamska, ale tylko jeśli ma powód taką być, no i w dodatku śmieje się tak głośno, że ściany drżą. Jest twardo stąpającą po ziemi dziewczyną, ale czasem pozwala sobie na odlot. Na ogół nie "zarzuca" biodrami przed nosem chłopców. Nie boi się burzy, ciemności, ani ciężkiej pracy. Woli przeżywać przygody niż siedzieć nad wodą i oglądać swoje odbicie. Lubi żartować, dobrze się bawić, ale wie kiedy przestać. Ma szacunek do innych, jest tolerancyjna. Nie zawsze mówi prawdę i jest świetną aktorką, ale nie robi tego często. Tylko jeśli musi. Nie lubi romantyzmu, "słodziaśnych" rzeczy itp. Lubi siedzieć i patrzyć w księżyc o zmroku, tajemnice, przygody. Ma swoje własne zdanie na niektóre sprawy, odmienne od wszystkich. Może się przyjaźnić z chłopakami, ale nie licz na więcej. Jest czasem uważana za wariatkę lub złośnicę, przez co dostała takie przezwisko. Kocha wolność, otwartą przestrzeń. Nie lubi zamkniętych pomieszczeń i dzikich tłumów ale nie gardzi towarzystwem.

Rodzina: Nie pamiętam ich.

Pochodzenie: Czysta krew

Wygląd po przemianie:
Wygląd:

Od Triss

Obudziłam się dopiero o dwunastej kiedy Gihei spadł z łóżka i wydarł się.Zerwałam się jak oparzona zeskakując z łóżka i odruchowo wyciągając sztylet z kieszeni.Rozejrzałam się nerwowo dookoła.Nie prędko zorientowałabym się  co się stało gdyby nie jęk nadepniętego współlokatora.
-Triss!-syknął.
-Oj-odsunęłam się-Nie chciałam.
Chłopak z trudem dźwignął się z podłogi i stanął obok mnie.
-Dobrze,że już nie sypiasz w butach-zaśmiał się jednocześnie masując sobie szyję.
Siedzące w sąsiednim pokoju dziewczyny zachichotały.Ja też uśmiechnęłam się ukradkiem na wspomnienie dawnego przyzwyczajenia.Wtedy ścigało mnie kilka szukających zemsty wilkołaków,a ja jakoś nie przepadam za walką boso.
 Podeszłam do szafy i zaczęłam w niej grzebać,ale czegoś brakowało.
-Keiko!-zawołałam-Widziałaś moją bluzę?
-Te czarną?
-Mhm.
Dziewczyna przez chwilę milczała.
-A sprawdzałaś już w walizce?
Zerknęłam na leżący na dnie szafy przedmiot.Nie spodziewałam się tam znaleźć swej zguby,ale nie miałam żadnych lepszych pomysłów więc chwyciłam za ukryty,zawieszony na sznurku kluczyk ukryty pod podkoszulkiem.Zaciągnęłam sznurek z szyi i otworzyłam.Ku mojemu zdziwieniu bluza tam była.Z nie dowierzaniem spoglądałam na bluzę.Normalnie leżał tam tylko mój ,,strój służbowy ",a klucz miałam chyba tylko ja.
-Sorry..-mruknął Gihei-Pomyliłem się raz i założyłem twoją.Kiedy się zorientowałem nie wiedziałem gdzie to położyć,a skrzynka była otwarta więc...
-Nie szkodzi-przerwałam mu.
Wstałam.Zebrałam ubrania i poszłam się przebrać.

Wyszłam na ulicę.Przez cały czas jedna rzecz nie dawała mi spokoju,a mianowicie,,Dlaczego walizka była otwarta?".Zawsze ją przecież zamykam,niezależnie od tego czy była pusta czy nie.
 Wyszłam na skwer mijając uganiające się za sobą bachory.Powiał chłodny wiatr,włożyłam ręce do kieszeni.Naglę poczułam lekkie,prawie nie dostrzegane poruszenie powietrza.Odruchowo się pochyliłam.Nad moją głową przeleciała tęczowa,gumowa piłka.Obejrzałam się szukając wzrokiem winowajcy.Okazał się nim otyły,niski,a nawet trochę obleśny chłopiec z lizakiem w ustach i okruszkami bułki na gębie.Co do tego,że to on nie było najmniejszych wątpliwości.Rumienił się i szeroko otwierał usta.Skrzywiłam się.Spojrzałam na piłkę.Chwyciłam ją i rzuciłam.Chwyciła ją  chuda,odziana w zieloną sukienkę dziewczynka.Ponownie wsadziłam ręce do kieszeni i ruszyłam dalej.
 Po jakichś pięciu minutach byłam już w centrum.Zajrzałam przez okno jednego ze sklepów.Naglę z jego wnętrza wybiegli  Hayato i Rika. Chłopak coś krzyczał prze szczęśliwy.
 Zamrugałam lekko zdezorientowana.Po chwili podbiegł do mnie.Wyciągną coś z kieszeni i stając na palcach(nie zaliczał się do zbyt wysokich)podstawił mi przed oczy.
-Bilety do kina!
Zerknęłam na sklep.Zdecydowanie nie był kinem.Spojrzałam na chłopaka znacząco.
-Wygrałem z kolegą w kości.-powiedział z dumą.
Uniosłam brwi.
-Zgaduję ,że tymi Gihei'ego-mruknęłam.
Hayato lekko się zarumienił.Wzruszyłam obojętnie ramionami.
-Co to za film?-spytałam.
Ten od razu się rozpromienił.
-A,taki jeden o wampirach i wilkołakach w Ino.
Westchnęłam lekko zawiedziona.
-Pójdziesz z nami? Mamy trzy.
Pokręciłam głową.
-Weźcie Keiko albo Giheiego.Może tego nieszczęśnika,którego oszukałeś?
Oboje popatrzyli po sobie.
-Czemu?Myślałem,że lubisz.
Wzruszyłam ramionami.
-Jakoś nie przepadam za ludzkimi filmami.Mnóstwo im się myli.Wampiry świecą w słońcu,a wilkołaki nie zmieniają się w wilki tylko w wilkolódki-powiedziałam to z wyraźną irytacją co ich nieco rozbawiło.

Usiadłam na gałęzi drzewa.Oczywiście przy rzece.Nie wiedzieć czemu jakoś interesują mnie wilkołaki.Chciałabym dokładniej przyjrzeć się żywemu wilkołakowi,a nie tylko takiemu gubiącemu flaki.

środa, 26 listopada 2014

Od Marry

Czemu go zatrzymałam? To dość oczywiste, nie lubię być sama... Chłopak spojrzał na mnie pytająco. Spojrzałam na podłogę jakby to była najciekawsza rzecz w pomieszczeniu.
- M-może byś został chociaż na chwilę... N-nie miewam tu zbyt często gości... - wyjąkałam.
- Obecnie nie mam nic do robienia, więc niech będzie - odparł dość obojętnym tonem. Podniosłam wzrok by móc na niego spojrzeć. Uśmiechnęłam się lekko i puściłam jego rękę. Zaprosiłam go do środka. Usiadł na przeciwko mnie. Spróbowałam (o dziwo) zacząć rozmowę.
- T-tak właściwie t-to... Jak się nazywasz? - spytałam jąkając się. Spuściłam znów wzrok. Zastanowił się chwilę, po czym odpowiedział.
- Subaru. A ty, jeśli można wiedzieć? - odparł i zadał mi pytanie o tym samym znaczeniu, co moje.
- Marry. M-miło mi poznać... - odpowiedziałam nadal cicho. - Co właściwie sprawiło, iż zapuszczasz się w te tereny? - zadałam kolejne pytanie. W końcu co ktoś mógłby tu robić? Moja wieża leży niedaleko Doliny O. Z tego co wiem, najbliżej mieszkający wampir jest oddalony o... Właściwie nie liczyłam, tak czy inaczej daleko. Ponadto zauważył ten budynek. Są dwie opcje, dlaczego mu się to udało. Po pierwsze, musiałby być  następnym dowódcą klanu. Po drugie, ma niezwykle dobry wzrok. Do ukrycia tego miejsca, została użyta najsilniejsza magia, jaka mogła. Wszystko po to by chronić sekret przekazywany z pokolenia na pokolenie. Powiedział, iż ma na imię Subaru... Z tego co wiem to następny przywódca ma tak na imię, jednak już powinien zostać mu zdradzony ten sekret. Po przemianie, każdy wampir, który powinien, poznaje tę tajemnicę.
- Chciałem się przejść, by zaspokoić nudę - odparł w końcu.
- Rozumiem. M-masz naprawdę dobry wzrok, skoro zauważyłeś mój dom... W-wybacz, że zapytam, lecz czy mogłabym poznać twoje nazwisko? - powiedziałam i zapytałam nader "szlachetnie".
- Do czego jest Ci potrzebna ta informacja? - dopytał podejrzliwie. Nie dziwię się mu. Ledwie go znam, a pytam o nazwisko. Dziwnie, nieprawdaż?
- Jeśli masz na nazwisko Sakamaki, to musimy porozmawiać na pewien temat... - powiedziałam poważnym tonem. Moja nieśmiałość nagle zniknęła.
- Jeśli faktycznie mam tak na nazwisko, to jak to byłby temat? - opowiedział pytaniem.
- Ten temat powinien być Ci już znany, gdyż Subaru Sakamaki, to następny przywódca klanu - powiedziałam spokojnie. - A także strażnik pewnej tajemnicy... - zakończyłam.
- Tajemnica powiadasz? Tak, więc jestem Subaru Sakamaki. Jaka to tajemnica? - powiedział.
- Czyli nie powiedział Ci, tak? Może chociaż kojarzysz klucz złoty? - dopytałam go. Jeśli przynajmniej raz został mu pokazany, to mogę powiedzieć. Chyba jego dziadek nie byłby na tyle głupi, żeby pokazywać go komukolwiek, prawda?
- Tak, w końcu musiałem go ostatnio szukać... - mruknął do siebie. - Znaczy, tak. Wiem o tym kluczu - poprawił się.
- W takiej sytuacji mamy sporo do omówienia... - zaczęłam. - Klucz ten... Trudno mi to wyjaśnić... Po prostu zacznę od początku: rodziny nasze, od wielu wieków strzegą sekretu przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Historia jest niemal tak stara jak wojna wilkołaków i wampirów.

*Po prawie godzinie tłumaczenia później*

- Jakieś pytania? No mam nadzieję, że nie... - powiedziałam spokojnie. Dlaczego on mu tego nie wyjaśnił?! Powinien to zrobić jakiś rok temu! Moje myśli były wściekłe na przywódcę klanu.

No, więc... Jakieś pytania Subaru?

wtorek, 25 listopada 2014

Od Subaru

Chodziłem bez konkretnego celu po lesie. Lubiłem w nim przebywać. W nim zawsze panował spokój i cisza, zakłócana tylko czasem cichym szumem rzeki czy odgłosami zwierząt. Byłem praktycznie przy początku Doliny O. W lesie kompletnie nic się nie zmieniało, może poza wyjątkami paru nowych drzew czy roślin jednak...W miejscu gdzie byłem moje oczy zobaczyły coś niespodziewanego. Była to dość wysoka budowla wysadzana czerwonymi cegłami. Wyglądała jakby stała tu od wieków, a mimo to nigdy jej nie zauważyłem. Skierowałem się bliżej niej aby dokładnie ją oglądnąć. Okrążyłem ją dokładnie mierząc wzrokiem każdą cegłę, to jakie ma wykończenie, czy w paru miejscach się rozpada, które cegły zdają się być jaśniejsze bądź ciemniejsze od pozostałych...Inni pewnie wiele by się z tym natrudzili. Mi jednak wystarczało jedno spojrzenie abym mógł wszystko to zauważyć.  Po środku stały średniej wielkości, drewniane wrota. Wieża nie wyglądała na opuszczoną. Mimo tego, iż nie była nowa wokół niej rosło wiele kwiatów. Zauważyć można było, że były dobrze pielęgnowane. Skierowałem się do drzwi i uderzyłem w nie dwa razy. Po chwili usłyszałem najpewniej potknięcie się i krótki kobiecy krzyk. Dlatego też powodu postanowiłem otworzyć wejście. Na ziemi zauważyłem niewysoką dziewczynę o drobnej budowie oraz długich, jasnych włosach obwiązanych wstążką. Założoną na siebie miała letnią, niebiesko-białą sukienkę. Pomyślałbym, iż jest to zwykła być może czternastolatka. Jednak niemalże od razu zauważyłem głębie jej czerwonych oczu i niewielkie kły. Z pewnością była wampirem oraz przeszła przemianę. Dziewczyna wstała z ziemi. Wyglądała na nieco zdezorientowaną.
-Co ty tu robisz...? I jak zauważyłeś tą wieżę?!-spytała drżącym głosem. Najwidoczniej nieco wystraszyła się mnie czy też speszyła. Czemu zadała pytanie o wieżę? Słyszem wiele opowieści o urokach rzucanych na budowlę aby je ukryć. Czyżby to był przykład jednej z nich? Nie wierzyłem nigdy w takie historie, ale cóż. Oparłem się o jedną ze ścian dalej nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
-Chciałem sprawdzić czy ktoś tu mieszka-odparłem wprost. Nie widzę potrzeby aby kłamać-Do jakiego klanu należysz?-spytałem następnie. Nie żeby była to dla mnie wielka różnica. Powodem zadanie tego właśnie pytania była zwykła ciekawość. Spojrzałem na nią wyczekująco.
-D..Do Omar...-wyjąkała cicho. Czemu w takim razie widzę ją po raz pierwszy? Jako wnuk przywódcy znałem praktycznie wszystkie osoby z klanu. Choć znałem to raczej złe wyrażenie. Najzwyczajniej widziałem ich przynajmniej raz w życiu. A moja pamięć praktycznie nigdy nie zawodzi. Westchnąłem cicho, powiedzmy wstępnie, że jej wierzę.
-Czemu mieszkasz tu, a nie w mieście Ino?-zadałem kolejne pytanie. Moim obowiązkiem nie było przepytywanie każdego spotkanego wampira co w danym miejscu robi. Jednak tym razem chciałem to po prostu zrobić.
-To sprawa między mną, moją rodziną i przywódcą klanu-odparła nieco pewniej jednak dalej dość cichym tonem. Więc mój dziadek o niej wiedział? Cóż w rakim razie mimo, iż jest to nie co podejrzane, nie widzę większego problemu.
-Rozumiem. Wybacz, że Cię niepokoiłem-odparłem odwracając się i kierując do wyjścia. Po co miałbym zostawać tam dłużej? Gdy postawiłem stopę poza progiem usłyszałem  podbiegającą do mnie dziewczynę oraz poczułem dotyk na mojej ręcę.
-Poczekaj!-powiedziała. Spojrzałem na nią lekko zdziwiony. Czegoś ode mnie oczekiwała?

Marry? O co chodzi?

poniedziałek, 24 listopada 2014

Od Marry

Siedziałam na poręczy balkonu słuchając ćwierkania ptaków. Jak co dzień, śpiewałam razem z nimi. W końcu co mogę robić tutaj sama? Och, przepraszam. Razem z moim drugim "ja"? Czasami przybłąka się jakiś człowiek, któremu trochę pomogę. To wszystko jest tak nudne. Spojrzałam w stronę rzeki, było widać ją stąd idealnie. "Ta druga" siedziała wyjątkowo cicho. Jakaś biała wilczyca piła wodę z rzeki. Najpewniej jeden z wilkołaków. Odwróciłam wzrok, by spojrzeć na zegar. To już ta godzina? Pora iść do miasta. Trzeba zobaczyć czy dzieje się coś ciekawego. Mam tylko nadzieję, że nie będzie zbyt dużo osób. Tłumy są straszne! Tam może być ktoś zły! Lepiej skończę już tak myśleć... Spokojnie, spokojnie, nic złego się nie stanie. W razie czego zawsze mam pomoc "tej drugiej". Zamknęłam oczy by całkowicie się uspokoić. Zaszłam na parter mojego domu, który bardziej przypominał wieżę niż dom, ale cóż. Rozejrzałam się dookoła siebie. Straszny bałagan.
- Będę tu musiała posprzątać... - mruknęłam do siebie. Złapałam torbę i pobiegłam do miasta, a że nie działo się tam nic ciekawego, to wróciłam do domu. Na wstępie zabrałam się za sprzątanie tego miejsca. Kiedyś było tutaj znacznie przyjemniej... Ja i mama sprzątałyśmy... dziadkowie siedzieli i rozmawiali z nami... Wszystko było żywsze... Teraz jestem tu tylko ja oraz moja druga osobowość. Nie jest to zbytnie towarzystwo. Zabrałam kilka książek z półek w pokoju. Zaczęłam czytać, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Poderwałam się z miejsca, w sumie bez powodu wpadając w panikę. Wszystkie książki spadły na podłogę. Chciałam podbiec do drzwi, jednak potknęłam się o jedną z nich. Zwykle nie mam tu gości. Potykając się o książkę upadłam na podłogę z przeraźliwym krzykiem. Drzwi otworzył jakiś białowłosy chłopak o czerwonych oczach. Zmierzył mnie wzrokiem.

Subaru? Dokończysz?

Od Triss:Standardowy wieczór

Kiedy odbiegła znowu dopadła mnie ta nieznośna nuda.Oparłam się o pień drzewa i zaczęłam gwizdać jakąś wesołą melodię opierając głowę o splecione za głową dłonie.
 Do domu wróciłam dopiero późnym wieczorem.Ku mojemu zdziwieniu drzwi były zamknięte,zapukałam.Po chwili otworzyła właścicielka budynku.
-Cześć Triss...-ziewnęła-Wybacz ,że zamknęłam,ale zupełnie o tobie zapomniałam-przetarła oczy.
-Nie szkodzi-odparłam wchodząc do środka-Każdemu się może zdarzyć.
Ruszyłam w stronę schodów.
-A właśnie-dodała-Czy na przyszłość mogłabyś przychodzić nieco wcześniej?
Odwróciłam się ku niej.
-Oczywiście.
 W pokoju czekali na mnie już wszyscy współlokatorzy.Z początku nikt mnie nawet nie zauważył.
Gihei i Hayato siedzieli na piętrowym łóżku i grali w kości podczas gdy Keiko i Rika podgrzewały coś w mikrofali.
Moja obecność została dostrzeżona dopiero gdy położyłam się na swoim łóżku.
-Hej-powitali mnie jednym głosem zapaleni hazardziści-Jak się udał spacer?-spytał Gihei,bardziej przez grzeczność niż z ciekawości bo ani na chwilę nie oderwał oczu od kości.
-Kupa drzew i wilkołak...nic ciekawego-mruknęłam patrząc się w sufit.
-Nie gadaj!-wykrzyknął poruszony Hayato-Wilkołak?!Ale taki prawdziwy?
Hayato był z nas najmłodszy i zdecydowanie nie panował nad entuzjazmem.Podniecał się każdą wzmianką na temat wroga.
-Nie,dmuchany-usłyszałam sarkaztyczną odpowiedź jednej z dziewczyn-Jasne,że prawdziwy.
Uśmiechnęłam się pod nosem gdy chłopak zaczął oskarżać współlokatorkę o naigrywanie się z niego i usprawiedliwiać się ze swego braku domyślności.Starszy kolega usiłował skupić jego uwagę na grze,ale ten już się nakręcił i interesował go tylko wilkołak.
-Dziś w szkole miałem lekcje o wilkołakach!-zakrzyknął o wiele głośniej niż to było konieczne-Podobno obecnie baby stanowią większość!-ogłosił z miną specjalisty.
-Baby?-zza drzwi wychynęła Keiko-Nie znasz bardziej właściwych słów?
-Nie-powiedział cicho chłopak-A to źle?
Teraz już nie wytrzymałam i roześmiałam się na cały głos o mało nie spadając na podłogę.
-Nie śmiej się ze mnie!-zaprotestował Hayato.
Z trudem się uspokoiłam i usiadłam z powrotem na łóżku.
-Uwielbiam te wasze kłótnie-oznajmiła nie przestając się uśmiechać-Zaczęło się od wilkołaka,a skończyło na babach.
Gihei poklepał zawstydzonego kolegę po plecach i wskazał gestem kości.
   Nie trzeba było wiele czasu by wszyscy zapomnieli o tym ile hałasu narobił nasz niezrównoważony przyjaciel usiłując pochwalić się wiedzą.Słońce już dawno zaszło,na ulicach zrobiło się ciemno.Po chwili zapaliły się lampy na ulicy i w oknach.Przebrałam się już i właściwie już szykowałam do snu.Dziewczyny już spały,ale nasi gracze nadal zapalczywie rzucali białymi sześcianami.Co chwila Gihei cicho rechotał ku niezadowoleniu przeciwnika.
-To nie fair!-powiedział z wyrzutem-Te kości muszą być lewe.Nie da się rzucić sześciu siódemek pod rząd.
-Da się ,da-zarechotał oskarżony-Tylko trza umieć.Prawda Triss?
Wzruszyłam obojętnie ramionami.
-Różnie to bywa-westchnęłam-Daj te kości.
Gihei zesztywniał.
-Nie wierzysz mi?
Zerknęłam na niego spod przymrużonych powiek.
-Szczerze?Nie.
Chłopak jęknął cicho i zszedł na dół.Podał mi przedmioty.Zmierzyłam go wzrokiem i spojrzałąm na leżące na mej dłoni kostki.Westcjnęłam siadając.Rzuciłam kości na drewnianą podłogę.Sprawdziłam sumę.
-Siedem-mruknęłam i rzuciłam jeszcze raz-Siedem.
-Widzisz!-wykrzyknął uradowany Hayato-Jej też się udało!
-Fart-oznajmił oburzony Gihei-rzuć jeszcze pięć razy.
Zrobiłam co mi nakazano i zawsze na jednej kości było trzy,a na drugiej cztery.
-Te kości są lewe Gihei-powiedziałam-Zawsze padają tak samo-oddałam mu własność.
Chłopak niechętnie odebrał sześciany bucząc coś pod nosem ,że to nie tak,że ja kantuje i,że to jakaś zmowa przeciwko jego osobie.
 Wzruszyłam ramionami i ponownie się położyłam.Tym razem nie wrócili już do gry.Nasz Nowonarodzony był przeszczęśliwy,że udało mu się rozwiązać te jakże trudną zagadkę.Tymczasem drugi hazardzista leżał naburmuszony na górze dwu piętrowego łóżka dzielonego z nowym Sherlock'iem Holmes'em.

sobota, 22 listopada 2014

Od Sheeren

Dzień był słoneczny i promienie słońca wpadały leniwie do pokoju przez otwarte okno.
Siedziałam przy biurku bazgrząc coś na kartce papieru.W pewnym momencie usłyszałam cichy trzask.Końcówka ołówka pękła.Wstałam z krzesła i zaczęłam przeszukiwać szuflady biurka w poszukiwaniu strugaczki.
- Gdzie to jest...-mruknęłam.
Ponieważ nie znalazłam strugaczki tam gdzie powinna być ,postanowiłam przeszukać inne szafki i szuflady z nadzieją ,że może tam ukrył się potrzebny mi przedmiot.
Nagle usłyszałam głośny trzask drzwi.Wzdrygnęłam się.
- Znowu przeciąg -powiedziałam sama do siebie zamykając drzwi od pokoju.Chwilę później jednak dobiegł mnie dźwięk jakby coś się potłukło.Zaraz potem w całym domu słychać było podniesione głosy rodziców.
- Znowu się kłócą...-westchnęłam.Ostatnio zdarzało im się to coraz częściej i to mnie bardzo martwiło.Chciałabym żeby wreszcie przestali sobie dogryzać ,ale...cóż ja mogę zrobić ?
Cisza w domu została zakłócona ,a moja strugaczka wyparowała.Wyszłam więc z pokoju,zbiegłam po schodach i stanęłam przed drzwiami.Odwróciłam głowę w stronę krzyków rodziców.Jeszcze raz westchnęłam i przekroczyłam próg ,chwilę potem zamykając cicho drzwi.
Postanowiłam kupić nową strugaczkę.Udałam się więc w stronę miasta ludzi.
- W tym tempie nie dojdę -pomyślałam po kilku minutach.
Przemieniłam się w wilka i popędziłam w stronę miasta Ino ,kierując się drogą blisko granicy z wampirami.
Kiedy byłam już niedaleko postanowiłam zatrzymać się na chwilę.Przystanęłam przy rzece ,która była granicą.Spojrzałam w odbicie po czym zanurzyłam pysk w wodzie i zaczęłam pić.Nie trwało to jednak długo ,gdyż zaczęłam mieć wrażenie jakbym była obserwowana.Podniosłam wzrok.Moim oczom ukazała się postać dziewczyny siedzącej na gałęzi drzewa.Wzięłam głęboki wdech.Poczułam jej zapach ,który rozpoznałabym wszędzie o każdej porze dnia i nocy -wampir. Pomimo iż jeszcze nigdy nie wdałam się w potyczkę z jakimkolwiek wampirem i napotykałam je na ulicach miasta ludzi jedynie przechodząc obok nich ,to i tak istynktownie zaczęłam cicho warczeć.Chwilę potem usłyszałam jej głos :
- Zrobiłam ci co kiedy,że tak mnie witasz?
W sumie jakby nie patrzeć wampirka miała rację ,dopiero pierwszy raz widziałam ją na oczy ,ale jednak...mój instynkt miał inne zdanie na ten temat.
Chwilę potem przestałam warczeć nadal wpatrując się w dziewczynę.
- Nie mam czasu -pomyślałam przypominając sobie o tym po co w ogóle ruszyłam do miasta.Odwróciłam się i pobiegłam w stronę celu.
W mieście zabawiłam dosłownie kilka minut.Kupiłam tylko to co było mi potrzebne i zaraz ruszyłam w drogę powrotną.Kiedy dotarłam do domu przywitała mnie grobowa cisza.Bardzo mnie to zdziwiło i jednocześnie ucieszyło.
Wspięłam się na schody przebywając je dużymi krokami by po chwili znaleźć się w pokoju.Przez resztę czasu jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Chciałam dowiedzieć się więcej na temat wampirów i wilkołaków. Postanowiłam ,że kiedy tylko będę mogła ,podpytam rodziców.

piątek, 21 listopada 2014

Profil Marry

Imię: Marry
Nazwisko: Kozakura
Wiek: 18 lat
Płeć: Kobieta
Partner: Raczej nikt mnie nie zechce...
Rasa:Wampiry
Klan: Omar
Charakter: 1 osobowość - urocza, nieśmiała i strachliwa dziewczynka. Nie umie walczyć, za to doskonale szyje, śpiewa i jest dość uzdolniona artystycznie. To główna osobowość, która panuje niemal idealnie nad drugą. Można wręcz powiedzieć, że "rozmawiają ze sobą" w podświadomości.
2 osobowość - w przeciwieństwie do pierwszej, doskonale walczy, jest śmiała, odważna i sarkastyczna czy jak kto woli, złośliwa. Irytuje ją czasem, że pierwsza nie daje jej "przejąć" kontroli nad ciałem. Czasem udaje jej się wyrwać spod tejże władzy oraz ją przejąć w czasami złym momencie.
Zdarza im się łączyć, jednak jest to... Trudne, a zarazem dziwne. Kiedy wtedy mówią, słychać dwa głosy jednocześnie. Ich zachowania są nieprzewidywalne.
Rodzina: Dziadek został zabity, a babcia zniknęła dzień po jego śmierci. Nigdy nie poznała ojca, natomiast matka zginęła broniąc jej.
Pochodzenie: Czysta krew
Wygląd:








środa, 19 listopada 2014

Od Subaru

Przechodziłem przez las obserwując wszystko uważnie wzrokiem. Co tu robiłem? Nie, nie chodziło o żaden patrol. Oczywiście, nasz przywódca musiał coś zgubić. Coś ważnego, było to bowiem klucz. Nie jestem pewien co miał on otwierać. Jako że lepiej aby nikt nie dowiedział się o zgubieniu go, a przywódca jest zajęty na kogo spada obowiązek odnalezienia zguby? Oczywiście, że na mnie, wnuka przywódcy. To takie kłopotliwe. Nagle ujrzałem coś mieniącego się między liśćmi. Co to mogło być? Jak najszybciej skierowałem się w stronę danego obiektu. Jak się okazało...Był to ogromny, biały wilk....A raczej wilkołak. Akurat dziś muszę wpadać na wilkołaka? Ugh...To taka prymitywna rasa. Zilustrowałem zwierzę wzrokiem. Białe futro, złote błyszczące oczy, postura z której wynika, iż najpewniej jest to samica. Przyjrzałem się z uwagą. Wtedy ta uciekła. Biegła wzdłuż rzeki. Zrobiłem to samo. Po chwili jednak przypomniałem sobie jaki jest mój cel. No tak, ten idiotyczny klucz. Zatrzymałem się i z krzykiem uderzyłem pięścią w drzewo. Było to najzwyklejsze wyładowanie emocji. Tak, powinienem być opanowany, jednak jak mam to zrobić w owej sytuacji? Drzewo runęło na ziemie. Moja siła wynosiła jednak trochę ponad przeciętną. Westchnąłem. Nagle zobaczyłem coś przy korze pnia. Schyliłem się. Niewielki, stary, złoty klucz z paroma odłamkami cennych kamieni. Czyżby to było to czego szukałem? Podniosłem go i nie zwracając uwagi na obecność wilkołaka, który z pewnością gdzieś jeszcze tu był, jak najszybciej oddaliłem się z tego miejsca. Nie mam dziś czasu na walki. Jeśli zostałem o coś poproszony, a raczej zmuszony, muszę wypełnić swój obowiązek.

wtorek, 18 listopada 2014

Od Triss

Czerwona piłka znów dotknęła mych dłoni.Pięść zamknęła się na obiekcie.
Głośno wypuściłam powietrze i znów zaczęłam podrzucać małą czerwoną piłeczkę.
Już od jakiejś godziny nie byłam w stanie znaleźć sobie jakiegoś sensownego zajęcia.Nie miałam żadnych rozkazów,ani choćby drobnych sprawunków,które mogłyby mi zająć wolne popołudnie.Więc leżałam na starym,skrzypliwym łóżku ustawionym w kącie ciasnego pokoiku.Pokój,a właściwie mieszkanie nie było w zasadzie aż tak małe.Jednak kurczyło się w oczach na myśl o tym,że dzieli się to mieszkanko z jeszcze czteroma osobami.
 No cóż takie życie ,nie jestem zbyt dobrze ustawiona więc złożyłam się z kilkoma innymi wampirami na jedno z wynajmowanych mieszkań w okolicy centrum Pam.
 Promienie słońca oświetliły białą ,przeciwległą ścianę.Kolejne westchnienie.Upuściłam piłkę na podłogę i wstałam.Wyjrzałam przez okno-nic ciekawego.Dzieci bawią się w grę ,której zasady są znane jedynie im.Dwa kocury okładają się pod drzwiami sklepu,podczas gdy biała,tłusta kotka nieśpiesznie oblizuje swe łapy siedząc na porzuconym przez kogoś pudełku i sędziując z góry.Uogólniając-dzień jak co dzień.Na skwerze te same dzieci,a pod sklepem te same koty.Oparłam się o parapet.
-Nie znoszę bezczynności-powiedziałam sama do siebie wpatrując się w dal.
Odsunęłam się od okna i rozejrzałam się po pokoju.Byłam sama.To może zabrzmieć dziwnie,ale lubię otrzymywać rozkazy.Pozwala mi to się skupić,pozbierać myśli...zapełnia czas.Kiedy nie wypełniam rozkazów zwykle robię coś wspólnie ze współlokatorami,ale dziś akurat wszyscy gdzieś wybyli.
   Hayato był w szkole,a Gihei i spółka postanowili pokupować sobie nowe buty.
 Ściągnęłam ciążącą mi bluzę,którą noszę w mieszkaniu.Ziewnęłam.

 Ostatecznie po długiej i zdającej się nie mieć końce nudzie zdecydowałam się na ,,spacer"po lesie.
    Założyłam zwykle przez siebie noszony strój.,,Zwykle"oznacza chwile ,w których szlajam się po lasach,czyli raczej większość czasu.
 Wspięłam się na wysoki dąb i zaczęłam wędrówkę.Można to nazwać swego rodzaju zabawą.Skacze się z gałęzi na gałąź.Spadasz przegrywasz,tyle,że ja w tę akurat grę nie zwykłam przegrywać.
  Po jakichś dwóch godzinach moją uwagę przykuła biała wilczyca pijąca wodę z rzeki pełniącej rolę granicy.Przykucnęłam na gałęzi.
 Tak właściwie to nic nie mam do wilkołaków.Nie jestem rasistką.To,że kilka w życiu ubiłam to inna sprawa,nic osobistego-rozkaz.
  W pewnym momencie wilk podniósł głowę i spojrzał na mnie.Na chwilę delikatnie uniosła wargę ukazując białe,kły.Wzruszyłam ramionami z zobojętniałym wyrazem twarzy.
-Zrobiłam ci co kiedy,że tam mnie witasz?-powiedziałam beznamiętnym głosem.
Jakby nie patrzeć mogłam jej się jakoś narazić.Nigdy nie było wykluczonym,że napotkany wilkołak nie jest bachorem jakiejś mojej ofiary.

Sheeren?

Profil Shine!

Imię: Shine

Nazwisko: Tachi

Wiek: 16 (po przemianie)

Płeć: Kobieta

Partner: brak

Rasa: Wampir

Klan: Odish

Charakter: Lekkoduch, nieprzewidywalna, buntownicza, uwielbia robić innym psikusy, szybko się denerwuje, ma huśtawki nastrój jak baba w ciąży.

Rodzina: Starszy brat.

Pochodzenie: Czysta krew.

Wygląd:





Profil Sheeren!

Imię: Sheeren

Nazwisko: Van Alen

Wiek: 15

Płeć: Kobieta

Partner: Brak

Rasa: Wilkołaki

Klan: Briss

Charakter: Sheeren to cicha i skryta osoba. Jest nieufna wobec obcych ,czyli ludzi nienależących do żadnego z wilczych klanów. Jedną z jej cech jest również duża wrażliwość jak i zachowanie zdrowego rozsądku w trudnych sytuacjach. Niektórym może się zdawać ,że taka osoba jak ona jest typem człowieka słabego jednak wbrew pozorom to odważna dziewczyna.

Rodzina: Jest jedynaczką ( a przynajmniej tak sądzi ), wychowują ją rodzice.

Pochodzenie: Czysta krew

Wygląd po przemianie:
Wygląd: