Wysłuchiwałem z uwagą historii Marry. Była naprawdę interesująca...I tak właściwie wszystko wyjaśniała. Starałem się wychwytywać z histori każde pojedyncze zdanie i szybko analizować je. Mimo, że bywało iż chciałem wstać i najzwyczajniej uderzyć pięścią w stół, który prawdopodobnie złamałby się, zdołałem się powstrzymać i słuchać wszystkiego z jak największym spokojem malującym się na twarzy. Czemu nic o tym wszystkim nie wiedziałem? Oczywiście wykonuj wszystkie obowiązki, ale nie wiedz o niczym! Rozumiem, że skoro póki co dziadek postanowił o niczym mi nie mówić, tak też powinno być, ale to najzwyczajniej irytujące. Choć można się do tego przyzwyczaić.Mimo tego że historia ciekawiła mnie zacząłem tracić cierpliwość. Uporczywie powtarzałem w myślach "przejdź wreszcie do końca". Nie żebym przykuwał specjalną uwagę to bycia punktualnym, ale powinienem za niedługo wracać. Po jakimś czasie dziewczyna w końcu skończyła opowieść i zadała mi pytanie.
-Nie muszę zadawać pytań sądzę, że wszystko rozumiem-stwierdziłem wstając. Spojrzałem na nią przez chwilę nic nie mówiąc. Kto by pomyślał, że za tak na pozór zwyczajną osobą (jeśli można powiedzieć tak o kimś kto mieszka w wieży którą widzą nieliczni), a skrywa za sobą taką historię rodziny-Teraz muszę iść-dodałem pomijając te wszystkie maniery. Nie widzę powodu aby dalej ich używać. Odwróciłem się i skierowałem do wyjścia jednak po raz kolejny zostałem zatrzymany.
-Subaru...-powiedziała dziewczyna. Spojrzałem na nią ponownie. Wyglądała na nieco speszoną. Podczas opowiadania historii wydawała się odważniejsza-Chodzi o to, że...Przyjdziesz tu jeszcze kiedyś?-spytała dość cicho. Po co miałbym tu przychodzić. Choć gdy tak się nad tym zastanowię...Nie każdy w odróżnieniu ode mnie lubi samotność, racja? Cóż, z chęcią bym się z nią wymienił. Nie musiałbym wtedy prowadzić codziennie tylu irytujących rozmów, a najzwyczajniej obserwować wszystko z ukrycia. Uśmiechnąłem się praktycznie niezauważalnie.
-Kiedyś na pewno-stwierdziłem. Następnie skierowałem się do wyjścia, a po przejściu przez wrota od razu do swojego domu. Wracając jak zawsze obserwowałem okolicę. Dokładnie cały teren poza...Kierunkiem w stronę którego zmierzałem. Nagle potrąciłem jakąś dziewczynę. Oczywiście szybko wbiłem w nią wzrok. Blada dziewczyna z okiem przysłoniętym opaską. Jej drugie oko było czerwone...Już po chwili znów z przekonaniem stwierdziłem, że to wampirzyca. Czemu dziś wciąż kogoś spotykam? O wiele bardziej wolę przebywanie samemu.
-Wybacz-powiedziałem pośpiesznie podając dziewczynie rękę. W końcu gdy ją potrąciłem upadła na ziemię. Może i się spieszę, ale choćbym chciał nie wyminę jej tak po prostu.
Shine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz