piątek, 19 grudnia 2014

Od Dhiren'a cd. Jenny

- Jesteś niesamowita! - zaśmiałem się. - Nie dość, że właśnie zostałaś napadnięta przez wampiry, wygrałaś bez żadnego uszczerbku i jeszcze chcesz się siłować, żeby coś sprawdzić?
- A co nie wolno mi? - spytała rzucając mi wyzywające spojrzenie i wkładając ręce do kieszeni.
- Jesteś niemożliwa... - widząc, że moja towarzyszka zamierza coś jeszcze powiedzieć dodałem prędko - Spoko mogę się z tobą siłować, ale może gdzie indziej, żeby uniknąć... tego widoku - chodziło mi oczywiście o nieżywego już wampira.
Dżej podeszła do niego nucąc jakąś melodię, przyjrzała się temu, który jeszcze wczoraj jak mówiła dziewczyna był zwyczajnym chłopakiem. Stanąłem obok dziewczyny i również spojrzałem na trupa. Był blady, jak chyba wszystkie wampiry i wpatrywał się w niebo pustymi oczami.
- Żal Ci go? - spytałem mnie odrywając wzroku od ciała chłopaka. Ona odpowiedziała szybko, ale głos jej jakby trochę drżał:
- Trochę... Głupio, że wpadł na wampiry, ale z drugiej strony był strasznie namolny i wkurzający.
- To może lepiej sobie pójdę? - zażartowałem udając, że odchodzę.
- Oj nie, tak łatwo się nie wymigasz blondasku - mówiąc to złapała mnie za ramię i przytrzymała. Szturchnąłem ją.
- Przecież żartuję, a tak wogólę to chyba były trzy minuty bez sarkazmu. Gratuluję! Oddała mi kuksańca w bok, śmiejąc się przy tym.
- Ty lepiej blondasku powiedz, gdzie chcesz się sprawdzić?
- Proponuję u mnie w domu.
- Mieszkasz w How? - spytała szczerze zdziwiona.
- No masz, trafi się jakiś normalny człowiek/wilkołak co mieszka w domu i od razu wielkie zdziwienie... - odpowiedziałem. - Tak mieszkam w How, ale w pewnej odległości od innych domów, a i mam współlokatorkę.
Uniosła oczy w geście niedowierzenia i spytała:
- Jak ma na imię ta nieszczęśliwa istota co musi spędzać z tobą tyle czasu?
- Victoria, a i może zaciekawi Cię to, że to jest moja młodsza siostra.
- Aha. - odpowiedziała z takim dziwnym wyrazem twarzy. - Ok, możemy tam iść.
Ruszyliśmy w kierunku How, zostawiając za sobą ciało nieżywego wampira. Nie rozmawialiśmy przez kilka minut i Dżej chyba czuła się nieswojo, bo spytała się po chwili, czy nie możemy tam po prostu pobiec w wilczych postaciach.
- Nie, nie możemy?
- A czemu?
- Bo ja jestem pół krwisty, nie mogę się przemienić. - powiedziałem, jakby to było oczywiste, ale z drugiej strony nie lubię o tym mówić.
- Jak to? Przecież wtedy byłeś wilkiem, a pełnia dawno się skończyła - chodziło jej o tą walkę z wampirami. No cóż, sam nie wiem.
- Nie mam pojęcia, mam chyba trochę wydłużony czas bycia wilkiem.
- Spoko, dobra możemy iść, ale stawiam warunek.
- Jaki? - spytałem ciekaw.
- Nie masz prawa się nie odzywać - powiedziała z przebiegłym uśmiechem, a ja pokręciłem z niedowierzenia głową.
*****
- Ten twój dom wygląda, jakby został wybudowany w XVII wieku... - Dżej dalej mówiła coś o starych stylach architektonicznych, ja wyciągnąłem kluczyki z kieszeni i otworzyłem drzwi do domu. Gestem zapraszając ją do środka, spytałem:
- Chcesz coś do picia?
- Poproszę wodę z cytryną, oczywiście jeśli masz...
- Jasne, zaraz wracam. Salon jest na wprost, rozgość się. - powiedziałem udając się do niedużej kuchni.
W całym domu dominował styl staroświecki, nie licząc kilku sprzętów elektronicznych i pracowni. Nalewając wody do dwóch szklanek, zauważyłem kartkę przyczepioną do tablicy. Napisane było na niej: " Wrócę około dwudziestej, liczę na ciepła kolację. Vickie ". Kręcąc z niedowierzeniem głową, zabrałem szklanki i udałem się do salonu. Dżej siedziała przy stole i przeglądała ostatnie szkice Victorii. Stawiając szklankę przed dziewczyną, spytałem:
- To dalej chcesz się sprawdzać, czy może jednak nie?

<Dżej?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz