czwartek, 11 grudnia 2014

Od Dhiren'a "Trochę z historii"

Biegłem nocą, w świetle księżyca, na północ. Obok mnie prędko przemykała moja siostra, w postaci wilczycy.Razem, tak jakby "uciekaliśmy" przed wydarzeniami ostatnich miesięcy.
***
Braliśmy udział w szkolnym projekcie, którego celem było poznanie przez uczniów otaczającego ich świata roślin i zwierząt, oprócz tego zwiedzaliśmy parki krajobrazowe i inne obszary będące pod ochroną. W kwestii tego, czy chciałem jechać, czy nie, nie miałem wiele do powiedzenia. Miałem czasem wrażenie, że rodzice robili wszystko, by pozbyć się nas z domu, ale mniejsza o to. Dni były bardzo podobne do siebie, urozmaicał je tylko wyjazd do parku, czy czegoś innego. Lubiłem zaszywać się w jakimś ustronnym miejscu, i rozmawiałem wtedy z siostrą, bądź rysowałem. Vickie i ja staraliśmy się unikać reszty, nie byliśmy osobami powszechnie lubianymi, ale też nie staraliśmy się nimi być. Obóz minąłby nam pewnie szybko, jak wszystkie inne, gdyby nie pewne wydarzenie.
Dzień przed końcem obozu, nasza grupa i dwie inne udały się na nocny spacer po górskim parku. Szedłem na końcu grupy, a Victoria dotrzymywała mi towarzystwa.Rozejrzałem się, w mroku coś się poruszyło. Zamyśliłem się.
- Zaraz wracam - powiedziałem do siostry, która pokiwała głową. Zauważyłem, że znów ma słuchawki w uszach. " Cała Vickie..." Podbiegłem do jednego z dwóch przewodników i spytałem:
- Czy w tych lasach są spotykane jakieś drapieżniki?
Spojrzał się na mnie z zawodem, pewnie już o tym mówił. Westchnął i odpowiedział po chwili:
- Tak są tu spotykane lisy, wilki i kilka mniejszych drapieżników. - i gdy już odchodziłem dodał: - Już o tym mówiłem.
- Dzięki. - ruszyłem z powrotem na koniec grupy. Vickie tam nie było. Znam ją, nie odeszłaby nic mi o tym nie mówiąc. Na pewno nie ma jej z przodu, bo bym ją zauważył, czyli została gdzieś z tyłu. Poszedłem w kierunku przeciwnym niż grupa. Po kilku minutach usłyszałem w mroku, po prawej stronie jakieś głosy, ruszyłem w tamtym kierunku, zbaczając z drogi. Dotarłem do w miarę pustej polany, na której środku znajdowało się kilka głazów. Pod jednym z nich stała Victoria, a otaczała ją trójka chłopaków. Oni nie byli z naszej grupy, byli starsi ode mnie co najmniej o rok. Jeden z nich, pewnie przywódca grupy, podszedł do dziewczyny i dotykając jej twarzy coś do niej szepnął. Wściekłem się, chciałem od razu tam pobiec, ale zaczekałem, bo w tym momencie Victoria uderzyła tamtego kolesia w twarz. Z jego nosa popłynęła krew, otarł ją i zmierzył Victorie nienawistnym wzrokiem. Złapał ją za rękę i wykręcił, a jej wyrwał się krzyk bólu. Wybiegłem zza drzew i szybko pobiegłem w stronę grupy. Jeden zorientował się, że nie mam dobrych zamiarów i zamachnął się na mnie ręką. Przykucnąłem i walnąłem go łokciem w brzuch. Dopadłem drugiego z pomocników, temu podciąłem nogi i walnąłem w twarz. Przywódca bandy zauważył mnie, pchnął dziewczynę na skałę i przyjął pozycję obronną. Byłem od niego niższy, ale zdecydowanie szybszy. Pierwszych ciosów unikał, następny zablokował i oddał. Blokując przeszedłem pod jego prawą ręką i i chwytając ją wykręciłem, a nogą kopnąłem go kilka razy w podstawę pleców. On zgiął się do przodu i przerzucił mnie przez plecy. Wylądowałem na nogach, usłyszałem ruch za plecami. Pozostał dwójka podniosła się i odcięła mi ewentualną drogę odwrotu. Zaczął się kolejny etap.
Traciłem przewagę z minuty na minutę, a Victoria wpatrywała się przerażona. Otrzymywałem kolejne uderzenia, aż któryś z nich wziął kamień i walnął mnie nim w tył głowy. Upadłem na kolana, oczy mi łzawiły, zdawałem sobie sprawę, że chcą to zakończyć. Wszystko było niewyraźne, ale jakoś udało mi się skoncentrować wzrok na Victorii. Zawiodłem ją, nie potrafiłem jej obronić, chciałem ją przeprosić. Przestałem odczuwać kolejne uderzenia.
Patrząc dalej na siostrę, zauważyłem, jak jej oczy rozszerzają się ze zdumienia. Poczułem, jak coś dodaje mi sił i zarazem wykrada kontrolę, nad tym co robię. Przestali mnie układać, rzuciłem się do przodu i chwyciłem kogoś za gardło, kłami...(?) Byłem wielkim, białym wilkiem. Próbowałem puścić gardło chłopaka, ale wtedy zauważyłem krew i poczułem się jakbym tonął, ogarnął mnie szał...
Puściłem gardło ofiary, kiedy przestała się w końcu ruszać, obejrzałem się. Pozostała dwójka uciekła, a pod skałą stała jakaś dziewczyna. Podszedłem do niej wolno z obnażonymi kłami. Czułem, że się boi, ale nie zaczęła uciekać z nieznanego mi powodu. Głupia... Kiedy byłem dwa metry od niej, wyciągnęła do mnie rękę i coś powiedziała, coś czego nie zrozumiałem. Przystanąłem, żeby posłuchać, co jeszcze powie. Po chwili zacząłem rozróżniać poszczególne słowa:
- Ren... To ja, Victoria,... musisz nad tym zapanować... proszę.... Ren...
Te imiona coś mi mówiły... I wtedy wszystko sobie przypomniałem. Szok wywołany tym co zrobiłem i czym jestem przytłoczyły mnie. Skuliłem się próbując schować się przed tym wszystkim...
Ktoś pogłaskał mnie po głowie, Victoria podeszła i mówiła coś uspokajająco. Nie wiem, jak z powrotem stałem się człowiekiem. Victoria chciała, żebym się ukrył, ale wiedziałem, że muszę uciekać. Pożegnałem się z siostrą i uciekłem stamtąd. Bardzo bolało mnie to, że musiałem ją zostawić.
Jednak dwie noce później natknąłem się na wilka, a raczej wilczycę, którą była Vickie.
***
Kilka miesięcy później, czuję się szczęśliwy, móc spędzać czas z moją siostrzyczką. Wędrowaliśmy, szukając miejsca dla takich odmieńców, jakimi my jesteśmy.

<Victoria?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz