Rano nie miałam na nic ochoty.Zniesmaczyła mnie wczorajsza rozmowa z przywódcą klanu.Zastanawiało mnie czy ta wrogość pomiędzy nami wynika tylko i wyłącznie z moich,,wpadek",które oczywiście moje nie są,czy też mają na to wpływ inne czynniki.Może stwierdził,że za dużo wiem?W sumie nie byłoby to błędnym podejrzeniem ,bo wiem o nim nie mało. Więc jeśli ktoś jest w posiadaniu informacji zdolnych zszargać jego delikatną reputację to właśnie ja.Zaklęłam na tyle głośno by wylegujący się jeszcze Hayato przerwał swe przemyślenia i usiadł.
-Co znowu?-spytał.
-Nic...
-No przecież widzę,że coś-chłopak spuścił nogi na podłogę-Widziałem cię wczoraj w Ino.
Poderwałam głowę.Hayato uśmiechnął się ze zrozumieniem.
-Spokojnie,nikomu nie powiem.I mnie się zdarza.
Rzuciłam mu pytające spojrzenie.
-Wiem jak oni smakują...-zesztywniałam dostrzegając,że mój rozmówca się myli-Ludzie są pyszni...
-Nie,nie,nie,nie.-zaoponowałam machając rękami,a jednocześnie się nimi zasłaniając-Ja nie miewam..ataków.
Tym razem to on zesztywniał,ale jako,że spał na dole piętrowego łóżka,przydzwonił.
-O.-pomasował się po głowie-W takim razie wybacz...zapomniałem.
-Nie szkodzi-odparłam zwykłym sobie beznamiętnym głosem-Ale przez przypadek przyznałeś się do polowania na ludzi.
Hayato spuścił głowę niczym zbity pies.
-Ale nie powiesz mu,prawda?
Splotłam ręce,oparłam się o ścianę.
-Nie-odparłam po chwili.
Chłopak głośno wypuścił powietrze,wstał.
-Ale-dodałam,Hay spojrzał na mnie przerażony-Nie myśl ,że to pochwalam.Jeśli znowu coś takiego zrobisz to nie z szefunciem będziesz miał kłopoty.
Szybko pokiwał głową i pośpiesznie wyszedł z pokoju.
No i zostałam sama.Giheiego powiodło za siedem gór i rzek,a Rika i Keiko poszły się włóczyć.Usłyszałam pukanie,ale nie takie jakby ktoś pukał do drzwi.Drewno ma inne brzmienie.To było bardziej głuche,przytłumione.Spojrzałam w stronę okna.Za oknem siedział przykucnięty chłopak.Rozpoznałam w nim posłańca od przywódcy.Podeszłam do okna i mu je otworzyłam.Bez słowa wślizgnął się do środka.
-Zmienił zdanie?-spytałam.
-Nie-odparł sztywno ,patrząc mi prosto w oczy.
-Więc jakie wieści?-powiedziałam ukrywając lewą rękę za ciałem.
Przez chwilę milczał.
-Jesteś aresztowana.
-Naprawdę?-udałam zdziwienie-Cóż to ja nieszczęsna znowu zrobiłam?
-Nie wiem,ale szef twierdzi ,że ma dowody twojej winy.
Skrzywiłam się.Cofnęłam pare kroków,ten postąpił na przód.Kilka razy okrążyliśmy pokój,aż to ja stanęłam pod oknem.Chyba się domyślił co zamierzam bo postąpił krok do przodu.Uśmiechnęłam się porozumiewawczo po czym wyskoczyłam przez okno.
Po godzinie stałam już przed domkiem starszej pani położonym na terytorium wilkołaków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz