niedziela, 18 stycznia 2015

Profil Kat!

Imię: Kate (Kat)
Nazwisko: Kitsune
Wiek: 17 lat
Płeć: Kobieta
Partner: brak
Rasa: Wilkołak
Klan: Bri
Charakter: sprytna i odważna dziewczyna, nieźle radzi sobie w walce, potrafi walczyć prawie wszystkim (wliczając w to kij od miotły) czasem bywa dość chamska, jednak stara się unikać tłumów. Średnio obchodzi ją ta cała wojna między wilkołakami i wampirami, w zasadzie wiele rzeczy ją średnio obchodzi, jest typem aspołecznym i woli towarzystwo zwierząt niż ludzi, wilkołaków czy wampirów, więc często przebywa w swojej wilczej postaci. Zazwyczaj jest szczera do bólu, nie stroni od bójek i różnego rodzaju zakładów. Lubi sobie posiedzieć w kącie, po podsłuchiwać, posłuchać dobrej muzyki, albo coś nabazgrolić. Nie szuka kłopotów, po prostu one ją znajdują
Rodzina: daleko i niech tak zostanie
Pochodzenie: Czysta krew
Wygląd po przemianie:
Wygląd:

sobota, 27 grudnia 2014

od Triss

Rano nie miałam na nic ochoty.Zniesmaczyła mnie wczorajsza rozmowa z przywódcą klanu.Zastanawiało mnie czy ta wrogość pomiędzy nami wynika tylko i wyłącznie z moich,,wpadek",które oczywiście moje nie są,czy też mają na to wpływ inne czynniki.Może stwierdził,że za dużo wiem?W sumie nie byłoby to błędnym podejrzeniem ,bo wiem o nim nie mało. Więc jeśli ktoś jest w posiadaniu informacji zdolnych zszargać jego delikatną reputację to właśnie ja.Zaklęłam na tyle głośno by wylegujący się jeszcze Hayato przerwał swe przemyślenia i usiadł.
-Co znowu?-spytał.
-Nic...
-No przecież widzę,że coś-chłopak spuścił nogi na podłogę-Widziałem cię wczoraj w Ino.
Poderwałam głowę.Hayato uśmiechnął się ze zrozumieniem.
-Spokojnie,nikomu nie powiem.I mnie się zdarza.
Rzuciłam mu pytające spojrzenie.
-Wiem jak oni smakują...-zesztywniałam dostrzegając,że mój rozmówca się myli-Ludzie są pyszni...
-Nie,nie,nie,nie.-zaoponowałam machając rękami,a jednocześnie się nimi zasłaniając-Ja nie miewam..ataków.
Tym razem to on zesztywniał,ale jako,że spał na dole piętrowego łóżka,przydzwonił.
-O.-pomasował się po głowie-W takim razie wybacz...zapomniałem.
-Nie szkodzi-odparłam zwykłym sobie beznamiętnym głosem-Ale przez przypadek przyznałeś się do polowania na ludzi.
Hayato spuścił głowę niczym zbity pies.
-Ale nie powiesz mu,prawda?
Splotłam ręce,oparłam się  o ścianę.
-Nie-odparłam po chwili.
Chłopak głośno wypuścił powietrze,wstał.
-Ale-dodałam,Hay spojrzał na mnie przerażony-Nie myśl ,że to pochwalam.Jeśli znowu coś takiego zrobisz to nie z szefunciem będziesz miał kłopoty.
Szybko pokiwał głową i pośpiesznie wyszedł z pokoju.
 No i zostałam sama.Giheiego powiodło za siedem gór i rzek,a Rika i Keiko poszły się włóczyć.Usłyszałam pukanie,ale nie takie jakby ktoś pukał do drzwi.Drewno ma inne brzmienie.To było bardziej głuche,przytłumione.Spojrzałam w stronę okna.Za oknem siedział przykucnięty chłopak.Rozpoznałam w nim posłańca od przywódcy.Podeszłam do okna i mu je otworzyłam.Bez słowa wślizgnął się do środka.
-Zmienił zdanie?-spytałam.
-Nie-odparł sztywno ,patrząc mi prosto w oczy.
-Więc jakie wieści?-powiedziałam ukrywając lewą rękę za ciałem.
Przez chwilę milczał.
-Jesteś aresztowana.
-Naprawdę?-udałam zdziwienie-Cóż to ja nieszczęsna znowu zrobiłam?
-Nie wiem,ale szef twierdzi ,że ma dowody twojej winy.
Skrzywiłam się.Cofnęłam pare kroków,ten postąpił na przód.Kilka razy okrążyliśmy pokój,aż to ja stanęłam pod oknem.Chyba się domyślił co zamierzam bo postąpił krok do przodu.Uśmiechnęłam się porozumiewawczo po czym wyskoczyłam przez okno.

Po godzinie stałam już przed domkiem starszej pani położonym na terytorium wilkołaków.


sobota, 20 grudnia 2014

Od Jenny CD Dihren'a

- Pfffft, jasne, że tak. - powiedziałam, odsuwając szklankę od ust. Ren się uśmiechnął a ja pociągnęłam jeszcze łyk wody. Ren tymczasem przytargał z innego pokoju taboret, przysunął go do drugiej strony stołu i usiadł na nim. Wyciągnął rękę i poruszył niespokojnie palcami. Odstawiłam szklankę na bok i również usadowiłam się wygodniej. Złapałam go mocno za rękę i uśmiechnęłam się półgębkiem.
- Na trzy. - powiedział Ren. Kiwnęłam głową więc zaczął odliczać. Na "trzy" zacisnął szczękę i uścisk. Uśmiechnęłam się tylko szeroko i w zasadzie nie zbyt mocno trzymałam go za rękę. Nie wiedziałam, czemu się tak spina, bo nie czułam zbytniego oporu. Chłopak jednak widocznie się męczył. Już zaczęłam przechylać jego rękę na dół, kiedy usłyszałam trzask drzwi. A więc pewnie jego siostra. Wykorzystałam chwilę nieuwagi Rena i mocniej przycisnęłam mu rękę. Nadal jednak nie leżała całkiem, bo chłopak się zorientował.
- Jestem! - usłyszeliśmy głos z korytarza. Zaryzykowałam spojrzenie w oczy Rena i ze zdumieniem zobaczyłam iskierki ognia, jakby go strasznie irytowała moja przewaga. Siostra Rena weszła do salonu i stanęła wryta. Ren niespokojnie i lekko zagniewany spojrzał na nią i wtedy poległ. Zaśmiałam się i chłopak wstał. Był spięty.
- Cześć Vickie. - burknął. Spojrzałam na dziewczynę, nazwaną Vickie i starałam się powstrzymać wybuch śmiechu. Ona spojrzała na mnie niepewnie i pytająco.
- Cześć Ren. Kim jest twój nowy znajomy? - zapytała, wracając do żywych i podążając za bratem do kuchni. Spojrzałam na nią jeszcze bardziej rozbawiona i zdumiona. Znajomy?! Nie wiedziałam, że wyglądam aż tak chłopięco. Może wzięła mnie za geja?! Ren ryknął śmiechem.
- Znajomy? Vickie, przedstawiam ci Jennę, moją nową znajomą i również wilkołaczkę. Jest w porządku, nie musisz się jej obawiać. - przedstawił mnie Ren ale zaraz się poprawił. - Znaczy, nie musisz póki jej nie wkurzysz. - Tym razem Victoria sie zaśmiała.
- A więc mój waleczny brat przegrał na rękę z dziewczyną? O rany, ale przypał. - Wrócili z kuchni i usiedli koło mnie.
- Jest kolacja? - zapytała Victoria.
- Nie , nie zdążyłem zrobić. Ale może zrobimy razem? - zaproponował Ren. Wiedziałam, że próbuje uciec od tego, co się przed chwilą stało, ale myślę, że przewidział iż nie daruję  mu tego tak łatwo.
- Mhm, ale ostrzegam. Ja nie mam pojęcia co, mogę kroić i inne takie ale wy się zajmujecie aranżacją bo kompletnie nie mam pojęcia o gotowaniu. Rzadko jadam jako człowiek. - wyjaśniłam na wstępie, kiedy kierowaliśmy się do kuchni.
<Wy? Co gotujemy? :D >

piątek, 19 grudnia 2014

Od Dhiren'a cd. Jenny

- Jesteś niesamowita! - zaśmiałem się. - Nie dość, że właśnie zostałaś napadnięta przez wampiry, wygrałaś bez żadnego uszczerbku i jeszcze chcesz się siłować, żeby coś sprawdzić?
- A co nie wolno mi? - spytała rzucając mi wyzywające spojrzenie i wkładając ręce do kieszeni.
- Jesteś niemożliwa... - widząc, że moja towarzyszka zamierza coś jeszcze powiedzieć dodałem prędko - Spoko mogę się z tobą siłować, ale może gdzie indziej, żeby uniknąć... tego widoku - chodziło mi oczywiście o nieżywego już wampira.
Dżej podeszła do niego nucąc jakąś melodię, przyjrzała się temu, który jeszcze wczoraj jak mówiła dziewczyna był zwyczajnym chłopakiem. Stanąłem obok dziewczyny i również spojrzałem na trupa. Był blady, jak chyba wszystkie wampiry i wpatrywał się w niebo pustymi oczami.
- Żal Ci go? - spytałem mnie odrywając wzroku od ciała chłopaka. Ona odpowiedziała szybko, ale głos jej jakby trochę drżał:
- Trochę... Głupio, że wpadł na wampiry, ale z drugiej strony był strasznie namolny i wkurzający.
- To może lepiej sobie pójdę? - zażartowałem udając, że odchodzę.
- Oj nie, tak łatwo się nie wymigasz blondasku - mówiąc to złapała mnie za ramię i przytrzymała. Szturchnąłem ją.
- Przecież żartuję, a tak wogólę to chyba były trzy minuty bez sarkazmu. Gratuluję! Oddała mi kuksańca w bok, śmiejąc się przy tym.
- Ty lepiej blondasku powiedz, gdzie chcesz się sprawdzić?
- Proponuję u mnie w domu.
- Mieszkasz w How? - spytała szczerze zdziwiona.
- No masz, trafi się jakiś normalny człowiek/wilkołak co mieszka w domu i od razu wielkie zdziwienie... - odpowiedziałem. - Tak mieszkam w How, ale w pewnej odległości od innych domów, a i mam współlokatorkę.
Uniosła oczy w geście niedowierzenia i spytała:
- Jak ma na imię ta nieszczęśliwa istota co musi spędzać z tobą tyle czasu?
- Victoria, a i może zaciekawi Cię to, że to jest moja młodsza siostra.
- Aha. - odpowiedziała z takim dziwnym wyrazem twarzy. - Ok, możemy tam iść.
Ruszyliśmy w kierunku How, zostawiając za sobą ciało nieżywego wampira. Nie rozmawialiśmy przez kilka minut i Dżej chyba czuła się nieswojo, bo spytała się po chwili, czy nie możemy tam po prostu pobiec w wilczych postaciach.
- Nie, nie możemy?
- A czemu?
- Bo ja jestem pół krwisty, nie mogę się przemienić. - powiedziałem, jakby to było oczywiste, ale z drugiej strony nie lubię o tym mówić.
- Jak to? Przecież wtedy byłeś wilkiem, a pełnia dawno się skończyła - chodziło jej o tą walkę z wampirami. No cóż, sam nie wiem.
- Nie mam pojęcia, mam chyba trochę wydłużony czas bycia wilkiem.
- Spoko, dobra możemy iść, ale stawiam warunek.
- Jaki? - spytałem ciekaw.
- Nie masz prawa się nie odzywać - powiedziała z przebiegłym uśmiechem, a ja pokręciłem z niedowierzenia głową.
*****
- Ten twój dom wygląda, jakby został wybudowany w XVII wieku... - Dżej dalej mówiła coś o starych stylach architektonicznych, ja wyciągnąłem kluczyki z kieszeni i otworzyłem drzwi do domu. Gestem zapraszając ją do środka, spytałem:
- Chcesz coś do picia?
- Poproszę wodę z cytryną, oczywiście jeśli masz...
- Jasne, zaraz wracam. Salon jest na wprost, rozgość się. - powiedziałem udając się do niedużej kuchni.
W całym domu dominował styl staroświecki, nie licząc kilku sprzętów elektronicznych i pracowni. Nalewając wody do dwóch szklanek, zauważyłem kartkę przyczepioną do tablicy. Napisane było na niej: " Wrócę około dwudziestej, liczę na ciepła kolację. Vickie ". Kręcąc z niedowierzeniem głową, zabrałem szklanki i udałem się do salonu. Dżej siedziała przy stole i przeglądała ostatnie szkice Victorii. Stawiając szklankę przed dziewczyną, spytałem:
- To dalej chcesz się sprawdzać, czy może jednak nie?

<Dżej?>

niedziela, 14 grudnia 2014

od Triss :Życie to nie bajka

Wsadziłam ręce do kieszeni pogwizdując.Sheeren chyba i bez tego czuła się niepewnie,ale miałam dobre chęci.Choć jak to mówią,,dobrymi chęciami piekło wybrukowane".Melodia była wesoła co chyba dodatkowo zmieszało moją towarzyszkę.Zaprzestałam więc tego szkodliwego procederu.
-A w ogóle-zaczęłam-to dokąd się wybierasz?
-Do biblioteki...w poszukiwaniu wiedzy.
-U ludzi?!-parsknęłam-Żartujesz,tak-odparła po chwili.
-W takim razie naczytam się bzdur-wzruszyła obojętnie ramionami.
Zdawała się być już nieco bardziej odprężona co mnie ucieszyło bo choć nie znoszę śmiałych,pyskujących małolatów to jednak wolę gdy mój rozmówca myśli o rozmowie,a nie o tym czy  wypruję mu te flaki czy nie.
-A ty?-spytała.
Zamyśliłam się.Ino było mi nawet po drodze bo dziś rano Rika zapraszała mnie na zakupy żebym jej doradziła.Oponowałam zasłaniając się argumentem,że nie znam się na kompozycji i w ogóle na odzieży i modzie.Ostatecznie zgodziłam się dołączyć do niej nieco później,ale niczego nie obiecywałam.
-Posiedzę z tobą,komedii się naczytam,a potem będę zmuszona cię opuścić bo kompanii zebrało się na zakupy.
Zamilkła na chwilę.Chyba coś usłyszała,ja zresztą też.Wyjrzałyśmy spośród drzew i dostrzegłyśmy dwójkę ludzi,chyba wilkołaków i leżącego na ziemi wampira.
Wilkołaczka zmierzyła mnie uważnie wzrokiem,wskazała na wampira.Na moje usta powróciła owa często nucona wesoła melodia.Spojrzenie dziewczyny wyzbyło się całkowicie strachu i niepewności.
-To przecież jeden z twoich!-omal nie krzyknęła.
Urwałam,moja brew powędrowała ku górze.
-Masz rację-powiedziałam niewzruszonym głosem-ale dla niego już za późno. Nie starczy czasu by go przenieść wiec najlepsze co mogę zrobić to poderżnąć mu gardło,ale jako,że nie mam noży mogę dobić go w inny sposób.Cz takie rozwiązanie ci pasuje?
Dziewczyna lekko się zmieszała,nic nie odpowiedziałam

-Dziękuję.
Sheeren odebrała książkę od bibliotekarki i ruszyła w stronę czytelni.Ja miałam już w ręce książkę pod tytułem ,,Kołek drewniany".Z opisu wywniąskowałam,że jest to pism dawnych mieszkańców tej okolicy.Był to taki zlepek dawnych historii.
 Usiadłyśmy na przeciwko siebie,nikogo nie było.
 Znalazłam tam równie dużo prawdy co bredni.Co do kilku rzeczy tutejsi mieli rację,ale też w wielu zupełnie się mylili.
 Podniosłam wzrok znad ,,Kołka drewnianego" i spojrzałam na książkę Sheeren.Okładka była do tego stopnia zniszczona,że nie byłam w stanie odczytać tytułu.Gdy byłyśmy jeszcze przy półkach napomknęła coś o teorii,że wampiry i wilkołaki są sobie wrogie.

 Szłyśmy chodnikiem przy ruchliwej ulicy.Sheeren trzymała w ręce te starą książkę, którą w bibliotece.Nie pojmowałam po kiego jej to,ale nie zadawałam pytań.Miałam całkiem niezły nastrój ,który dość szybko zepsuł mi widok zbliżającego się z naprzeciwka wampira.Zwolniłam tak by wilkołaczka mnie wyprzedziła.Obejrzała się na chwilę,rzuciła pytające spojrzenie,lekko majchnęłam ręką dając jej sygnał by się nie oglądała.Zliżyłam się do ściany budynku po mojej prawej,wysunęłam nieznacznie dłoń.Chłopak przemknął pomiędzy mną a ścianą wciskając mi w rękę kopertę.Gdy zniknął za zakrętem przyśpieszyłam doganiając Sheeren.
-Kto to był?-spytała oglądając się za siebie.
-Wampir-odburknęłam zerkając na kopertę.
-Tyle to sama zdołałam wywniąskować,ale o co chodziło?Co to za koperta?
Zmroziłam ją nieprzychylnym wzrokiem.Zrozumiała najwyraźniej,że to drażliwy temat i zamilkła.Zmarszczyłąm brwi.List od przywódcy nigdy nie oznaczał nic dobrego.Czy choć raz mógłby powiedzieć lub napisać o mnie cos miłego?Nie mówię,że ma mnie zaraz chwalić,ale niech chociaż raz zaprosi mnie bo się stęsknił.
 Tak właściwie to może to nie jest kolejne wezwanie?Może zwykły komunikat?Podsumowanie?Zlecenie?,,Nie"pomyślałam.Pocztą robi tylko jedno-wzywa mnie na przesłuchanie.
 Westchnęłam mimowolnie.
-Sheeren?
-Tak?
-Mogłabyś coś dla mnie zrobić?
Wytrzeszczyła na oczy.Wcale nie dziwne jakiś wampir prosi cię o pomoc.
-To...z-zależy-zająknęła się.
-To nic złego-mruknęłam-po prostu ktoś musi powiedzieć Rice,że dziś nie przyjdę-zerknęłam ukradkiem na dziwczyne-Jest w jakimś dużym sklepie odzieżowym na drugim piętrze galerii.
Sheeren przez chwilę nic nie mówiła.
-T-to jest wampir tak?-zawahała się.
-Półkrwi-mruknęłam-Ruda,trudno nie zauważyć.

W pokoju było ciemno.Jedynym źródłem światła była lampa naftowa stojąca na drewnianym stole.Jej blask odbijał się w ciemnoczerwonych oczach przywódcy klanu Odish.Nie dało się niezauważyć kilku cienkich blizn na szczęce i jednej grubszej szramy,której większa część znajdowała się na czole,a reszta opadała na noc i zsuwała się na bok w okoliceprawego oka.Nie można tego było teraz zauważyć,ale wiem,że cała blizna ma kształt zbliżony do księżyca w pierwszej kwadzre lub innymi słowy sierpa.
 Jak zwykle zmierzył mnie nieprzychylnym wzrokiem gdy usiadłam na ławce przy stole.
-Chyba nie musze mówić,że się na tobie zawiodłem-powiedział patrząc mi prosto w oczy.
-A ja chyba nie musze mówić,że nic nie zrobiłam.
Pokręcił z rezygnacją głową.Połżył na stole gazety.Ewidentnie wilkołacze.
-Coraz gorsze są te twoje wybryki.
Głośno wypuściłam powietrze,ręce powędrowały ku niebu w geście bezsilności.
-Dobrze,więc co tym razem zrobiłam?
Wskazał mi czarno-białe zdjęcie zmasakrowanego ciała.Człowiek ten nie miało lewej połowy twarzy,prawej ręki,obu nóg od kolana w dół.Brzuch był rozcięty.Rana zaczytała się od krtani,a kończyła pod pępkiem.Obok leżało kilka narządów.Zdaje się wątroba i jelito cienkie...możliwe,że też żołądek z roz...waloną po trawie zawartością.
Wstrzymałam się od głośnego przekleństwa jednocześnie tłumiąc odruch wymiotny.
-Teraz...za całym szacunkiem...Pan przesadził.
-Udowodnij-odparł nienaturalnie spokojnym głosem-Nie powiesz mi chyba,że nie był twój ostatni cel.
Wzruszyłam ramionami.
-Kłamać ci nie zamierzam.Ale przyjrzyjmy się sprawie z bliska-zrobiłam pauzę i wstałam,zaczęłam krążyć po pokoju-Nie miałam motywów.Rozgłos byłby na moją niekorzyść.Co więcej po co mi ludzkie kończyny?Mam swoje.
 Wampir krzywił się.
-Może ktoś zapłacił więcej.
Ręce znów powędrowały ku niebu.
-Czy już na prawdę nikt nie wierzy w moją moralność?!Jest nawet taka piosenka...chwila...,,Knajpa morderców"?A nie,nie to zły przykład-zawahałam się-Ja tylko podrzynam-odparłam już spokojniej-Jeśli tylko się da ograniczam się do przecięcia tętnicy.Masakruje podczas ewentualnej walki,a nawet wtedy nie wyciągam wnętrzności...-urwałam,wpadła mi do głowy pewna myśl-...ale chyba wiem kto by się do tego zniżył...Pamiętasz jeszcze te dziewczynę znad rzeki?
 Pokręcił znacząco głową.
-Od dwóch lat wącha kwiatki od spodu-odparł.
Zapadła głęboka cisza.Miałam  ochotę spytać co zamierza ze mną zrobić.Nigdy mi nie wierzył.NIe dziwię mu się,tylko moje ofiary tak kończą.Zostawiam je z poderżniętym gardłem,a niedługo potem jest afera.Co mam robić?Odprowadzać ciała do domu?
-Odejdź już-powiedział wzdychając-Zawieszam cię.Twoje występki grożą zakłuceniem chwilowego spokoju na granicy.

Do mieszkania weszłam oknem.Zrezygnowana i niedowierzające swemu pechowi i nieszczęściu.Czemu właśnie mnie uczepiło się to draństwo?!Aj było zostać w Maru i uczyć się jogi.







sobota, 13 grudnia 2014

Od Sheeren : Herbatka z wampirem

Siedziałam na parapecie w swoim pokoju ,w milczeniu spoglądając na przepływające przez niebo chmury. Moją głowę zaprzątała tylko jedna myśl - spotkanie tajemniczego półkrwi wilkołaka podczas zeszłej nocy. Zastanawiając się tak nie usłyszałam pukania w drzwi.Po chwili w pokoju stanęła moja matka.
- Kochanie wybieram się do miasta -zaczęła - chcesz jechać ze mną ?
- Nie dziękuję -odparłam. -Przejdę się po okolicy czy coś.
- Może jednak. Spędziłybyśmy razem trochę czasu...
- Na razie jestem zajęta...kiedy indziej dobrze ?
- No dobrze. -powiedziała z rezygnacją i ruszyła schodami w dół.
Niedługo potem sama wyszłam z domu. Spacerowałam leśną drogą z cichą nadzieją ,że może spotkam Dhiren 'a. Niestety nie natknęłam się na ani jedną żywą duszę w postaci człowieka czy wilkołaka. Moim oczom ukazały się jedynie dwie sarny ,królik i kilka wron.
Idąc tak w pewnym momencie podniosłam wzrok znad ziemi.Przed moimi oczami stała mała chatka ,z komina unosił się dym. Przypomniała mi się wtedy bajka o złej czarownicy ,której domek wykonany był z piernika.Na szczęście ten wyglądał w miarę normalnie. Ściany były pokryte kamieniem ,drzwi zrobione z drewna ,z którego schodziła brązowa farba ,kilka małych okienek ,w których widoczne były białe firanki.
Nie wiem co mnie tchnęło.Po prostu bez zastanowienia weszłam do środka.
- Halo ? -spytałam otwierając drzwi.
Przywitał mnie zapach świeżego ciasta i dźwięk wesoło trzaskającego ognia w kominku. Ujrzałam mały salonik ,w którym stały dwa fotele i mały stolik ,obok znajdowało się wejście do kuchni. Po prawej stronie znajdowały się strome ,drewniane schody. Lewa ściana była usłana różnymi czarno-białymi fotografiami.
Nagle przed moimi oczami pojawiła się kobieta w podeszłym wieku ,z serdecznym uśmiechem na twarzy. Stłumiłam krzyk ,poczułam jak bicie mojego serca przyśpiesza.
- Nie bój się ,moje dziecko -powiedziała.
- Oh..eh...dzień dobry -wydukałam rumieniąc się z zakłopotania.
- Dzień dobry.Może usiądziesz ? Zaparzyłam świeżą herbatę.Nawet ciasto jest już gotowe.
Usiadłam na jednym z foteli.Kilka chwil później dołączyła do mniekobieta ,podając mi kubek herbaty.
- Co cię do mnie sprowadza ? -spytała.
- Ja..tak po prostu przechodziłam tędy i...weszłam...ale nie chciałam pani zakłócać spokoju.
- Jestem rada ,że mnie odwiedziłaś.Nie często miewam gości. -kobieta uśmiechnęła się. - Jak masz na imię ,drogie dziecko ?
- Sheeren -odparłam.
- A więc Sheeren ,zakładam ,że należysz do klanu Bris. Zgadłam ?
Tym zdaniem zostałam zbita z tropu.Skąd ona wiedziała ,że jestem wilkołakiem ?
- No...tak ,ale skąd...
- Ja również. -usłyszałam.
- Pani też jest...wilkołakiem ?
- Oczywiście. Swój swojego pozna. -powiedziała pijąc łyk herbaty.
Uśmiechnęłam się. Nareszcie znalazła się osoba ,która mogłaby mi mniej więcej wyjaśnić wszystko na temat wilkołaków i wampirów ,bo tak się składa ,że w tym zakresie moja wiedza jest dość ograniczona.
- Walczyła pani kiedyś z wampirem ?-wyrwało mi się.Od razu tego pożałowałam. Mina kobiety zrzedła.
- Oh, i to nie raz ,Sheeren...Kiedyś dawno temu te dwie rasy ,wampiry i wilkołaki ,mogły razem żyć w zgodzie wśród ludzi i innych takich tam ras,których w dzisiejszych czasach już nie spotkasz...W pewnym momencie jednak zaczęły się spory ,kłótnie ,aż doszło do wielkiej wojny...Straty poniosły obie rasy ,a nawet i rasa ludzka...,a potem to już tylko wrogie nastawienie wampirów do wilkołaków i na odwrót. No i wszystko toczy się aż do dziś...Oh ,czy aby cię nie nudzę ?
- Oczywiście ,że nie -odparłam.-Niech pani mówi dalej.
- A więc na czym to ja skończyłam ? Ah no więc ,do dziś istnieją nawet różne legendy i w ogóle...
A teraz to ludzie poubzdurali sobie ,że wilkołaki to krwiożercze mutanty chowające się po lasach  ,a wampiry to zmutowani ludzie ,którzy zaraz po wyjściu na światło słoneczne zamieniają sie w popiół. Co za brednie -obruszyła się.
- A więc...-nie dokończyłam ,gdyż moją uwagę przykuł dziwny dźwięk ,jakby ktoś mieszał cukier w kubku z herbatą. Powodłam za wzrokiem kobiety ,odwracając się. Moim oczom ukazała się wampirzyca opierająca się o ścianę popijając prawdopodobnie herbatę. Znałam ją.
- Nie przeszkadzajcie sobie -powiedziała.
Wzdrygnęłam się. Po plecach przeszły mi ciarki.
Kobieta wstała wyszła i ruszyła w stronę kuchni.Chwilę później wróciła z krzesłem.
- Nie godzi się ,aby gość pił herbatę stojąc. Siadaj moja droga. -powiedziała.
Wampirzyca z pewnym ociąganiem usiadła spoglądając to na mnie to na kobietę.
Zanim kobieta zdążyła zadać pytanie ,usłyszała już odpowiedź.
- Jestem Triss.
- Witaj Triss. Miło mi cię gościć.Może zjesz kawałek ciasta ?
- Z chęcią.
- A ty Sheeren ?
- Ja ...Również poproszę.
Podczas gdy gospodyni poszła po ciasto ja próbowałam się otrząsnąć.Czy ta kobieta nie wiedziała ,że gościła u siebie wampira ?
- A więc Sheeren ,tak ? -dobiegło mnie pytanie Triss.
- Od kiedy wampiry mogą przekraczać granicę i wchodzić na terytorium wilkołaków ? -spytałam.
- Tak dokładnie to...od teraz.
W tym samym momencie kobieta przyniosła ciasto.Wampirzyca szybko uporała się ze swoim kawałkiem.
Spojrzałam na zegarek. Aż tyle spędziłam tu czasu ?!
- Przepraszam -powiedziałam - Niestety muszę już iść.
- No cóż ,przyjdź jeszcze kiedyś.
- W sumie ta już też zacznę się zbierać -powiedziała Triss.
Kobieta uśmiechnęła się na pożegnanie.
- Do zobaczenia ! -powiedziała.
Wyszłam z domku w towarzystwie wampira ,który jak na razie nie miał zamiarów mnie rozszarpać! Czy to normalne ?
- No cóż ...idę do miasta Ino. Zapewne to dla ciebie nie po drodze więc...do zobaczenia. -powiedziałam.
- Chcesz się mnie pozbyć ?
- Myśl ,że w każdej chwili możesz mnie zabić nie napawa mnie entuzjazmem -odparłam.
- Noże zostały w stroju służbowym. -usłyszałam wyjaśnienie.
Westchnęłam i ruszyłam przed siebie do miasta ludzi ,w towarzystwie wampira.

Triss ?



Od Jenny CD Dhiren'a: Mieszanka wybuchowa

Zmierzyłam go wzrokiem. Swoim?, pomyślałam. Czyli wilkołak. Ale... nowy musi być, nie rozpoznałam ani zapachu ani wyglądu.
- Zwykle radzę sobie sama. - odpowiedziałam, patrząc zacięcie w bok. Nie to, że chciałam mu pokazać, że niby go nie widzę. Nie o to chodziło. Ja... nigdy nie patrzę ludziom w oczy. Tak, dla zasady. Nawyk.
- Ja bym sobie z nimi sam nie poradził, a co dopiero ty. - prychnął. Zacisnęłam pięści.
- Aha, pan idealny co? Uważasz, że powinnam cię teraz wielbić? - syknęłam.
- Hm, nie. Ale uważam, że potrzebna ci była pomoc, mała. - zauważył chłopak. Natychmiast na niego spojrzałam.
- Nie używaj przy mnie tego słowa. - warknęłam, że tak powiem.
- Ołołołołoł, dobra. Wyluzuj trochę... - Podniósł ręce do góry w geście niewinności. Prychnęłam. Odsunęłam się trochę.
- Nie... Sorry, jestem wkurzona. Ten chłopak... - Niedbale wskazałam na ciało obok drzewa. Mój towarzysz spojrzał w tamtą stronę.
- Yyyyyy... to był twój facet? - zapytał trochę zdziwiony i zniesmaczony. Parsknęłam śmiechem.
- Co? Nie! Wczoraj był zwykłym dzieciakiem, człowiekiem. I poznaliśmy się w parku a wieczorem... Zmienił się. - wytłumaczyłam. Przetarłam oczy i spojrzałam na chłopaka. - W ogóle... jak masz na imię? Wypadałoby ci podziękować ale nie lubię dziękować ludziom, których nawet imion nie znam.
- Dhiren. - powiedział z uśmiechem. - Ale mów mi Ren. - dodał szybko, widząc mój leciutko podły uśmiech.
- Jenna. Chociaż wole Dżej. - Uścisnęłam mu rękę. - No, to dzięki za pomoc, Ren. - Wydawał się ok. No i naprawdę dobrze walczył. Fajnie, że jest nas więcej i sobie pomagamy. No dobra. Nie chciałam pomocy ale w zasadzie... Nigdy nie powinno się walczyć jak się jest wkurzonym. Źle wtedy celujesz i popełniasz wiele błędów. Jesteś spięty i nie masz zwinności. Nieważne.
- Do którego klanu należysz? - zapytał. Ocknęłam się.
- Co? A, do Urb. Za to ty, blondasku? Niech zgadnę... Bris. - zażartowałam. Spojrzał na mnie przebiegle.
- Bris, zgadza się. Ale... blondasku? Sprawia ci przyjemność używania w niewybredny sposób sarkazmu? - zapytał, mrużąc oczy jednak nadal się uśmiechał.
- Ha, może... Oj, czyżby ci uwłaczało mówienie o tobie blondasek? - Zrobiłam minę zbitego psa. Ren się zaśmiał.
- Jasne że nie... Tylko wiesz, zawsze możemy wrócić do wersji "Mała". - No dobra. Miał asa w rękawie. Ale trudno. Jakoś sobie z tym poradzę.
- Wiesz co? Skoro jesteś taki świetny to siłuj się ze mną na rękę. Chcę coś sprawdzić... - Skrzyżowałam ręce na piersiach i zaproponowałam siłowanie. Ren trochę się zdziwił ale w końcu odpowiedział:
<Ren? Siłujemy się czy wymiękasz? :P >