środa, 19 listopada 2014
Od Subaru
Przechodziłem przez las obserwując wszystko uważnie wzrokiem. Co tu robiłem? Nie, nie chodziło o żaden patrol. Oczywiście, nasz przywódca musiał coś zgubić. Coś ważnego, było to bowiem klucz. Nie jestem pewien co miał on otwierać. Jako że lepiej aby nikt nie dowiedział się o zgubieniu go, a przywódca jest zajęty na kogo spada obowiązek odnalezienia zguby? Oczywiście, że na mnie, wnuka przywódcy. To takie kłopotliwe. Nagle ujrzałem coś mieniącego się między liśćmi. Co to mogło być? Jak najszybciej skierowałem się w stronę danego obiektu. Jak się okazało...Był to ogromny, biały wilk....A raczej wilkołak. Akurat dziś muszę wpadać na wilkołaka? Ugh...To taka prymitywna rasa. Zilustrowałem zwierzę wzrokiem. Białe futro, złote błyszczące oczy, postura z której wynika, iż najpewniej jest to samica. Przyjrzałem się z uwagą. Wtedy ta uciekła. Biegła wzdłuż rzeki. Zrobiłem to samo. Po chwili jednak przypomniałem sobie jaki jest mój cel. No tak, ten idiotyczny klucz. Zatrzymałem się i z krzykiem uderzyłem pięścią w drzewo. Było to najzwyklejsze wyładowanie emocji. Tak, powinienem być opanowany, jednak jak mam to zrobić w owej sytuacji? Drzewo runęło na ziemie. Moja siła wynosiła jednak trochę ponad przeciętną. Westchnąłem. Nagle zobaczyłem coś przy korze pnia. Schyliłem się. Niewielki, stary, złoty klucz z paroma odłamkami cennych kamieni. Czyżby to było to czego szukałem? Podniosłem go i nie zwracając uwagi na obecność wilkołaka, który z pewnością gdzieś jeszcze tu był, jak najszybciej oddaliłem się z tego miejsca. Nie mam dziś czasu na walki. Jeśli zostałem o coś poproszony, a raczej zmuszony, muszę wypełnić swój obowiązek.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz