sobota, 13 grudnia 2014

Od Jenny CD Dhiren'a: Mieszanka wybuchowa

Zmierzyłam go wzrokiem. Swoim?, pomyślałam. Czyli wilkołak. Ale... nowy musi być, nie rozpoznałam ani zapachu ani wyglądu.
- Zwykle radzę sobie sama. - odpowiedziałam, patrząc zacięcie w bok. Nie to, że chciałam mu pokazać, że niby go nie widzę. Nie o to chodziło. Ja... nigdy nie patrzę ludziom w oczy. Tak, dla zasady. Nawyk.
- Ja bym sobie z nimi sam nie poradził, a co dopiero ty. - prychnął. Zacisnęłam pięści.
- Aha, pan idealny co? Uważasz, że powinnam cię teraz wielbić? - syknęłam.
- Hm, nie. Ale uważam, że potrzebna ci była pomoc, mała. - zauważył chłopak. Natychmiast na niego spojrzałam.
- Nie używaj przy mnie tego słowa. - warknęłam, że tak powiem.
- Ołołołołoł, dobra. Wyluzuj trochę... - Podniósł ręce do góry w geście niewinności. Prychnęłam. Odsunęłam się trochę.
- Nie... Sorry, jestem wkurzona. Ten chłopak... - Niedbale wskazałam na ciało obok drzewa. Mój towarzysz spojrzał w tamtą stronę.
- Yyyyyy... to był twój facet? - zapytał trochę zdziwiony i zniesmaczony. Parsknęłam śmiechem.
- Co? Nie! Wczoraj był zwykłym dzieciakiem, człowiekiem. I poznaliśmy się w parku a wieczorem... Zmienił się. - wytłumaczyłam. Przetarłam oczy i spojrzałam na chłopaka. - W ogóle... jak masz na imię? Wypadałoby ci podziękować ale nie lubię dziękować ludziom, których nawet imion nie znam.
- Dhiren. - powiedział z uśmiechem. - Ale mów mi Ren. - dodał szybko, widząc mój leciutko podły uśmiech.
- Jenna. Chociaż wole Dżej. - Uścisnęłam mu rękę. - No, to dzięki za pomoc, Ren. - Wydawał się ok. No i naprawdę dobrze walczył. Fajnie, że jest nas więcej i sobie pomagamy. No dobra. Nie chciałam pomocy ale w zasadzie... Nigdy nie powinno się walczyć jak się jest wkurzonym. Źle wtedy celujesz i popełniasz wiele błędów. Jesteś spięty i nie masz zwinności. Nieważne.
- Do którego klanu należysz? - zapytał. Ocknęłam się.
- Co? A, do Urb. Za to ty, blondasku? Niech zgadnę... Bris. - zażartowałam. Spojrzał na mnie przebiegle.
- Bris, zgadza się. Ale... blondasku? Sprawia ci przyjemność używania w niewybredny sposób sarkazmu? - zapytał, mrużąc oczy jednak nadal się uśmiechał.
- Ha, może... Oj, czyżby ci uwłaczało mówienie o tobie blondasek? - Zrobiłam minę zbitego psa. Ren się zaśmiał.
- Jasne że nie... Tylko wiesz, zawsze możemy wrócić do wersji "Mała". - No dobra. Miał asa w rękawie. Ale trudno. Jakoś sobie z tym poradzę.
- Wiesz co? Skoro jesteś taki świetny to siłuj się ze mną na rękę. Chcę coś sprawdzić... - Skrzyżowałam ręce na piersiach i zaproponowałam siłowanie. Ren trochę się zdziwił ale w końcu odpowiedział:
<Ren? Siłujemy się czy wymiękasz? :P >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz