Obudziłam się późnym popołudniem na gałęzi drzewa. Chętnie bym jeszcze pospała, ale ból pleców mi w tym przeszkodził. Podniosłam się i poprawiłam opaskę na oku. Denerwowało mnie to sypianie na niewygodnych przedmiotach. Od kiedy zostałam wyrzucona z domu nie miałam porządnego miejsca do spoczynku. W zasadzie to nie przeszkadzało mi, że mnie nie chcą. Rodzice już od dawna wąchają kwiatki od spodu, a z kolei co się tyczy mojego kochanego dziadka ... nienawidzę go. Przywódca klanu i takie tam bzdety. Nigdy nie lubił mamy i wiecznie denerwował się na ojca, że urodził dziecko z kobietą z innego, "ohydnego rodu Odish". Ja również z niego pochodziłam także to na mnie wylewał całą swoją złość. A ja niczego nie żałuję, jestem dumna z mojego klanu. Jesteśmy najstarszym, prawdziwym rodem wampirów. Tak samo dzicy i niezwyciężeni jak kiedyś. Żałuję, że płynie we mnie też ta krew, która znajduje się w żyłach dziadka. Wredny, głupi staruch. Aż nie mogę pojąć, że jakaś go chciała i w dodatku miała z nim dziecko. Chyba, że została zmuszona lub ... poleciała na kasę. Zapewne to drugie.
W zasadzie jedyną rzeczą, której żałuję po odejściu z domu to to, że nie poznałam brata. Przez tego dziadygę nie wiedział nawet o moim istnieniu. Myślał, że jest jedynakiem. Ciekawe jaką jest osobą ... w końcu jedyne co o nim wiem to to, że ma na imię Subaru i jest następcą klanu Omar .
Przerwałam rozmyślania i pognałam ... w zasadzie to nie wiem gdzie. Czy, by mnie poniosło, do miasta wampirów, ludzi, wilkołaków czy nawet w jakiś las po za obrębem to niewiele mnie to obchodziło. Gdziekolwiek bym nie była nic to nie zmieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz