Wsadziłam ręce do kieszeni pogwizdując.Sheeren chyba i bez tego czuła się niepewnie,ale miałam dobre chęci.Choć jak to mówią,,dobrymi chęciami piekło wybrukowane".Melodia była wesoła co chyba dodatkowo zmieszało moją towarzyszkę.Zaprzestałam więc tego szkodliwego procederu.
-A w ogóle-zaczęłam-to dokąd się wybierasz?
-Do biblioteki...w poszukiwaniu wiedzy.
-U ludzi?!-parsknęłam-Żartujesz,tak-odparła po chwili.
-W takim razie naczytam się bzdur-wzruszyła obojętnie ramionami.
Zdawała się być już nieco bardziej odprężona co mnie ucieszyło bo choć nie znoszę śmiałych,pyskujących małolatów to jednak wolę gdy mój rozmówca myśli o rozmowie,a nie o tym czy wypruję mu te flaki czy nie.
-A ty?-spytała.
Zamyśliłam się.Ino było mi nawet po drodze bo dziś rano Rika zapraszała mnie na zakupy żebym jej doradziła.Oponowałam zasłaniając się argumentem,że nie znam się na kompozycji i w ogóle na odzieży i modzie.Ostatecznie zgodziłam się dołączyć do niej nieco później,ale niczego nie obiecywałam.
-Posiedzę z tobą,komedii się naczytam,a potem będę zmuszona cię opuścić bo kompanii zebrało się na zakupy.
Zamilkła na chwilę.Chyba coś usłyszała,ja zresztą też.Wyjrzałyśmy spośród drzew i dostrzegłyśmy dwójkę ludzi,chyba wilkołaków i leżącego na ziemi wampira.
Wilkołaczka zmierzyła mnie uważnie wzrokiem,wskazała na wampira.Na moje usta powróciła owa często nucona wesoła melodia.Spojrzenie dziewczyny wyzbyło się całkowicie strachu i niepewności.
-To przecież jeden z twoich!-omal nie krzyknęła.
Urwałam,moja brew powędrowała ku górze.
-Masz rację-powiedziałam niewzruszonym głosem-ale dla niego już za późno. Nie starczy czasu by go przenieść wiec najlepsze co mogę zrobić to poderżnąć mu gardło,ale jako,że nie mam noży mogę dobić go w inny sposób.Cz takie rozwiązanie ci pasuje?
Dziewczyna lekko się zmieszała,nic nie odpowiedziałam
-Dziękuję.
Sheeren odebrała książkę od bibliotekarki i ruszyła w stronę czytelni.Ja miałam już w ręce książkę pod tytułem ,,Kołek drewniany".Z opisu wywniąskowałam,że jest to pism dawnych mieszkańców tej okolicy.Był to taki zlepek dawnych historii.
Usiadłyśmy na przeciwko siebie,nikogo nie było.
Znalazłam tam równie dużo prawdy co bredni.Co do kilku rzeczy tutejsi mieli rację,ale też w wielu zupełnie się mylili.
Podniosłam wzrok znad ,,Kołka drewnianego" i spojrzałam na książkę Sheeren.Okładka była do tego stopnia zniszczona,że nie byłam w stanie odczytać tytułu.Gdy byłyśmy jeszcze przy półkach napomknęła coś o teorii,że wampiry i wilkołaki są sobie wrogie.
Szłyśmy chodnikiem przy ruchliwej ulicy.Sheeren trzymała w ręce te starą książkę, którą w bibliotece.Nie pojmowałam po kiego jej to,ale nie zadawałam pytań.Miałam całkiem niezły nastrój ,który dość szybko zepsuł mi widok zbliżającego się z naprzeciwka wampira.Zwolniłam tak by wilkołaczka mnie wyprzedziła.Obejrzała się na chwilę,rzuciła pytające spojrzenie,lekko majchnęłam ręką dając jej sygnał by się nie oglądała.Zliżyłam się do ściany budynku po mojej prawej,wysunęłam nieznacznie dłoń.Chłopak przemknął pomiędzy mną a ścianą wciskając mi w rękę kopertę.Gdy zniknął za zakrętem przyśpieszyłam doganiając Sheeren.
-Kto to był?-spytała oglądając się za siebie.
-Wampir-odburknęłam zerkając na kopertę.
-Tyle to sama zdołałam wywniąskować,ale o co chodziło?Co to za koperta?
Zmroziłam ją nieprzychylnym wzrokiem.Zrozumiała najwyraźniej,że to drażliwy temat i zamilkła.Zmarszczyłąm brwi.List od przywódcy nigdy nie oznaczał nic dobrego.Czy choć raz mógłby powiedzieć lub napisać o mnie cos miłego?Nie mówię,że ma mnie zaraz chwalić,ale niech chociaż raz zaprosi mnie bo się stęsknił.
Tak właściwie to może to nie jest kolejne wezwanie?Może zwykły komunikat?Podsumowanie?Zlecenie?,,Nie"pomyślałam.Pocztą robi tylko jedno-wzywa mnie na przesłuchanie.
Westchnęłam mimowolnie.
-Sheeren?
-Tak?
-Mogłabyś coś dla mnie zrobić?
Wytrzeszczyła na oczy.Wcale nie dziwne jakiś wampir prosi cię o pomoc.
-To...z-zależy-zająknęła się.
-To nic złego-mruknęłam-po prostu ktoś musi powiedzieć Rice,że dziś nie przyjdę-zerknęłam ukradkiem na dziwczyne-Jest w jakimś dużym sklepie odzieżowym na drugim piętrze galerii.
Sheeren przez chwilę nic nie mówiła.
-T-to jest wampir tak?-zawahała się.
-Półkrwi-mruknęłam-Ruda,trudno nie zauważyć.
W pokoju było ciemno.Jedynym źródłem światła była lampa naftowa stojąca na drewnianym stole.Jej blask odbijał się w ciemnoczerwonych oczach przywódcy klanu Odish.Nie dało się niezauważyć kilku cienkich blizn na szczęce i jednej grubszej szramy,której większa część znajdowała się na czole,a reszta opadała na noc i zsuwała się na bok w okoliceprawego oka.Nie można tego było teraz zauważyć,ale wiem,że cała blizna ma kształt zbliżony do księżyca w pierwszej kwadzre lub innymi słowy sierpa.
Jak zwykle zmierzył mnie nieprzychylnym wzrokiem gdy usiadłam na ławce przy stole.
-Chyba nie musze mówić,że się na tobie zawiodłem-powiedział patrząc mi prosto w oczy.
-A ja chyba nie musze mówić,że nic nie zrobiłam.
Pokręcił z rezygnacją głową.Połżył na stole gazety.Ewidentnie wilkołacze.
-Coraz gorsze są te twoje wybryki.
Głośno wypuściłam powietrze,ręce powędrowały ku niebu w geście bezsilności.
-Dobrze,więc co tym razem zrobiłam?
Wskazał mi czarno-białe zdjęcie zmasakrowanego ciała.Człowiek ten nie miało lewej połowy twarzy,prawej ręki,obu nóg od kolana w dół.Brzuch był rozcięty.Rana zaczytała się od krtani,a kończyła pod pępkiem.Obok leżało kilka narządów.Zdaje się wątroba i jelito cienkie...możliwe,że też żołądek z roz...waloną po trawie zawartością.
Wstrzymałam się od głośnego przekleństwa jednocześnie tłumiąc odruch wymiotny.
-Teraz...za całym szacunkiem...Pan przesadził.
-Udowodnij-odparł nienaturalnie spokojnym głosem-Nie powiesz mi chyba,że nie był twój ostatni cel.
Wzruszyłam ramionami.
-Kłamać ci nie zamierzam.Ale przyjrzyjmy się sprawie z bliska-zrobiłam pauzę i wstałam,zaczęłam krążyć po pokoju-Nie miałam motywów.Rozgłos byłby na moją niekorzyść.Co więcej po co mi ludzkie kończyny?Mam swoje.
Wampir krzywił się.
-Może ktoś zapłacił więcej.
Ręce znów powędrowały ku niebu.
-Czy już na prawdę nikt nie wierzy w moją moralność?!Jest nawet taka piosenka...chwila...,,Knajpa morderców"?A nie,nie to zły przykład-zawahałam się-Ja tylko podrzynam-odparłam już spokojniej-Jeśli tylko się da ograniczam się do przecięcia tętnicy.Masakruje podczas ewentualnej walki,a nawet wtedy nie wyciągam wnętrzności...-urwałam,wpadła mi do głowy pewna myśl-...ale chyba wiem kto by się do tego zniżył...Pamiętasz jeszcze te dziewczynę znad rzeki?
Pokręcił znacząco głową.
-Od dwóch lat wącha kwiatki od spodu-odparł.
Zapadła głęboka cisza.Miałam ochotę spytać co zamierza ze mną zrobić.Nigdy mi nie wierzył.NIe dziwię mu się,tylko moje ofiary tak kończą.Zostawiam je z poderżniętym gardłem,a niedługo potem jest afera.Co mam robić?Odprowadzać ciała do domu?
-Odejdź już-powiedział wzdychając-Zawieszam cię.Twoje występki grożą zakłuceniem chwilowego spokoju na granicy.
Do mieszkania weszłam oknem.Zrezygnowana i niedowierzające swemu pechowi i nieszczęściu.Czemu właśnie mnie uczepiło się to draństwo?!Aj było zostać w Maru i uczyć się jogi.
W pewnej chwili podczas pisania tego opka zebrało mi się na wymioty.
OdpowiedzUsuńTriss
Morderca a na moralność się powołuje.
UsuńWłaśnie mam pomysł żeby zwołać jakby posiedzenie klanów.Tylko kto się zgłasza na złoczyńcę? - Diana
OdpowiedzUsuńMogę wiedzieć w jakim sensie?
Usuń- Marry
Tu jakie złowroga moca panować.Na początku tworze fabułę z moją postacią i wymyślilam chatkę w lesie -napisaala o niej Sheeren.Wymyśliłam że kiedys była jakas afera coś że przywódca klanu ubil jaką ludzką osobistość,a tu taki pomysł xD
UsuńJa w zasadzie już jestem złoczyńcą xD Moralny morderca z powołania
Triss
Zgłaszam swoją kandydatóure o ile przestępcą ma być członek ale...chwila ty wilkolak...wytworzyłam już w swojej wyobraźni to diabelstwo które rozwalilo zwłoki
UsuńTriss