niedziela, 30 listopada 2014

Od Jenny CD Triss

- Cóż... Myślę, że na parę z tych pytań mogę odpowiedzieć ale na pewno dowiedziałabyś się więcej od... Wilkołaka, który dłużej wie, że jest wilkołakiem. - powiedziałam. Po chwili jednak skrzywiłam się i pokręciłam głową. - Nie, jednak nie.
- Czemu? - zapytała, uśmiechając się.
- Bo pewnie każdy inny wilkołak na moim miejscu próbowałby cię zabić? - prychnęłam.
- No w sumie... Ale dobrze, że mówisz "próbowałby by", raczej by mu nie wyszło. - oświadczyła dumnie wampirka.
- A wracając do pytań... Wiesz, może to naiwne z mojej strony ale mniejsza. Zwyczaje... Na pewno wiesz, a może nie, że tylko niektórzy z nas potrafią zmieniać się w wilka cały czas. Jak ktoś jest półkrwi to zmienia się tylko w czasie pełni. Jeśli chodzi o władzę, to raczej głosujemy i tyle co wiem na ten temat. Nie mieszkałam nigdy w... hm, klanie. Tylko przez jakiś czas z siostrą. Potem sama, więc nie wiem. Tutaj należę od niedawna. Ale nieważne. A co do morderców... - Uśmiechnęłam się lekko i trzasnęłam pięścią w ziemię. Triss spojrzała na mnie dziwnie. - Na pewno są ale żadnego nie znam. Jakoś mi się nie pali do słuchania o tym jakie to przyjemne wyciągać flaki z brzucha wampira czy coś... Nie żebym się bała albo brzydziła. Nie fascynuje mnie to. - Wzruszyłam ramionami na koniec "przemówienia" - A jak to jest u wampirów? - zapytałam jeszcze, bo pomyślałam, że skoro ja jej powiedziałam coś o Wilkołakach to czemu ona ma się nie wymienić informacjami ze mną? Poza tym, jestem ciekawa Wampirów. Zawsze chciałam jakiegoś zobaczyć. Udało mi się ale żeby tak jeszcze poznać co robią, móc ocenić czy na prawdę są tacy okropni jak mówią inne Wilkołaki. Ja jakoś nie czuję zagrożenia przy Triss, czy w ogóle nie czuje do niej nienawiści. Traktuję ją jak... Zwykłą osobę. Może się a może nie. Dlatego chcę wiedzieć.
<Triss? Twoja kolej>

Od Shine: Spać ...

 Obudziłam się późnym popołudniem na gałęzi drzewa. Chętnie bym jeszcze pospała, ale ból pleców mi w tym przeszkodził. Podniosłam się i poprawiłam opaskę na oku. Denerwowało mnie to sypianie na niewygodnych przedmiotach. Od kiedy zostałam wyrzucona z domu nie miałam porządnego miejsca do spoczynku. W zasadzie to nie przeszkadzało mi, że mnie nie chcą. Rodzice już od dawna wąchają kwiatki od spodu, a z  kolei co się tyczy mojego kochanego dziadka ... nienawidzę go. Przywódca klanu i takie tam bzdety. Nigdy nie lubił mamy i wiecznie denerwował się na ojca, że urodził dziecko z kobietą z innego, "ohydnego rodu Odish". Ja również z niego pochodziłam także to na mnie wylewał całą swoją złość. A ja niczego nie żałuję, jestem dumna z mojego klanu. Jesteśmy najstarszym, prawdziwym rodem wampirów. Tak samo dzicy i niezwyciężeni jak kiedyś. Żałuję, że płynie we mnie też ta krew, która znajduje się w żyłach dziadka. Wredny, głupi staruch. Aż nie mogę pojąć, że jakaś go chciała i w dodatku miała z nim dziecko. Chyba, że została zmuszona lub ... poleciała na kasę. Zapewne to drugie.
W zasadzie jedyną rzeczą, której żałuję po odejściu z domu to to, że nie poznałam brata. Przez tego dziadygę nie wiedział nawet o moim istnieniu. Myślał, że jest jedynakiem. Ciekawe jaką jest osobą ... w końcu jedyne co o nim wiem to to, że ma na imię Subaru i jest następcą klanu Omar .
Przerwałam rozmyślania i pognałam ... w zasadzie to nie wiem gdzie. Czy, by mnie poniosło, do miasta wampirów, ludzi, wilkołaków czy nawet w jakiś las po za obrębem to niewiele mnie to obchodziło. Gdziekolwiek bym nie była nic to nie zmieni.

od Triss

Zamyśliłam się.
-No dobra...-zaczęłam-Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad ogólnym pojęciem wilkołaka.Ich zwyczajach,jak zorganizowana jest ich władza.Tłuczecie się o władzę jak zwierzęta czy macie coś na kształt demokracji.Czy są wśród wilkołaków mordercy mojego pokroju-mówiąc to wskazałam na swój ,,strój roboczy".
 Jenna zamyśliła się.Myślę,że to trochę za dużo pytań dla ,,rocznego" wilkołaka.
-Jeśli którejś z tych rzeczy nie wiesz,nie szkodzi-dodałam spokojnie.
 Część z tych pytań,a zwłaszcza jedno po prostu musiałam zadać.Z rozkazu,który kiedyś otrzymałam.

Jenna?Sory,że takie krótkie,ale to ty powinnaś odpowiedzieć xD

sobota, 29 listopada 2014

Od Jenny CD Triss: Wampir

- Hm, powiedzmy, że na odwrót. Jestem ciekawa wampirów. - Uśmiechnęłam się równie złośliwie. Nie zwróciłam zbytniej uwagi na nóż wampirzycy. Nie sadziłam, że mi coś zrobi. Ale w razie czego to ja znowu taka bezbronna nie jestem.
- Mówisz? O, cudnie. To powiedz mi coś o sobie. - zachęciła i bez skrępowania usiadła na trawie. Wywróciłam oczami i zrobiłam to samo.
- Interesuje cie moje imię? - zapytałam, wyrywając trawę i miażdżąc ją w palcach.
- Nie. - odpowiedziała spokojnie wampirzyca wpatrzona w dal.
- Trudno. I tak ci powiem. Jenna jestem. Ale w zasadzie za dużo ci o wilkołakach nie powiem. - zaśmiałam się. Spojrzała na mnie.
- A to czemu? Jesteś nim. - Wskazała na mnie palcem. Prychnęłam.
- Tak ale od jakiegoś roku. Znaczy, od wtedy o tym wiem. Wiesz, głupio gadać z kimś jak się nawet jego imienia nie zna. No, chyba że wolisz żebym ci wymyśliła jakiś ciekawy pseudonim. - Zaczęłam mruczeć pod nosem jakieś bezsensowne przezwiska.
- Nie, nie, nie. - zaprotestowała, machając rękami. - Triss jestem.
- No i dobra. A interesuje cię coś konkretnego? - zapytałam. Jakoś nie czułam skrępowania, o ile przy kimkolwiek czułam, gadając z w zasadzie nieznajomą wampirzycą. Wampirzycą. No właśnie. Przecież jakby nas ktoś widział to by był taki dym, jakiego świat nie widział. Ale śmieszyła mnie ta cała walka. Jakoś nie widzę powodów.
- O, czy ja wiem... - zastanowiła się Triss.
- Wal.
<Triss?>

od Triss:Kolejny wilkołak

Od paru minut przypatrywałam się czarnowłosej dziewczynie siedzącej nad rzeką.Trzeba przyznać,że ostatnio mam niewyobrażalny fart.Dwa dni z rzędu spotykam wilkołaka i na żadnego nie mam zlecenia.Zastanawiałam się nad sprawą walizki.Rozparłam się na gałęzi.Chwyciłam niedużą gałązkę i potrząsnęłam nią.Dziewczyna po raz pierwszy od dłuższego czasu się poruszyła.Podniosła się z ziemi i rozejrzała.W końcu jej wzrok spoczął na mnie.Nic nie mówiła, tylko patrzyła.Dość łatwo domyśliłam się (aczkolwiek nie byłam pewna)przyczyny jej zainteresowania.
-Pierwszy raz,co?-spytałam z uśmiechem.
Gdyby mnie teraz przywódca klanu widział.Najpewniej oskarżyłby mnie o zdradę i szpiegostwo.Tak szczerze to trochę bawiła mnie ta ironia.Wilkołak ,który widzi wampira pewnie po raz pierwszy i wampir ,który widział w huk wilkołaków,a sporą grupę wybebeszył.
-No-mruknęła.
 -Zawsze zachodziłam sobie w głowę-powiedziałam patrząc do góry,beztrosko się uśmiechając i zarzucając nogę na nogę-jak należy się zachować w takiej sytuacji.Hm?Masz jakiś pomysł?
 Mój sposób zaczynania rozmów z wilkołakami pozostawiał wiele do rzeczenia.Może nie uważam ich za gorszych od siebie,ale jakoś nie mogę się powstrzymać od aroganckiego,sarkastycznego tonu.Obecność wilkołaka jakoś mnie odprężała,urozmaicała dzień.
-Kilka-powiedziała-To zależy od nastawienia.
Uśmiechnęłam się.
-Słusznie-zeskoczyłam z drzewa i podeszłam do brzegu,mimowolnie wysunęłam z rękawa ostrze(co nie znaczy,że zamierzam go używać)-Moje jest wyjątkowo pozytywne.Jestem ciekawa żywych wilkołaków-mówiąc to uśmiechnęłam się lekko złośliwie,co było chyba ,,trochę"nie na miejscu-A ty?

Jenna?

Od Jenny: Początek czegoś nowego

 Siedziałam nad rzeką i wpatrywałam się w horyzont. Od kilku dni przychodziłam tu, bo coś nie dawało mi spokoju. Nigdy nie widziałam wampira. W ogóle, całe moje życie było jednym wielkim kłamstwem.
 Urodziłam się w . Dorastałam tam w domu dziecka, bo rodzice podrzucili mnie jak umiałam wyłącznie ryczeć i spać. Nic nie wiedziałam o swoich zdolnościach i że w ogóle jest coś takiego jak wilkołaki i wampiry.
 Około rok temu wymknęłam się wieczorem z domu dziecka z zamiarem ucieczki do jakiegoś innego miasta. Szłam sobie chodnikiem słuchając muzyki, kiedy jakieś 3 m od siebie zobaczyłam wilka. Był taki... Na pewno nie zwykły. Zbliżyłam się a jego oczy zajaśniały. Potem nie widziałam nic. Obudziłam się po paru dniach. Byłam w jakimś domu w lesie. Na stołku obok mnie siedziała jakaś dziewczyna i gapiła się na mnie.
- Eeeeee... Gdzie jestem? Kim TY jesteś? I dlaczego się tak na mnie gapisz? - zadałam jej 3 podstawowe pytania, po czym usiadłam. Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Jestem Natalie. Spokojnie. Jesteś w Kansas, zabrałam cię tylko do pobliskiego lasu. Muszę ci coś powiedzieć... - I w ten sposób dowiedziałam się kim jestem. Natalie była moją przyszywaną siostrą. Ojciec, ze tak powiem, znalazł sobie inną, bo moja mama zginęła.
- Cudnie. Czyli że jestem wilkołakiem? - zapytałam padając z powrotem na łóżko. Natalie pokiwała głową. Powiedziała, że muszę spróbować się przemienić. Wyjaśniła mi jak no i udało się. Ona się cieszyła ale... Wyobraźcie sobie jakie było moje szczęście! Zawsze gdy czytałam jakieś książki fantasy chciałam się okazać wyjątkowa, mieć jakąś moc, najlepiej taką porażającą! I udało się. Siostra mieszkała ze mną jeszcze około pół roku a potem wyszła na zakupy i nie wróciła. Opuściłam dom i wędrowałam aż znalazłam pewną dziewczynę.
- Em, sorry. Nie wiesz gdzie jest najbliższe miasto? - zapytałam. Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem.
- Tam, miasto Ino. Ale ty chyba powinnaś zostać tu. - odpowiedziała. Skrzywiłam się.
- Czemu?
- Bo wnioskuję, ze jesteś wilkołakiem. - Uśmiechnęła się trochę a potem opowiedziała mi co i jak, no i w ten sposób dołączyłam. A ta dziewczyna, to była Diana.
Tak więc, po paru dniach, jak już mówiłam siedziałam nad rzeką i wpatrywałam się w horyzont, kiedy usłyszałam szelest. To, ze akurat byłam w postaci człowieka, nie umniejszało moich zdolności.
<Ktoś?>

Profil Kory!

Imię: Kora

Nazwisko: Fire

Wiek:16

Płeć: Kobieta

Partner: jeszcze czego…

Rasa: Wilkołaki

Klan: Klan Bris

Charakter: Jest arogancka zamknięta na otoczenie i nic ją nie obchodzi innymi słowy,, możesz robić co chcesz a ja i tak mam cie głęboko” jej życiem kieruje zaledwie kilka słów memento Mori –pamiętaj że umrzesz oczywiście nie kieruje ich do siebie…

Rodzina: -------

Pochodzenie: Czysta krew

Wygląd po przemianie:

Wygląd:

Profil Jenny!

Imię: Jenna, nazywają ją też Dżej, Iluzjonistka, Złośnica

Nazwisko: Zaraneo

Wiek: 17 lat

Płeć: Kobieta

Partner: Preferuję bycie singielką ale jak ktoś chce spróbować szczęścia...

Rasa: Wilkołaki

Klan: Urb

Charakter: Hm, Dżej jest zdecydowanie chłopczyca. Pomimo swojego pochodzenia nie zachowuje się jak księżniczka. Wręcz przeciwnie: jak dzieciak z ulicy. Biega po nienormalnych miejscach, jest dość chamska, ale tylko jeśli ma powód taką być, no i w dodatku śmieje się tak głośno, że ściany drżą. Jest twardo stąpającą po ziemi dziewczyną, ale czasem pozwala sobie na odlot. Na ogół nie "zarzuca" biodrami przed nosem chłopców. Nie boi się burzy, ciemności, ani ciężkiej pracy. Woli przeżywać przygody niż siedzieć nad wodą i oglądać swoje odbicie. Lubi żartować, dobrze się bawić, ale wie kiedy przestać. Ma szacunek do innych, jest tolerancyjna. Nie zawsze mówi prawdę i jest świetną aktorką, ale nie robi tego często. Tylko jeśli musi. Nie lubi romantyzmu, "słodziaśnych" rzeczy itp. Lubi siedzieć i patrzyć w księżyc o zmroku, tajemnice, przygody. Ma swoje własne zdanie na niektóre sprawy, odmienne od wszystkich. Może się przyjaźnić z chłopakami, ale nie licz na więcej. Jest czasem uważana za wariatkę lub złośnicę, przez co dostała takie przezwisko. Kocha wolność, otwartą przestrzeń. Nie lubi zamkniętych pomieszczeń i dzikich tłumów ale nie gardzi towarzystwem.

Rodzina: Nie pamiętam ich.

Pochodzenie: Czysta krew

Wygląd po przemianie:
Wygląd:

Od Triss

Obudziłam się dopiero o dwunastej kiedy Gihei spadł z łóżka i wydarł się.Zerwałam się jak oparzona zeskakując z łóżka i odruchowo wyciągając sztylet z kieszeni.Rozejrzałam się nerwowo dookoła.Nie prędko zorientowałabym się  co się stało gdyby nie jęk nadepniętego współlokatora.
-Triss!-syknął.
-Oj-odsunęłam się-Nie chciałam.
Chłopak z trudem dźwignął się z podłogi i stanął obok mnie.
-Dobrze,że już nie sypiasz w butach-zaśmiał się jednocześnie masując sobie szyję.
Siedzące w sąsiednim pokoju dziewczyny zachichotały.Ja też uśmiechnęłam się ukradkiem na wspomnienie dawnego przyzwyczajenia.Wtedy ścigało mnie kilka szukających zemsty wilkołaków,a ja jakoś nie przepadam za walką boso.
 Podeszłam do szafy i zaczęłam w niej grzebać,ale czegoś brakowało.
-Keiko!-zawołałam-Widziałaś moją bluzę?
-Te czarną?
-Mhm.
Dziewczyna przez chwilę milczała.
-A sprawdzałaś już w walizce?
Zerknęłam na leżący na dnie szafy przedmiot.Nie spodziewałam się tam znaleźć swej zguby,ale nie miałam żadnych lepszych pomysłów więc chwyciłam za ukryty,zawieszony na sznurku kluczyk ukryty pod podkoszulkiem.Zaciągnęłam sznurek z szyi i otworzyłam.Ku mojemu zdziwieniu bluza tam była.Z nie dowierzaniem spoglądałam na bluzę.Normalnie leżał tam tylko mój ,,strój służbowy ",a klucz miałam chyba tylko ja.
-Sorry..-mruknął Gihei-Pomyliłem się raz i założyłem twoją.Kiedy się zorientowałem nie wiedziałem gdzie to położyć,a skrzynka była otwarta więc...
-Nie szkodzi-przerwałam mu.
Wstałam.Zebrałam ubrania i poszłam się przebrać.

Wyszłam na ulicę.Przez cały czas jedna rzecz nie dawała mi spokoju,a mianowicie,,Dlaczego walizka była otwarta?".Zawsze ją przecież zamykam,niezależnie od tego czy była pusta czy nie.
 Wyszłam na skwer mijając uganiające się za sobą bachory.Powiał chłodny wiatr,włożyłam ręce do kieszeni.Naglę poczułam lekkie,prawie nie dostrzegane poruszenie powietrza.Odruchowo się pochyliłam.Nad moją głową przeleciała tęczowa,gumowa piłka.Obejrzałam się szukając wzrokiem winowajcy.Okazał się nim otyły,niski,a nawet trochę obleśny chłopiec z lizakiem w ustach i okruszkami bułki na gębie.Co do tego,że to on nie było najmniejszych wątpliwości.Rumienił się i szeroko otwierał usta.Skrzywiłam się.Spojrzałam na piłkę.Chwyciłam ją i rzuciłam.Chwyciła ją  chuda,odziana w zieloną sukienkę dziewczynka.Ponownie wsadziłam ręce do kieszeni i ruszyłam dalej.
 Po jakichś pięciu minutach byłam już w centrum.Zajrzałam przez okno jednego ze sklepów.Naglę z jego wnętrza wybiegli  Hayato i Rika. Chłopak coś krzyczał prze szczęśliwy.
 Zamrugałam lekko zdezorientowana.Po chwili podbiegł do mnie.Wyciągną coś z kieszeni i stając na palcach(nie zaliczał się do zbyt wysokich)podstawił mi przed oczy.
-Bilety do kina!
Zerknęłam na sklep.Zdecydowanie nie był kinem.Spojrzałam na chłopaka znacząco.
-Wygrałem z kolegą w kości.-powiedział z dumą.
Uniosłam brwi.
-Zgaduję ,że tymi Gihei'ego-mruknęłam.
Hayato lekko się zarumienił.Wzruszyłam obojętnie ramionami.
-Co to za film?-spytałam.
Ten od razu się rozpromienił.
-A,taki jeden o wampirach i wilkołakach w Ino.
Westchnęłam lekko zawiedziona.
-Pójdziesz z nami? Mamy trzy.
Pokręciłam głową.
-Weźcie Keiko albo Giheiego.Może tego nieszczęśnika,którego oszukałeś?
Oboje popatrzyli po sobie.
-Czemu?Myślałem,że lubisz.
Wzruszyłam ramionami.
-Jakoś nie przepadam za ludzkimi filmami.Mnóstwo im się myli.Wampiry świecą w słońcu,a wilkołaki nie zmieniają się w wilki tylko w wilkolódki-powiedziałam to z wyraźną irytacją co ich nieco rozbawiło.

Usiadłam na gałęzi drzewa.Oczywiście przy rzece.Nie wiedzieć czemu jakoś interesują mnie wilkołaki.Chciałabym dokładniej przyjrzeć się żywemu wilkołakowi,a nie tylko takiemu gubiącemu flaki.

środa, 26 listopada 2014

Od Marry

Czemu go zatrzymałam? To dość oczywiste, nie lubię być sama... Chłopak spojrzał na mnie pytająco. Spojrzałam na podłogę jakby to była najciekawsza rzecz w pomieszczeniu.
- M-może byś został chociaż na chwilę... N-nie miewam tu zbyt często gości... - wyjąkałam.
- Obecnie nie mam nic do robienia, więc niech będzie - odparł dość obojętnym tonem. Podniosłam wzrok by móc na niego spojrzeć. Uśmiechnęłam się lekko i puściłam jego rękę. Zaprosiłam go do środka. Usiadł na przeciwko mnie. Spróbowałam (o dziwo) zacząć rozmowę.
- T-tak właściwie t-to... Jak się nazywasz? - spytałam jąkając się. Spuściłam znów wzrok. Zastanowił się chwilę, po czym odpowiedział.
- Subaru. A ty, jeśli można wiedzieć? - odparł i zadał mi pytanie o tym samym znaczeniu, co moje.
- Marry. M-miło mi poznać... - odpowiedziałam nadal cicho. - Co właściwie sprawiło, iż zapuszczasz się w te tereny? - zadałam kolejne pytanie. W końcu co ktoś mógłby tu robić? Moja wieża leży niedaleko Doliny O. Z tego co wiem, najbliżej mieszkający wampir jest oddalony o... Właściwie nie liczyłam, tak czy inaczej daleko. Ponadto zauważył ten budynek. Są dwie opcje, dlaczego mu się to udało. Po pierwsze, musiałby być  następnym dowódcą klanu. Po drugie, ma niezwykle dobry wzrok. Do ukrycia tego miejsca, została użyta najsilniejsza magia, jaka mogła. Wszystko po to by chronić sekret przekazywany z pokolenia na pokolenie. Powiedział, iż ma na imię Subaru... Z tego co wiem to następny przywódca ma tak na imię, jednak już powinien zostać mu zdradzony ten sekret. Po przemianie, każdy wampir, który powinien, poznaje tę tajemnicę.
- Chciałem się przejść, by zaspokoić nudę - odparł w końcu.
- Rozumiem. M-masz naprawdę dobry wzrok, skoro zauważyłeś mój dom... W-wybacz, że zapytam, lecz czy mogłabym poznać twoje nazwisko? - powiedziałam i zapytałam nader "szlachetnie".
- Do czego jest Ci potrzebna ta informacja? - dopytał podejrzliwie. Nie dziwię się mu. Ledwie go znam, a pytam o nazwisko. Dziwnie, nieprawdaż?
- Jeśli masz na nazwisko Sakamaki, to musimy porozmawiać na pewien temat... - powiedziałam poważnym tonem. Moja nieśmiałość nagle zniknęła.
- Jeśli faktycznie mam tak na nazwisko, to jak to byłby temat? - opowiedział pytaniem.
- Ten temat powinien być Ci już znany, gdyż Subaru Sakamaki, to następny przywódca klanu - powiedziałam spokojnie. - A także strażnik pewnej tajemnicy... - zakończyłam.
- Tajemnica powiadasz? Tak, więc jestem Subaru Sakamaki. Jaka to tajemnica? - powiedział.
- Czyli nie powiedział Ci, tak? Może chociaż kojarzysz klucz złoty? - dopytałam go. Jeśli przynajmniej raz został mu pokazany, to mogę powiedzieć. Chyba jego dziadek nie byłby na tyle głupi, żeby pokazywać go komukolwiek, prawda?
- Tak, w końcu musiałem go ostatnio szukać... - mruknął do siebie. - Znaczy, tak. Wiem o tym kluczu - poprawił się.
- W takiej sytuacji mamy sporo do omówienia... - zaczęłam. - Klucz ten... Trudno mi to wyjaśnić... Po prostu zacznę od początku: rodziny nasze, od wielu wieków strzegą sekretu przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Historia jest niemal tak stara jak wojna wilkołaków i wampirów.

*Po prawie godzinie tłumaczenia później*

- Jakieś pytania? No mam nadzieję, że nie... - powiedziałam spokojnie. Dlaczego on mu tego nie wyjaśnił?! Powinien to zrobić jakiś rok temu! Moje myśli były wściekłe na przywódcę klanu.

No, więc... Jakieś pytania Subaru?

wtorek, 25 listopada 2014

Od Subaru

Chodziłem bez konkretnego celu po lesie. Lubiłem w nim przebywać. W nim zawsze panował spokój i cisza, zakłócana tylko czasem cichym szumem rzeki czy odgłosami zwierząt. Byłem praktycznie przy początku Doliny O. W lesie kompletnie nic się nie zmieniało, może poza wyjątkami paru nowych drzew czy roślin jednak...W miejscu gdzie byłem moje oczy zobaczyły coś niespodziewanego. Była to dość wysoka budowla wysadzana czerwonymi cegłami. Wyglądała jakby stała tu od wieków, a mimo to nigdy jej nie zauważyłem. Skierowałem się bliżej niej aby dokładnie ją oglądnąć. Okrążyłem ją dokładnie mierząc wzrokiem każdą cegłę, to jakie ma wykończenie, czy w paru miejscach się rozpada, które cegły zdają się być jaśniejsze bądź ciemniejsze od pozostałych...Inni pewnie wiele by się z tym natrudzili. Mi jednak wystarczało jedno spojrzenie abym mógł wszystko to zauważyć.  Po środku stały średniej wielkości, drewniane wrota. Wieża nie wyglądała na opuszczoną. Mimo tego, iż nie była nowa wokół niej rosło wiele kwiatów. Zauważyć można było, że były dobrze pielęgnowane. Skierowałem się do drzwi i uderzyłem w nie dwa razy. Po chwili usłyszałem najpewniej potknięcie się i krótki kobiecy krzyk. Dlatego też powodu postanowiłem otworzyć wejście. Na ziemi zauważyłem niewysoką dziewczynę o drobnej budowie oraz długich, jasnych włosach obwiązanych wstążką. Założoną na siebie miała letnią, niebiesko-białą sukienkę. Pomyślałbym, iż jest to zwykła być może czternastolatka. Jednak niemalże od razu zauważyłem głębie jej czerwonych oczu i niewielkie kły. Z pewnością była wampirem oraz przeszła przemianę. Dziewczyna wstała z ziemi. Wyglądała na nieco zdezorientowaną.
-Co ty tu robisz...? I jak zauważyłeś tą wieżę?!-spytała drżącym głosem. Najwidoczniej nieco wystraszyła się mnie czy też speszyła. Czemu zadała pytanie o wieżę? Słyszem wiele opowieści o urokach rzucanych na budowlę aby je ukryć. Czyżby to był przykład jednej z nich? Nie wierzyłem nigdy w takie historie, ale cóż. Oparłem się o jedną ze ścian dalej nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
-Chciałem sprawdzić czy ktoś tu mieszka-odparłem wprost. Nie widzę potrzeby aby kłamać-Do jakiego klanu należysz?-spytałem następnie. Nie żeby była to dla mnie wielka różnica. Powodem zadanie tego właśnie pytania była zwykła ciekawość. Spojrzałem na nią wyczekująco.
-D..Do Omar...-wyjąkała cicho. Czemu w takim razie widzę ją po raz pierwszy? Jako wnuk przywódcy znałem praktycznie wszystkie osoby z klanu. Choć znałem to raczej złe wyrażenie. Najzwyczajniej widziałem ich przynajmniej raz w życiu. A moja pamięć praktycznie nigdy nie zawodzi. Westchnąłem cicho, powiedzmy wstępnie, że jej wierzę.
-Czemu mieszkasz tu, a nie w mieście Ino?-zadałem kolejne pytanie. Moim obowiązkiem nie było przepytywanie każdego spotkanego wampira co w danym miejscu robi. Jednak tym razem chciałem to po prostu zrobić.
-To sprawa między mną, moją rodziną i przywódcą klanu-odparła nieco pewniej jednak dalej dość cichym tonem. Więc mój dziadek o niej wiedział? Cóż w rakim razie mimo, iż jest to nie co podejrzane, nie widzę większego problemu.
-Rozumiem. Wybacz, że Cię niepokoiłem-odparłem odwracając się i kierując do wyjścia. Po co miałbym zostawać tam dłużej? Gdy postawiłem stopę poza progiem usłyszałem  podbiegającą do mnie dziewczynę oraz poczułem dotyk na mojej ręcę.
-Poczekaj!-powiedziała. Spojrzałem na nią lekko zdziwiony. Czegoś ode mnie oczekiwała?

Marry? O co chodzi?

poniedziałek, 24 listopada 2014

Od Marry

Siedziałam na poręczy balkonu słuchając ćwierkania ptaków. Jak co dzień, śpiewałam razem z nimi. W końcu co mogę robić tutaj sama? Och, przepraszam. Razem z moim drugim "ja"? Czasami przybłąka się jakiś człowiek, któremu trochę pomogę. To wszystko jest tak nudne. Spojrzałam w stronę rzeki, było widać ją stąd idealnie. "Ta druga" siedziała wyjątkowo cicho. Jakaś biała wilczyca piła wodę z rzeki. Najpewniej jeden z wilkołaków. Odwróciłam wzrok, by spojrzeć na zegar. To już ta godzina? Pora iść do miasta. Trzeba zobaczyć czy dzieje się coś ciekawego. Mam tylko nadzieję, że nie będzie zbyt dużo osób. Tłumy są straszne! Tam może być ktoś zły! Lepiej skończę już tak myśleć... Spokojnie, spokojnie, nic złego się nie stanie. W razie czego zawsze mam pomoc "tej drugiej". Zamknęłam oczy by całkowicie się uspokoić. Zaszłam na parter mojego domu, który bardziej przypominał wieżę niż dom, ale cóż. Rozejrzałam się dookoła siebie. Straszny bałagan.
- Będę tu musiała posprzątać... - mruknęłam do siebie. Złapałam torbę i pobiegłam do miasta, a że nie działo się tam nic ciekawego, to wróciłam do domu. Na wstępie zabrałam się za sprzątanie tego miejsca. Kiedyś było tutaj znacznie przyjemniej... Ja i mama sprzątałyśmy... dziadkowie siedzieli i rozmawiali z nami... Wszystko było żywsze... Teraz jestem tu tylko ja oraz moja druga osobowość. Nie jest to zbytnie towarzystwo. Zabrałam kilka książek z półek w pokoju. Zaczęłam czytać, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Poderwałam się z miejsca, w sumie bez powodu wpadając w panikę. Wszystkie książki spadły na podłogę. Chciałam podbiec do drzwi, jednak potknęłam się o jedną z nich. Zwykle nie mam tu gości. Potykając się o książkę upadłam na podłogę z przeraźliwym krzykiem. Drzwi otworzył jakiś białowłosy chłopak o czerwonych oczach. Zmierzył mnie wzrokiem.

Subaru? Dokończysz?

Od Triss:Standardowy wieczór

Kiedy odbiegła znowu dopadła mnie ta nieznośna nuda.Oparłam się o pień drzewa i zaczęłam gwizdać jakąś wesołą melodię opierając głowę o splecione za głową dłonie.
 Do domu wróciłam dopiero późnym wieczorem.Ku mojemu zdziwieniu drzwi były zamknięte,zapukałam.Po chwili otworzyła właścicielka budynku.
-Cześć Triss...-ziewnęła-Wybacz ,że zamknęłam,ale zupełnie o tobie zapomniałam-przetarła oczy.
-Nie szkodzi-odparłam wchodząc do środka-Każdemu się może zdarzyć.
Ruszyłam w stronę schodów.
-A właśnie-dodała-Czy na przyszłość mogłabyś przychodzić nieco wcześniej?
Odwróciłam się ku niej.
-Oczywiście.
 W pokoju czekali na mnie już wszyscy współlokatorzy.Z początku nikt mnie nawet nie zauważył.
Gihei i Hayato siedzieli na piętrowym łóżku i grali w kości podczas gdy Keiko i Rika podgrzewały coś w mikrofali.
Moja obecność została dostrzeżona dopiero gdy położyłam się na swoim łóżku.
-Hej-powitali mnie jednym głosem zapaleni hazardziści-Jak się udał spacer?-spytał Gihei,bardziej przez grzeczność niż z ciekawości bo ani na chwilę nie oderwał oczu od kości.
-Kupa drzew i wilkołak...nic ciekawego-mruknęłam patrząc się w sufit.
-Nie gadaj!-wykrzyknął poruszony Hayato-Wilkołak?!Ale taki prawdziwy?
Hayato był z nas najmłodszy i zdecydowanie nie panował nad entuzjazmem.Podniecał się każdą wzmianką na temat wroga.
-Nie,dmuchany-usłyszałam sarkaztyczną odpowiedź jednej z dziewczyn-Jasne,że prawdziwy.
Uśmiechnęłam się pod nosem gdy chłopak zaczął oskarżać współlokatorkę o naigrywanie się z niego i usprawiedliwiać się ze swego braku domyślności.Starszy kolega usiłował skupić jego uwagę na grze,ale ten już się nakręcił i interesował go tylko wilkołak.
-Dziś w szkole miałem lekcje o wilkołakach!-zakrzyknął o wiele głośniej niż to było konieczne-Podobno obecnie baby stanowią większość!-ogłosił z miną specjalisty.
-Baby?-zza drzwi wychynęła Keiko-Nie znasz bardziej właściwych słów?
-Nie-powiedział cicho chłopak-A to źle?
Teraz już nie wytrzymałam i roześmiałam się na cały głos o mało nie spadając na podłogę.
-Nie śmiej się ze mnie!-zaprotestował Hayato.
Z trudem się uspokoiłam i usiadłam z powrotem na łóżku.
-Uwielbiam te wasze kłótnie-oznajmiła nie przestając się uśmiechać-Zaczęło się od wilkołaka,a skończyło na babach.
Gihei poklepał zawstydzonego kolegę po plecach i wskazał gestem kości.
   Nie trzeba było wiele czasu by wszyscy zapomnieli o tym ile hałasu narobił nasz niezrównoważony przyjaciel usiłując pochwalić się wiedzą.Słońce już dawno zaszło,na ulicach zrobiło się ciemno.Po chwili zapaliły się lampy na ulicy i w oknach.Przebrałam się już i właściwie już szykowałam do snu.Dziewczyny już spały,ale nasi gracze nadal zapalczywie rzucali białymi sześcianami.Co chwila Gihei cicho rechotał ku niezadowoleniu przeciwnika.
-To nie fair!-powiedział z wyrzutem-Te kości muszą być lewe.Nie da się rzucić sześciu siódemek pod rząd.
-Da się ,da-zarechotał oskarżony-Tylko trza umieć.Prawda Triss?
Wzruszyłam obojętnie ramionami.
-Różnie to bywa-westchnęłam-Daj te kości.
Gihei zesztywniał.
-Nie wierzysz mi?
Zerknęłam na niego spod przymrużonych powiek.
-Szczerze?Nie.
Chłopak jęknął cicho i zszedł na dół.Podał mi przedmioty.Zmierzyłam go wzrokiem i spojrzałąm na leżące na mej dłoni kostki.Westcjnęłam siadając.Rzuciłam kości na drewnianą podłogę.Sprawdziłam sumę.
-Siedem-mruknęłam i rzuciłam jeszcze raz-Siedem.
-Widzisz!-wykrzyknął uradowany Hayato-Jej też się udało!
-Fart-oznajmił oburzony Gihei-rzuć jeszcze pięć razy.
Zrobiłam co mi nakazano i zawsze na jednej kości było trzy,a na drugiej cztery.
-Te kości są lewe Gihei-powiedziałam-Zawsze padają tak samo-oddałam mu własność.
Chłopak niechętnie odebrał sześciany bucząc coś pod nosem ,że to nie tak,że ja kantuje i,że to jakaś zmowa przeciwko jego osobie.
 Wzruszyłam ramionami i ponownie się położyłam.Tym razem nie wrócili już do gry.Nasz Nowonarodzony był przeszczęśliwy,że udało mu się rozwiązać te jakże trudną zagadkę.Tymczasem drugi hazardzista leżał naburmuszony na górze dwu piętrowego łóżka dzielonego z nowym Sherlock'iem Holmes'em.

sobota, 22 listopada 2014

Od Sheeren

Dzień był słoneczny i promienie słońca wpadały leniwie do pokoju przez otwarte okno.
Siedziałam przy biurku bazgrząc coś na kartce papieru.W pewnym momencie usłyszałam cichy trzask.Końcówka ołówka pękła.Wstałam z krzesła i zaczęłam przeszukiwać szuflady biurka w poszukiwaniu strugaczki.
- Gdzie to jest...-mruknęłam.
Ponieważ nie znalazłam strugaczki tam gdzie powinna być ,postanowiłam przeszukać inne szafki i szuflady z nadzieją ,że może tam ukrył się potrzebny mi przedmiot.
Nagle usłyszałam głośny trzask drzwi.Wzdrygnęłam się.
- Znowu przeciąg -powiedziałam sama do siebie zamykając drzwi od pokoju.Chwilę później jednak dobiegł mnie dźwięk jakby coś się potłukło.Zaraz potem w całym domu słychać było podniesione głosy rodziców.
- Znowu się kłócą...-westchnęłam.Ostatnio zdarzało im się to coraz częściej i to mnie bardzo martwiło.Chciałabym żeby wreszcie przestali sobie dogryzać ,ale...cóż ja mogę zrobić ?
Cisza w domu została zakłócona ,a moja strugaczka wyparowała.Wyszłam więc z pokoju,zbiegłam po schodach i stanęłam przed drzwiami.Odwróciłam głowę w stronę krzyków rodziców.Jeszcze raz westchnęłam i przekroczyłam próg ,chwilę potem zamykając cicho drzwi.
Postanowiłam kupić nową strugaczkę.Udałam się więc w stronę miasta ludzi.
- W tym tempie nie dojdę -pomyślałam po kilku minutach.
Przemieniłam się w wilka i popędziłam w stronę miasta Ino ,kierując się drogą blisko granicy z wampirami.
Kiedy byłam już niedaleko postanowiłam zatrzymać się na chwilę.Przystanęłam przy rzece ,która była granicą.Spojrzałam w odbicie po czym zanurzyłam pysk w wodzie i zaczęłam pić.Nie trwało to jednak długo ,gdyż zaczęłam mieć wrażenie jakbym była obserwowana.Podniosłam wzrok.Moim oczom ukazała się postać dziewczyny siedzącej na gałęzi drzewa.Wzięłam głęboki wdech.Poczułam jej zapach ,który rozpoznałabym wszędzie o każdej porze dnia i nocy -wampir. Pomimo iż jeszcze nigdy nie wdałam się w potyczkę z jakimkolwiek wampirem i napotykałam je na ulicach miasta ludzi jedynie przechodząc obok nich ,to i tak istynktownie zaczęłam cicho warczeć.Chwilę potem usłyszałam jej głos :
- Zrobiłam ci co kiedy,że tak mnie witasz?
W sumie jakby nie patrzeć wampirka miała rację ,dopiero pierwszy raz widziałam ją na oczy ,ale jednak...mój instynkt miał inne zdanie na ten temat.
Chwilę potem przestałam warczeć nadal wpatrując się w dziewczynę.
- Nie mam czasu -pomyślałam przypominając sobie o tym po co w ogóle ruszyłam do miasta.Odwróciłam się i pobiegłam w stronę celu.
W mieście zabawiłam dosłownie kilka minut.Kupiłam tylko to co było mi potrzebne i zaraz ruszyłam w drogę powrotną.Kiedy dotarłam do domu przywitała mnie grobowa cisza.Bardzo mnie to zdziwiło i jednocześnie ucieszyło.
Wspięłam się na schody przebywając je dużymi krokami by po chwili znaleźć się w pokoju.Przez resztę czasu jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Chciałam dowiedzieć się więcej na temat wampirów i wilkołaków. Postanowiłam ,że kiedy tylko będę mogła ,podpytam rodziców.

piątek, 21 listopada 2014

Profil Marry

Imię: Marry
Nazwisko: Kozakura
Wiek: 18 lat
Płeć: Kobieta
Partner: Raczej nikt mnie nie zechce...
Rasa:Wampiry
Klan: Omar
Charakter: 1 osobowość - urocza, nieśmiała i strachliwa dziewczynka. Nie umie walczyć, za to doskonale szyje, śpiewa i jest dość uzdolniona artystycznie. To główna osobowość, która panuje niemal idealnie nad drugą. Można wręcz powiedzieć, że "rozmawiają ze sobą" w podświadomości.
2 osobowość - w przeciwieństwie do pierwszej, doskonale walczy, jest śmiała, odważna i sarkastyczna czy jak kto woli, złośliwa. Irytuje ją czasem, że pierwsza nie daje jej "przejąć" kontroli nad ciałem. Czasem udaje jej się wyrwać spod tejże władzy oraz ją przejąć w czasami złym momencie.
Zdarza im się łączyć, jednak jest to... Trudne, a zarazem dziwne. Kiedy wtedy mówią, słychać dwa głosy jednocześnie. Ich zachowania są nieprzewidywalne.
Rodzina: Dziadek został zabity, a babcia zniknęła dzień po jego śmierci. Nigdy nie poznała ojca, natomiast matka zginęła broniąc jej.
Pochodzenie: Czysta krew
Wygląd:








środa, 19 listopada 2014

Od Subaru

Przechodziłem przez las obserwując wszystko uważnie wzrokiem. Co tu robiłem? Nie, nie chodziło o żaden patrol. Oczywiście, nasz przywódca musiał coś zgubić. Coś ważnego, było to bowiem klucz. Nie jestem pewien co miał on otwierać. Jako że lepiej aby nikt nie dowiedział się o zgubieniu go, a przywódca jest zajęty na kogo spada obowiązek odnalezienia zguby? Oczywiście, że na mnie, wnuka przywódcy. To takie kłopotliwe. Nagle ujrzałem coś mieniącego się między liśćmi. Co to mogło być? Jak najszybciej skierowałem się w stronę danego obiektu. Jak się okazało...Był to ogromny, biały wilk....A raczej wilkołak. Akurat dziś muszę wpadać na wilkołaka? Ugh...To taka prymitywna rasa. Zilustrowałem zwierzę wzrokiem. Białe futro, złote błyszczące oczy, postura z której wynika, iż najpewniej jest to samica. Przyjrzałem się z uwagą. Wtedy ta uciekła. Biegła wzdłuż rzeki. Zrobiłem to samo. Po chwili jednak przypomniałem sobie jaki jest mój cel. No tak, ten idiotyczny klucz. Zatrzymałem się i z krzykiem uderzyłem pięścią w drzewo. Było to najzwyklejsze wyładowanie emocji. Tak, powinienem być opanowany, jednak jak mam to zrobić w owej sytuacji? Drzewo runęło na ziemie. Moja siła wynosiła jednak trochę ponad przeciętną. Westchnąłem. Nagle zobaczyłem coś przy korze pnia. Schyliłem się. Niewielki, stary, złoty klucz z paroma odłamkami cennych kamieni. Czyżby to było to czego szukałem? Podniosłem go i nie zwracając uwagi na obecność wilkołaka, który z pewnością gdzieś jeszcze tu był, jak najszybciej oddaliłem się z tego miejsca. Nie mam dziś czasu na walki. Jeśli zostałem o coś poproszony, a raczej zmuszony, muszę wypełnić swój obowiązek.

wtorek, 18 listopada 2014

Od Triss

Czerwona piłka znów dotknęła mych dłoni.Pięść zamknęła się na obiekcie.
Głośno wypuściłam powietrze i znów zaczęłam podrzucać małą czerwoną piłeczkę.
Już od jakiejś godziny nie byłam w stanie znaleźć sobie jakiegoś sensownego zajęcia.Nie miałam żadnych rozkazów,ani choćby drobnych sprawunków,które mogłyby mi zająć wolne popołudnie.Więc leżałam na starym,skrzypliwym łóżku ustawionym w kącie ciasnego pokoiku.Pokój,a właściwie mieszkanie nie było w zasadzie aż tak małe.Jednak kurczyło się w oczach na myśl o tym,że dzieli się to mieszkanko z jeszcze czteroma osobami.
 No cóż takie życie ,nie jestem zbyt dobrze ustawiona więc złożyłam się z kilkoma innymi wampirami na jedno z wynajmowanych mieszkań w okolicy centrum Pam.
 Promienie słońca oświetliły białą ,przeciwległą ścianę.Kolejne westchnienie.Upuściłam piłkę na podłogę i wstałam.Wyjrzałam przez okno-nic ciekawego.Dzieci bawią się w grę ,której zasady są znane jedynie im.Dwa kocury okładają się pod drzwiami sklepu,podczas gdy biała,tłusta kotka nieśpiesznie oblizuje swe łapy siedząc na porzuconym przez kogoś pudełku i sędziując z góry.Uogólniając-dzień jak co dzień.Na skwerze te same dzieci,a pod sklepem te same koty.Oparłam się o parapet.
-Nie znoszę bezczynności-powiedziałam sama do siebie wpatrując się w dal.
Odsunęłam się od okna i rozejrzałam się po pokoju.Byłam sama.To może zabrzmieć dziwnie,ale lubię otrzymywać rozkazy.Pozwala mi to się skupić,pozbierać myśli...zapełnia czas.Kiedy nie wypełniam rozkazów zwykle robię coś wspólnie ze współlokatorami,ale dziś akurat wszyscy gdzieś wybyli.
   Hayato był w szkole,a Gihei i spółka postanowili pokupować sobie nowe buty.
 Ściągnęłam ciążącą mi bluzę,którą noszę w mieszkaniu.Ziewnęłam.

 Ostatecznie po długiej i zdającej się nie mieć końce nudzie zdecydowałam się na ,,spacer"po lesie.
    Założyłam zwykle przez siebie noszony strój.,,Zwykle"oznacza chwile ,w których szlajam się po lasach,czyli raczej większość czasu.
 Wspięłam się na wysoki dąb i zaczęłam wędrówkę.Można to nazwać swego rodzaju zabawą.Skacze się z gałęzi na gałąź.Spadasz przegrywasz,tyle,że ja w tę akurat grę nie zwykłam przegrywać.
  Po jakichś dwóch godzinach moją uwagę przykuła biała wilczyca pijąca wodę z rzeki pełniącej rolę granicy.Przykucnęłam na gałęzi.
 Tak właściwie to nic nie mam do wilkołaków.Nie jestem rasistką.To,że kilka w życiu ubiłam to inna sprawa,nic osobistego-rozkaz.
  W pewnym momencie wilk podniósł głowę i spojrzał na mnie.Na chwilę delikatnie uniosła wargę ukazując białe,kły.Wzruszyłam ramionami z zobojętniałym wyrazem twarzy.
-Zrobiłam ci co kiedy,że tam mnie witasz?-powiedziałam beznamiętnym głosem.
Jakby nie patrzeć mogłam jej się jakoś narazić.Nigdy nie było wykluczonym,że napotkany wilkołak nie jest bachorem jakiejś mojej ofiary.

Sheeren?

Profil Shine!

Imię: Shine

Nazwisko: Tachi

Wiek: 16 (po przemianie)

Płeć: Kobieta

Partner: brak

Rasa: Wampir

Klan: Odish

Charakter: Lekkoduch, nieprzewidywalna, buntownicza, uwielbia robić innym psikusy, szybko się denerwuje, ma huśtawki nastrój jak baba w ciąży.

Rodzina: Starszy brat.

Pochodzenie: Czysta krew.

Wygląd:





Profil Sheeren!

Imię: Sheeren

Nazwisko: Van Alen

Wiek: 15

Płeć: Kobieta

Partner: Brak

Rasa: Wilkołaki

Klan: Briss

Charakter: Sheeren to cicha i skryta osoba. Jest nieufna wobec obcych ,czyli ludzi nienależących do żadnego z wilczych klanów. Jedną z jej cech jest również duża wrażliwość jak i zachowanie zdrowego rozsądku w trudnych sytuacjach. Niektórym może się zdawać ,że taka osoba jak ona jest typem człowieka słabego jednak wbrew pozorom to odważna dziewczyna.

Rodzina: Jest jedynaczką ( a przynajmniej tak sądzi ), wychowują ją rodzice.

Pochodzenie: Czysta krew

Wygląd po przemianie:
Wygląd:

Od Diany

Wybiegłam z domu.Przemieniłam się w wielką białą wilczycę i pobiegłam na codzienny patrol po granicy z Klanami Wampirów.Byłam bardzo zdenerwowana ponieważ pokłóciłam się z ojcem. Biegłam najszybciej jak mogłam.Teraz jedyne co mnie mogło uspokoić to widok na Dolinę O.Dotarłam na miejsce i przemieniłam się w człowieka.Usiadłam na pieńku i podziwiałam po raz setny krajobraz gór i jeziora.Nagle przede mną pojawił się kolorowy dym.Miał kolor fioletu pomieszanego z różem.Popatrzyłam skąd dochodzi. Wyłaniał się z lasu należącego do Omar.Momentalnie wstałam i przemieniłam w wilka.Chwilę potem z lasu wybiegł chłopak mniej więcej w moim wieku lub starszy o białych włosach i potarganym ubraniu.Patrzył na mnie czerwonymi oczami...wampir...Ruszyłam pędem wzdłuż rzeki kierując się do lasu.On także pobiegł swoim terytorium.Ostro skręciłam w las i przemieniłam w człowieka.Moja pierwsza zasada dotyczy tego żeby żaden wampir nie widział mnie w ludzkiej postaci.Nie to że się wstydzę czy myślę że mnie rozpoznają...obie rasy wyczuwają się po zapachu nie po wyglądzie...Jednak przestrzegam tej zasady.
Nagle usłyszałam krzyk wampira.Spojrzałam w tamta stronę.Nic mu nie było.

Czego się drzesz?

Profil Triss!

Imię: Triss

Nazwisko: trochę mi wstyd,ale wzięłam i zapomniałam

Wiek: 18 lat


Płeć: Kobieta


Partner: brak i raczej się to nie zmieni


Rasa: Wampir


Klan: Odish


Charakter: Triss charakteryzuje się opanowaniem i zrównoważeniem.To musi bardzo dziwnie brzmieć gdy mowa o członku Klanu Odish,ale taka jest prawda.Nigdy nie wybucha gniewem,ogranicza się do krótkich docinek lub prostych(aczkolwiek bardzo celnych)uwag bądź stwierdzeń.Cicha,nie mówi niczego pochopnie i bez zastanowienia.Tak właściwie jeszcze nikt nie zdołał opublikować metody wyprowadzenia jej z równowagi(pewnie dlatego,że większość osób którym się to udało dziś jest arbo martwa albo pozbawiona języka).Potępia głupotę i wszelkie przejawy kretynizmu.Idioci to właściwie jedyne osoby na które patrzy ewidentnie z góry.W walce nigdy nie wpada w ,,szał" jak to się może niektórym zdarzyć.Bez przerwy zachowuje zimną krew i zdrowy rozsądek.


Rodzina: Nie kojarzę


Pochodzenie: Czysta krew


Wygląd:

niedziela, 16 listopada 2014

Profil Anaid!

Imię: Anaid
Nazwisko: Urehara
Wiek: 16
Płeć: Kobieta
Partner: Na razie o nie myślała o takich sprawach...
Rasa: Wilkołaki
Klan: Bris
Charakter: Anaid jest zamkniętą w sobie, bardzo nieśmiałą i mądrą osobą. Aż trudno uwierzyć ze czasem potrafi być odważna. Można to chyba nazwać jej drugą osobowością bo wtedy ma zupełnie inny charakter. Jest wtedy sarkastyczna i wredna. Uwielbia czytać. Na ogół jest spokojna i opanowana lecz można ją dość łatwo rozwścieczyć patrzeniem się gdy coś robi lub nawet nic nie robi.
Rodzina: Siostra Diana
Pochodzenie: Czysta krew
Wygląd po przemianie:

Wygląd:
Z siostrą:                                          

Profil Subaru!

Imię: Subaru
Nazwisko: Sakamaki
Wiek: 17 lat
Płeć: Mężczyzna
Partner: Brak
Rasa: Wampiry
Klan: Omar
Charakter: Subaru jest praktycznie zawsze spokojny i opanowany. Raczej rzadko się odzywa, ponieważ zamknął się w sobie od czasu incydentu w którym zginęli jego rodzice Jest świetnym obserwatorem. Zawsze śledzi wszystko uważnie wzrokiem, przez co jego spojrzenie wielu przeraża. Jego mina najczęściej wydaje się być sroga bądź obojętna. Jest arogancki, jednak nie okazuje tego. Czasem trudno zapanować mu nad agresją. Miewa swojego rodzaju "napady szału".
Rodzina: Dziadek przywódca klanu, nieżyjący ojciec oraz martwa matka pochodząca z klanu Odish
Pochodzenie: Czysta krew
Wygląd:





Profil Diany!

Imię: Diana
Nazwisko: Urehara
Wiek:16 lat
Płeć: Kobieta

Partner:Brak
Rasa:Wilkołak
Klan:Ur
Charakter:Dumna i niedostępna potomkini wilkołaków.Dogaduje się tylko z rodziną pozostałymi Klanami,uwielbia spędzać czas patrząc z klifu na Dolinę O.Jest otwarta jednak jeśli ktoś jej podpadnie potrafi zamknąć się w sobie i nie odzywać przez kilka dni.Jest bardzo wrażliwa i często wszyscy nieumyślnie ją ranią.
Rodzina:Siostra Anaid
Pochodzenie: Czysta krew
Wygląd po przemianie:


Wygląd: 




Z siostrą